Nowy numer 26/2022 Archiwum

On mnie tak dosyć lubił

Spotkania z Janem Pawłem II. – Już bardzo kuleję na zdrowiu. Teraz jeszcze prosiłbym Pana Boga, żebym mógł tutaj doczekać jego kanonizacji. No, może się to uda. Już niedużo czasu zostało, prawda?

Papież kochał Śląsk

– Czego mnie nauczył papież? Mianowicie tego, że najważniejsza jest rodzina! Bo jaka rodzina, takie społeczeństwo, a jakie społeczeństwo, taka cała ludzkość – wyznaje ks. Franciszek. Serdeczna więź między błogosławionym a ks. Wąsalą miała swoje początki w połowie lat 50. ub. wieku. Absolwenci teologii na Uniwersytecie Jagiellońskim z seminarium katowickiego, częstochowskiego i krakowskiego od tego czasu spotykali się co roku u jednego z kolegów kapłanów.

– Spotkania wypadały zawsze w poniedziałek i wtorek przed Bożym Ciałem. Mieliśmy Mszę świętą najpierw za żyjących i w intencji ojczyzny, no i jedną na drugi dzień za zmarłych już księży – wspomina ks. Franciszek. U biskupa Wojtyły w Krakowie spotkali się dwa razy. W 1974 r. z kolei, już jako kardynał, Karol przybył na spotkanie do ks. Franciszka w Roju. W Rzymie spotkali się cztery razy.

– Ostatni raz byliśmy u niego 1 i 2 grudnia 2003 roku. Było nas wtedy tylko pięciu. I to dziwne, charakterystyczne bym powiedział: jedyn krakus, jedyn częstochowiok i trzech Ślonzoków. Z tego zadymionego Ślonska najdłużyj się trzymali! Śmieszne bardzo to było. I co jeszcze ciekawsze: trzech Ślązaków i to trzech Franciszków [Konieczny, Strauch i Wąsala – przyp. aut.] – śmieje się. – Jak pierwszy raz byliśmy u niego (było nas wtedy 22), to niektórzy myśleli, że tam o kościelnych sprawach więcej się dowiedzą. Ja powiedziałem im wtedy: „Ojciec święty ma codziennie tyle spraw, że przyszedł chyba, żeby się trochę pokrzepić i wspomnieć coś z czasów studenckich, a nie żeby rozmawiać teraz o sprawach ogólnokościelnych. Dlatego zawsze na spotkaniach to ja byłem przeznaczony do tego, żeby opowiadać śląskie kawały – tłumaczy.

– Ojciec święty bardzo kochał Śląsk i śląską gwarę – mówi zdecydowanie. – Łona podobna do góralskiej. Jakby nie było, jeżeli chodzi o wiarę i o Kościół, to na Śląsku jest on silny jeszcze. Mimo wszystko.

Ale wiadomość, Boże święty!

Pamięta, kiedy pomyślał, że Karol Wojtyła zostanie papieżem. – Jak byłem na rekolekcjach kapłańskich, dwaj księża, tacy starsi, mówili: „He, on sobie myśli, że może będzie papieżem!”. Ja byłem wtedy tymi słowami tak oburzony, że szkoda mówić. Przecież to było wiadomo, że Wojtyła jest wybitnym myślicielem, a jakim człowiekiem! – wspomina.

I pamięta swoją reakcję 16 października 1978 roku. – Byłem wtedy prawie po wieczornej Mszy świętej w salce na wykładzie z Pisma Świętego. To było w piwnicy, słyszę stukanie, wpada kleryk i mówi mi: „Księże, Karol Wojtyła jest papieżem!”. Podobno zbladłem jak ściana. No, że taka wiadomość? Zaraz żeśmy wrócili do kościoła i pomodlili się, Boże święty! – mówi, jeszcze dziś nie ukrywając emocji.

– Mam wrażenie, że Pan Bóg wśród wszystkich moich kłopotów dał mi jedno: mianowicie zmysł humoru. Bo ja biorę wszystko właśnie z tej strony śmiesznej i dlatego też jest mi jakoś lżej – dodaje nieco później. – Wystarczyłoby już może, słabo mi trochę – mówi ks. Franciszek. Znajduje jednak siły, by pomodlić się z nami „Ojcze nasz”, „Zdrowaś Maryjo”, „Chwała Ojcu” i pobłogosławić w formule przedsoborowej: Benedicat vos omnipotens Deus, Pater, et Filius, et Spiritus Sanctus.

Resztę opowie nam w niebie. Tam czas płynie inaczej.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama