Nowy numer 26/2022 Archiwum

Ciasno, ciemno, śpiewamy

Potem już go nie bili. Zabierali jedynie w środku nocy na przesłuchanie. Sadzali na twardym krześle, ręce na stole, lampa prosto w oczy, a po obu bokach ubecy biorą więźnia w krzyżowy ogień pytań.

Salwa śmiechu. Potem już go nie bili. Zabierali jedynie w środku nocy na przesłuchanie. Sadzali na twardym krześle, ręce na stole, lampa prosto w oczy, a po obu bokach ubecy biorą więźnia w krzyżowy ogień pytań.

– Po wyroku (dostałem 7 lat, z czego się cieszyłem, bo spodziewałem się więcej) tułałem się po więzieniach, aż trafiłem do Wronek – opowiada pan Włodzimierz. – Zanim nas tam przewieźli, spędziliśmy noc w piwnicy w więzieniu w Sosnowcu-Radosze. Wyobraża sobie pani? Stu chłopów w różnym wieku, każdy z innym wyrokiem. Ciasno, ciemno i nagle zaczynamy śpiewać zakazane pieśni patriotyczne, partyzanckie. Po tylu latach milczenia... – łamie mu się głos, łzy płyną po policzkach. – Ta chwila była dla nas odbudową sił duchowych. Po dotarciu do Wronek strażnicy (z psami) zgromadzili więźniów na dziedzińcu.

– Zimno, śnieg. My cienko ubrani i tak czekamy 2 godziny – wspomina pan Włodzimierz. – Potem gonili nas w korytarze więzienne. Kazali rozebrać się do naga i robili dokładne rewizje osobiste, w najbardziej obrzydliwy, upokarzający sposób.

Pan Włodzimierz opowiada, jak strażnicy ustawili się w rzędach na całej długości korytarza. – Krzyczeli, żebyśmy szybko biegli, kopali, bili pasami i kluczami po gołych plecach, nogach, nerkach... Kto potrafił biegać szybko, nie był tak pobity – tłumaczy. – Najgorzej mieli starsi czy schorowani więźniowie.

Umieszczono go w zimnej celi. Spał na twardej pryczy i pod prześwitującym kocem. – Zupę dostawaliśmy do brudnej miednicy, w której się też myliśmy, bo innych naczyń nie było – wspomina. – Zamiast łyżek była kromka razowca. Z Wronek trafiłem jeszcze do obozu pracy w Jelczu koło Wrocławia. Tam też związałem się z podziemną organizacją konspiracyjną. A we wrześniu 1953 roku, na mocy amnestii, wyszedłem na wolność.

Dalsze losy Włodzimierza Kapczyńskiego nieodmiennie związane były z działalnością opozycyjną. W latach 80. ub. wieku uratował większość numerów gazet, druków i ulotek wszystkich podziemnych wydawnictw. Dzisiaj przechowuje je Stowarzyszenie „Pokolenie” z Katowic. Związał się z „Solidarnością”. Był organizatorem i przewodniczącym komisji zakładowej w Budostalu.

Choć w stanie wojennym został internowany, nigdy nie zaprzestał walki z sowietyzacją Polski. Za swoją działalność w 2007 roku został odznaczony Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski.

– Całe moje życie podporządkowane było walce o wolną Polskę – wyznaje. – Do końca nie czułem zwolniony z przysięgi, którą składałem jako żołnierz AK.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama