GN 42/2020 Archiwum

Emigrant dla emigrantów

Mówi się o nim biskup na walizkach. Arcybiskup Szczepan Wesoły otrzyma tytuł doktora honoris causa Uniwersytetu Śląskiego. To hołd dla wyjątkowego duszpasterza rodaków żyjących na obczyźnie, patrioty, świadka historii. 


Arcybiskup Wesoły zauważa, że polscy biskupi mieli wtedy na głowie inne problemy niż te, które dyskutowano na soborze. Musieli bronić Kościoła przed działaniami komunistów. Nie znali dobrze spraw Kościoła powszechnego, nie orientowali się w kwestiach teologicznych. Wyjątkiem był młody biskup z Krakowa, Karol Wojtyła. 
Podczas soborowych obrad zdarzały się także zabawne momenty. „Na przykład podczas omawiania dekretu o zadaniach biskupa” – wspomina abp Wesoły. „Bardzo podkreślano więź biskupa z diecezją. Porównano tę więź do »małżeńskiej jedności«. Biskup jest zaślubiony diecezji. W czasie dyskusji jakiś biskup przemówił: »tu na sali wielu biskupów jest rozwodnikami« – bo zmieniali diecezje wielokrotnie”. 
Ksiądz Szczepan Wesoły w dość naturalny sposób stał się duszpasterzem polskich emigrantów. Najpierw w Rzymie, potem w całych Włoszech, a potem na świecie. Współpracował z abp. Józefem Gawliną, a po jego śmierci z kard. Władysławem Rubinem, w latach 1968–1980 delegatem prymasa Polski ds. duszpasterstwa emigracji. W 1968 r. został mianowany biskupem pomocniczym gnieźnieńskim z zadaniem wspomagania bp. Władysława Rubina w duszpasterstwie emigracji. Sakrę biskupią przyjął z rąk kard. Stefana Wyszyńskiego oraz bp. Herberta Bednorza i bp. Rubina. Od 1980 r. pełnił funkcję delegata prymasa Polski dla duszpasterstwa emigracyjnego, aż do przejścia na emeryturę w 2003 roku. 7 lutego 1994 ro-
ku obdarzony został godnością arcybiskupa „ad personam”. 


Będę służył z radością 


Kiedyś podczas świętowania rocznicy sakry biskupiej kard. Zenon Grocholewski, składając jubilatowi życzenia, zażartował, że arcybiskup z rana jest w(W)esoły, w południe tak samo, wieczorem także. Nie przypadkiem abp Szczepan jako swoje biskupie zwołanie wybrał słowa „Laetus serviam” (Będę służył z radością). „Mnie cieszy bycie księdzem. Poświęciłem się Bogu i nie żałuję” – potwierdza.
Kiedy mówi o swojej pracy wśród emigracji, podkreśla dwie sprawy. Pierwsza to obecność. Nigdy nie był duszpasterzem zza biurka, na odległość. Cenił sobie bezpośrednie spotkanie, niestrudzenie udzielał bierzmowania, głosił kazania, konferencje, wizytował polskie ośrodki duszpasterskie, towarzyszył uroczystościom organizowanym przez Polonię. „Przyjazd biskupa daje im poczucie, że nie są samotni. Że Kościół o nich pamięta” – podkreśla. Przez 25 lat organizował kursy wakacyjne dla młodzieży w Loreto, które łączyły w jedno wychowanie religijne i narodowe. „Rozmawialiśmy o różnych sprawach, od historycznych po teologiczne. Dyskutowaliśmy, czy Bóg istnieje i dlaczego jesteśmy na emigracji. Młodzi ludzie zaprzyjaźniali się, zaręczali, dawałem im śluby. Dwóch chłopców postanowiło zostać księżmi”. 
Drugi ważny temat to polska kultura. Dla Polaków w kraju ojczyzna to ziemia, dla Polaków za granicą ojczyzna to kultura, powtarza abp Wesoły. Wiara katolicka była zawsze dla Polaków elementem ich tożsamości narodowej. Parafia, w której polscy emigranci mogą praktykować w ojczystym języku, jest dla nich namiastką ojczyzny. W różnych stronach świata różnie układają się relacje polonijnego duszpasterstwa z lokalnymi diecezjami. Z jednej strony zrozumiały jest nacisk na integrację z lokalnym Kościołem, z drugiej strony imigranci mają prawo modlić się we własnym języku. Rolą polonijnego biskupa było i jest umiejętne rozbrajanie napięć powstających na tej linii. 
Arcybiskup Wesoły ma już honorowy doktorat KUL, został także pierwszym honorowym obywatelem Katowic. Teraz, 14 stycznia br., odbierze w rodzinnym mieście tytuł doktora honoris causa Uniwersytetu Śląskiego. Nie jest naukowcem, jest duszpasterzem. Ale, jak podkreśla, zawsze uwielbiał czytać. W swojej prywatnej bibliotece zgromadził ok. 6 tys. książek, głównie z wydawnictw polonijnych. Ten pokaźny zbiór przekazał bibliotece teologicznej UŚ. Przewoziły go z Rzymu dwie ciężarówki! 
„Całe życie spędził w podróżach, na obczyźnie, wśród Polonii, ale zawsze podkreślał swoje śląskie korzenie” – napisała o nim prof. Hanna Suchocka. „Dawał świadectwo całą swoją działalnością, że można zachować polskość, czuć się Polakiem i mieć silny związek z własną małą Ojczyzną, jaką dla niego jest Śląsk, będąc równocześnie obywatelem świata”. Honorowy doktorat to wyraz uznania dla jego wytrwałej, żmudnej, owocnej służby Kościołowi, Ojczyźnie, Polakom. W symbolicznym sensie to także docenienie ogromnej roli Kościoła katolickiego, bez którego trudno wyobrazić sobie życie Polonii i utrzymanie polskiej tożsamości. •
Korzystałem z książek: „Biskup na walizkach. Z abp. Wesołym rozmawia Aleksandra Klich” (Wyd. Księgarnia św. Jacka, Katowice 2010) oraz „Arcybiskup Szczepan Wesoły. Doctor Honoris Causa Universitatis Silesiaensis” 
(Wyd. UŚ, Katowice 2015). 


« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama