Nowy numer 39/2020 Archiwum

Uciekła na Śląsk

Ogarnięta krwawą wojną domową Syria wydaje się odległa. Tymczasem wśród nas, w Mikołowie, żyją ludzie, którzy z tego piekła się wyrwali.

Jest wśród nich 19-letnia Dalal Younes. Uciekła z ogarniętych walkami przedmieść Damaszku w lipcu zeszłego roku, razem z tatą Mohamadem. Przekroczyli syryjsko-libańską granicę i dotarli na lotnisko w Bejrucie. Na Śląsku, w Orzeszu, czekali już na nich pozostali członkowie rodziny, którzy uciekli wcześniej: mama Ilona, 17-letni brat Sharif i najmłodsza, 9-letnia, siostra Natalia. Tata jest Syryjczykiem, mama Polką. Dalal zna Polskę z wakacji u dziadków w Orzeszu.

Bombardowani

Najbardziej przeżyła wkroczenie armii rządowej do jej miejscowości Mlaiha w czerwcu zeszłego roku. – Tata w tym czasie był w pracy w aptece. Niestety, pod apteką zatrzymał się czołg i tata nie mógł wrócić do domu – wspomina. – Ten czołg strzelał przez całą noc!

Tata dzwonił do nas i w słuchawce słyszeliśmy czołgowe wystrzały. Byłam wtedy w domu z mamą, bratem i babcią – dodaje. Dalal przeżyła też coś, czego na własnej skórze doświadczyli tylko starsi z czytelników, którzy pamiętają styczeń 1945 roku. Otóż ta delikatna, ciemnooka i czarnowłosa dziewczyna przeszła ostrzał artyleryjski jej miejscowości. Pociski wystrzeliwane z pobliskiej bazy armii rządowej spadały raz bliżej, raz dalej, a czasem tuż-tuż. Z każdym nadlatującym pociskiem zastanawiała się, czy tym razem już uderzy w ich dom. – Wtedy poczułam, co to jest strach przed śmiercią – mówi. – Nie zmrużyłam oka także przez dwie ostatnie noce przed wyjazdem. W ostatnią noc pocisk z moździerza trafił w szkołę naprzeciwko naszego mieszkania. A jeszcze noc wcześniej dokładnie pod naszym blokiem zgromadzili się rebelianci. Zaczęły się ich walki z siłami rządowymi. Zamknęliśmy żaluzje, ale i tak słyszeliśmy, jak ludzie umierali. To było straszne. Nie życzę nikomu, żeby musiał przeżywać takie rzeczy jak ja – mówi. Pod apteką jej rodziców zginęło dwóch uczestników pokojowej manifestacji. – Trzy dni temu dowiedziałam się, że dom mojej babci został zbombardowany, zrównany z ziemią. Oglądam ciągle w internecie zdjęcia z Syrii i płaczę. Jak pan by się czuł, gdyby np. w Rybniku uliczki, którymi pan chodził od dzieciństwa, zostały zburzone? – pyta Dalal. Nie chce zdradzić, do której strony wojny domowej jest jej bliżej, żeby nie zaszkodzić krewnym w Syrii. – Nie każdy miał tę szansę, żeby wyjechać. Ludzie żyją teraz stłoczeni po mieszkaniach w centrum Damaszku, żyją z jakichś oszczędności, ale jak długo tak można? – zastanawia się.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama