GN 45/2019 Archiwum

Stąpanie po kruchym lodzie

O osieroconych rodzicach, zamrożonych uczuciach i napinaniu mięśni w żałobie mówi psycholog dr Renata Kleszcz-Szczyrba.

Aleksandra Pietryga: Ma pani chyba najtrudniejszą pracę na świecie...


Renata Kleszcz-Szczyrba: Najtrudniejszą? Myślę, że najbardziej prawdziwą. Nic tak nie konfrontuje rzeczywistości jak życie i śmierć.


Ale rozmawiamy o rodzicach, którzy przeżyli śmierć własnego dziecka. Nie ma nic boleśniejszego. Nawet nie potrafimy nazwać tego nazwać. Mówimy o osieroconych rodzicach, ale i to brzmi jakoś sztucznie. Jakby naturalny porządek rzeczy został odwrócony.


Bo tak jest. Niemniej proces żałoby jest uniwersalny. Tak samo dotyczy matki, która straciła swoje dziecko, jak i żony, która pochowała męża. Ta żałoba także jest realna, ma swoje etapy i zadania, które ten człowiek musi podjąć, żeby ją w sobie przepracować. Moim zadaniem, jako psychoterapeuty, jest towarzyszenie osieroconym rodzicom. Każdy może to robić.


Jak?


Jeśli matka czy ojciec potrzebują posiedzieć w ciszy – siedzę razem z nimi. Jeśli chcą mówić – słucham. Kiedy płaczą – otwieram się na ich płacz i podaję chusteczki. Kiedy chcą krzyczeć, złościć się, tupać nogami czy walić pięścią w stół – pozwalam im na to. Słucham, kiedy szukają winnych swojej tragedii i kiedy obwiniają się sami. Żałoba nie jest czasem na udzielanie rad. Żałoba jest czasem wybrzmienia żalu po stracie.


A jeśli ktoś nie wie, czego potrzebuje? Może trzeba go wtedy poprowadzić...


Raczej towarzyszyć w tej niewiedzy, w tym zagubieniu. Bo jest taki moment, kiedy rodzic, który stracił dziecko, chce tylko, żeby ono ożyło. Reszta go nie obchodzi. Z czasem przyjdzie pogodzenie się z faktem, że tego dziecka już nie ma i nigdy nie będzie. Nie wolno niczego przyspieszać. Poganiać, podawać leków. Żałoba nie jest depresją, nie jest chorobą psychiczną. Od żałoby nie uwolnią nas leki, ale to, co domaga się głosu wewnątrz nas i chce się wydostać na zewnątrz: przez gardło, przez oczy, przez krzyk, płacz, złość, bunt, tupanie nogą, niezgodę na los. Żałoba jest mądrością setek tysięcy pokoleń. Od wieków w naturalny sposób wokół cierpiącego człowieka uruchamiała się sieć wsparcia w postaci ludzi, których miał wokół siebie. Dzisiaj medycyna próbuje kolonizować ten obszar ludzkiego życia. W efekcie łatwiej jest powiedzieć: „Idź do lekarza”, niż towarzyszyć w żałobie. 


Jak rozmawiać z matką, której dziecko umarło, zanim zdążyło się urodzić? Przecież to jak stąpanie po kruchym lodzie...


Najgorsze, co można zrobić, to udawać, że nic się nie stało. Matka i ojciec po stracie nienarodzonego dziecka żalą się, że otoczenie nie widzi w nich rodziców. Tak, jakby ich dziecko nigdy nie istniało. Nawet z punktu widzenia naszej wiary to założenie jest błędne. Przecież to dziecko się poczęło, miało swoją krótką historię życia, otrzymało duszę i wierzymy, że jest w niebie. Jeśli nie uznamy, że ktoś był, nie uznamy jego straty. W efekcie nie będziemy potrafili towarzyszyć w żałobie. Boimy się spotkania z matką, która straciła dziecko, na jej widok przechodzimy na drugą stronę ulicy. Straszne jest, gdy ktoś próbuje bagatelizować to doświadczenie rodziców; gdy oni słyszą: „Nie ma za czym płakać!”.


A słyszą?


Bardzo często. Najczęściej ze strony personelu medycznego. „Nic tam już nie ma”. Podczas, gdy dla tej matki, dla tego ojca „tam” był ich cały świat, wszystkie złożone pragnienia, oczekiwania, wyobrażenia o kolorze oczu ich nienarodzonego dziecka, o jego przyszłości. Tam, gdzie z fizjologicznego punktu widzenia „nic nie ma”, tam jest cała ich miłość. Chcą usłyszeć, że nadal są rodzicami, choć ich dziecko umarło, że mają prawo płakać po nim tak długo, jak tego potrzebują. Potrzebują urealnienia swojej straty, uznania jej. Chcą rozmawiać o swoim dziecku, o jego krótkim życiu, o nadziejach, jakie w nim pokładali, i o tym, że wszystko zabrała im jego śmierć. Nieraz ci rodzice opowiadają, jak wzrusza ich SMS w rocznicę urodzin, a jednocześnie śmierci ich dziecka, życzenia z okazji Dnia Matki, Ojca.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

  • Marek
    15.10.2019 19:29
    W 100% zgadzam się z wypowiedzią Pani Renaty. I fakt... Jak to
    doceń 0
  • marek
    15.10.2019 21:53
    W 100% zgadzam się z wypowiedzią Pani Renaty. Z własnego doświadczenia: Córka zmarła nam w połowie ciąży. Była ciężko chora. Najbardziej boli nas jak najbliższa rodzina (zwłaszcza dziadkowie dziecka) zachowują się jak gdyby nic się nie stało. Moi rodzice/teściowie nigdy nie wyrazili chęci, aby odwiedzić grób swojego wnuka. W rozmowach temat jest pomijany, bądź zbywany tekstem: "czasem tak bywa". Ba... nawet od księży słyszałem takie słowa (wielokrotnie). Nasi krewni chyba nawet nie chcą wiedzieć co przeżywaliśmy przez ten krótki czas. Ile wizyt w szpitalu, ile niepokoju, ile nerwów, nieprzespanych nocy, strachu. Co kilka dni wizyta u lekarza. A w głowie szum, mętlik, gonitwa myśli... Jak złe informacje dostaniemy tym razem.... Ogólnie mam wrażenie, że obcy ludzie (tacy będący w naszym wieku) bardziej nas rozumieją. Z żoną odwiedzam grób. Zawsze zabieramy ze sobą naszą pierworodną córkę (ma 3 latka). Tłumaczymy, że tutaj jest jej mała siostra, która poszła do nieba. Nie chcemy aby nasza zmarła córka była anonimowa. Chcemy aby nasze żyjące dzieci miały świadomość, że nasza rodzina jest większa o jedną małą osóbkę. Zosia była z nami bardzo krótko, ale zmieniła w naszej rodzinie chyba wszystko.
    doceń 6

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama