GN 42/2020 Archiwum

Świeczki dla niewolników Stalina

Ukraina. W zagłębiu Donbas żyją potomkowie Ślązaków, wywiezionych tam w 1945 roku.

Mocno swój wykład zaczął ks. prof. Bernard Kołodziej ze zgromadzenia chrystusowców, pochodzący z Tychów. Opowiadał m.in. o wejściu żołnierzy sowieckich na Śląsk. O tym, że odczuwali oni nienawiść do Niemców, więc gdy weszli na ziemie przyłączone w 1939 r. do Rzeszy, pod wpływem alkoholu gwałcili kobiety i zabijali cywilów. Powiedział, że mordowali u nas nie tylko Niemców i Polaków, ale nawet przymusowo zatrudnionych w śląskich kopalniach Ukraińców. – Zabili też ks. Pawła Kontnego z Tychów, mojego rodzinnego miasta, za to, że stanął w obronie gwałconej kobiety – mówił.

Nikt go za te słowa nie zaatakował. Studenci słuchali z wielkim zainteresowaniem i zadawali rzeczowe pytania ks. prof. Kołodziejowi oraz mówiącemu po nim dr. Dariuszowi Węgrzynowi z katowickiego IPN. Interesowało ich, na jakiej podstawie prawnej byli wywożeni Ślązacy. Pytali uczestniczącego w spotkaniu burmistrza Radzionkowa Gabriela Tobora, czy jego wywieziony dziadek Michał służył w armii polskiej czy niemieckiej. Burmistrz odpowiedział, że dziadek nie był w żadnej armii i przez całe dorosłe życie pracował w kopalni. Ktoś zapytał, czy choć niektórzy Ślązacy, kiedy zostali już uwolnieni, nie zostali z własnej woli na ukraińskiej ziemi. Najciekawsza odpowiedź padła z ust jednego z działaczy polonijnych w Donbasie. Zdradził, że jego stowarzyszenie miało kontakt z potomkiem jednego z wywiezionych Ślązaków, który na Ukrainie się ożenił i został.

Już wcześniej polski konsul w Doniecku sygnalizował, że potomkowie wywiezionych Ślązaków, a może i oni sami, żyją w miejscowości Torez na wschód od Doniecka. Podobny sygnał napłynął też kilka miesięcy temu do „Gościa”. Dotyczył on wywiezionych do Karagandy w Kazachstanie. Pewna liczba Ślązaków miała tam pożenić się z rosyjskimi Niemkami Wołżańskimi, wywiezionymi do Kazachstanu przez Stalina już w czasie wojny. Poza zwyczajnym przyciąganiem płci zbliżały ich do siebie znajomość języka oraz wyznawany katolicyzm. Zgodnie z tą informacją przekazali oni bardzo żywą wiarę swoim potomkom, pomimo prześladowania Kościoła w Związku Sowieckim.

Ślązaczki giną w kopalniach

Dariusz Węgrzyn, historyk katowickiego IPN, tłumaczył ukraińskim studentom, dlaczego wywózki to tak ważny temat dla Ślązaków. – Trzeba pamiętać, że na Górnym Śląsku funkcjonowały rodziny tradycyjne. Pracował ojciec rodziny, a matka wychowywała dzieci. Kiedy w 1945 roku wywieziono mężczyzn, zostały tam same kobiety. Często młode, z małymi dziećmi. Te rodziny utraciły z dnia na dzień środki do życia. Kobiety musiały więc podjąć pracę. Tu, w Donbasie, znana jest matka górników, która po wojnie pracowała pod ziemią. Na Górnym Śląsku zdesperowane kobiety w 1945 r. także podjęły pracę pod ziemią, jednak wpuszczenie ich tam, a także młodych ludzi, skończyło się tragicznie. Okazało się, że ta praca wymaga nie tylko siły, ale i umiejętności. Procent wypadków bardzo szybko więc w 1945 roku wzrastał. Musiano kobiety spod ziemi wycofać. Ale to pokazuje ich desperację, żeby utrzymać rodziny – powiedział.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama