GN 42/2020 Archiwum

Lekarze idą w krzaki

Misja Paragwaj. W Paragwaju oficjalnie mieszka niemal 7 milionów ludzi. Dodatkowe rzesze niezarejestrowanych nigdzie osób żyją w asentamientos, czyli tamtejszych slumsach. A w całym kraju aktywnych zawodowo jest... 90 anestezjologów.

Jak to powiedzieć?

Przygotowanie do wyjazdu to także wysiłek umysłowy – każda z pań uczestniczy w kursie języka hiszpańskiego. – Chcemy poznać podstawy, żeby móc się choć trochę dogadać. Ja i tak mam najłatwiej, bo moi pacjenci często nie potrafią określić, co im dolega i muszę sama do tego dochodzić. Nieważne, czy w Polsce, czy w Paragwaju – śmieje się Elżbieta. – Nigdy wcześniej nie miałyśmy do czynienia z hiszpańskim. Ledwo opanowałyśmy podstawy, a ks. Wojtek przyniósł nam słownik medyczny – dodaje Barbara. – Nie będzie tak, że lekarze czy pielęgniarki wyruszą do potrzebujących samodzielnie. Zawsze towarzyszy nam siostra lub franciszkanin, którzy pełnią rolę tłumaczy – uspokaja kapelan. Obecnie wszyscy uczestnicy misji szukają sponsorów, którzy opłacą sprzęt medyczny, środki opatrunkowe i lekarstwa, które zostaną zabrane do Paragwaju. – Trzeba podkreślić, że wszyscy opłacamy podróż z własnych pieniędzy. Lekarze dodatkowo wykorzystują swój cały urlop wypoczynkowy. Nie dostają żadnych delegacji ani specjalnych wolnych dni – mówi ks. Wojciech. – Pieniądze są nam potrzebne, żeby opłacić np. benzynę do samochodów, którymi poruszamy się w Paragwaju. Każdy z uczestników misji dystrybuuje wśród swoich znajomych listę z potrzebnymi lekami i środkami czystości. Przydadzą się zarówno pianki i żele do golenia, podpaski, bandaże, jak i maści na zmiany skórne czy leki na przeziębienie. To wszystko każda z pań weźmie do swojego bagażu. – Może zmieści się też kilka naszych ubrań – żartują. – Spotykamy się od początku z dużą życzliwością. Liczy się każdy gest. Jedna z firm od początku sponsoruje dla nas stroje do ratownictwa medycznego. To może się wydawać błahe, ale one świetnie się sprawdzają w tamtym klimacie – mówi ks. Wojciech.

Do Boga przez człowieka

Jadą, by pomóc, ale wiedzą, że dostaną coś w zamian. – Misja jest medyczna, ale zmienia postrzeganie Kościoła – twierdzi kapelan. – To niesamowite doświadczenie, uczestnictwo w miejscowym duszpasterstwie. Tam liczy się człowiek, Boga odkrywa się właśnie przez niego. Misjonarze są partnerami, nie budują jakichś sztucznych autorytetów, dystansu. Po prostu towarzyszą tym ludziom, do których są posłani. Tę wspólnotowość mocno czuć podczas Mszy św., przeżywanych radośnie, z taką prostotą. Pamiętam, że kiedy o. Grzegorz powiedział podczas Eucharystii, że jesteśmy wśród nich i chcemy się przywitać, każdy po prostu podszedł i podał nam rękę. Dla nich to był naturalny gest, nie rozrywał przebiegu liturgii – dzieli się doświadczeniem ks. Wojciech. Dotychczasowi uczestnicy wypraw również przyznają, że „Misja Paragwaj” czegoś ich nauczyła. – Pomimo zmęczenia i doskwierającego upału, codziennie uświadamialiśmy sobie, że otrzymujemy o wiele więcej niż sami dajemy. Bóg po raz kolejny nas zaskoczył, przekraczając nasze oczekiwania – wspominali Ola i Marek Widenkowie w rozmowie z GN, kilka miesięcy po powrocie z misji nr III. Wszyscy, którzy chcą wesprzeć „Misję Paragwaj”, potrzebne informacje znajdą na stronie: to-misja.pl.•

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama