Nowy numer 39/2020 Archiwum

Cieślik: Nie ma nic lepszego, niż być piłkarzem

29 kwietnia 85. urodziny obchodzi Gerard Cieślik, były napastnik Ruchu Chorzów i reprezentacji Polski. "Gdybym zaczynał życie jeszcze raz, też zostałbym piłkarzem. Chyba nie ma nic lepszego" - powiedział PAP.

Cieślik grał tylko w jednym klubie - Ruchu Chorzów. Strzelił dla "Niebieskich" 167 goli w ekstraklasie. Do historii przeszły zwłaszcza dwa gole wbite reprezentacji ZSRR i jej legendarnemu bramkarzowi Lwowi Jaszynowi na Stadionie Śląskim.

- Uważam, że dzisiejsi piłkarze są lepsi od tych dawnych, z moich czasów. Tyle, że... jest im za dobrze. Od najmłodszych lat mają różne stypendia, inne dochody. A ja codziennie pracowałem od 6 do 14, a po południu dopiero mogłem trenować" - wspomina.

Nie żałuje, że był związany tylko z jednym klubem. "Wszędzie jest dobrze, ale w domu - najlepiej. Szkoda mi tylko tego, że nie mieliśmy takich możliwości kontaktów zagranicznych. Dziś nasi piłkarze grają przeciwko różnym drużynom. A gdzie my mogliśmy pojechać? Na Węgry, do Czechosłowacji. Dziś łatwiej się uczyć od najlepszych" - dodał.

Z okazji urodzin najchętniej przyjmuje życzenia zdrowia i zdobycia przez ukochany Ruch 15. tytułu mistrza Polski. "Obie sprawy są jak najbardziej realne" - stwierdził.

Nie chce wracać do przegranego we wtorek finału Pucharu Polski z Legią Warszawa. "To jest już za nami i dziś nie ma żadnego znaczenia. Zdobędziemy puchar za rok" - oświadczył.

Chorzowski klub pamięta o swojej legendzie. Cieślik bywa na meczach, jest zawsze zapraszany na wszystkie klubowe uroczystości, Ruch urządza urodzinowe spotkania swojego najbardziej znanego zawodnika.

"Nie myślałem nigdy, że coś takiego mnie spotka. Dawniej widywaliśmy się co roku z okazji Wigilii Bożego Narodzenia. Te obecne uroczystości to dla mnie duża niespodzianka" - zakończył Cieślik.

Cieszy się ogromnym szacunkiem kibiców Ruchu. Kilka lat temu spotkanie z kibicami odbywało się w niewielkiej salce domu kultury. Kilkudziesięcioosobowa grupa fanów zachowywała się dość swobodnie czekając na dawny gwiazdę. Wreszcie Cieślik przyjechał. Był zdecydowanie najniższy spośród obecnych.

"Wstawać! I żeby mi przypadkiem któryś nie ważył się usiąść, zanim siądzie pan Gerard" - instruował kibiców ich przywódca. Gość mówił cichutko, bez mikrofonu. Na sali panowała wręcz "egzaminacyjna" cisza.

Gerard Cieślik jest też człowiekiem wiary. "Życie bez wiary jest nie do pomyślenia" - powiedział kiedyś legendarny piłkarz, który pamięta jeszcze wyniesionego na ołtarze chorzowskiego proboszcza ks. Józefa Czempiela.

Gerard Cieślik urodził się w 29 kwietnia 1927 w Hajdukach Wielkich. Do Ruchu trafił mając 12 lat. Zadebiutował w pierwszej drużynie chorzowian w 1945 roku w A-klasie. Barw "niebieskich" bronił w pierwszej lidze w latach 1948-59. Rozegrał 237 spotkań zdobywając 167 goli. W reprezentacji zagrał 46 razy i strzelił 27 bramek.

Jest o siedem lat młodszy od swojego ukochanego klubu, założonego 20 kwietnia 1920 r. Do dziś mieszka niedaleko stadionu w Chorzowie.

« 1 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama