Nowy Numer 38/2020 Archiwum

Byłem, zobaczyłem, wracam

Śląscy emigranci. Na razie 43,5 proc.
osób, które wyjechały za chlebem z województwa śląskiego, wróciło.

Już 7,4 procent śląskich gospodarstw domowych dotknęła emigracja od chwili wejścia Polski do UE. Wyjechała z nich co najmniej jedna osoba. Specjaliści z Centrum Doradztwa Strategicznego opublikowali właśnie wyniki badań nad migracją mieszkańców województwa śląskiego w latach 2004–2011. Przeprowadzili m.in. wywiady z prawie 18 tys. osób. Z tysiąca rozdanych przez centrum ankiet wynika, że zdecydowana większość śląskich emigrantów powraca z poczuciem sukcesu, ale część z nich mówi, że pobyt na Zachodzie był dla nich „dziurą w życiorysie”.


Zachód odczarowany


Dwie trzecie z tych, którzy wrócili, nie planuje już ponownego wyjazdu. – Tymczasem na przykład w województwie dolnośląskim aż połowa powracających chce wyjechać ponownie – informuje centrum. 
Jednym z tych, którzy wrócili na Śląsk, jest Marcin Jaros z Siemianowic Śl., który przez 1,5 roku pracował w Londynie. Przed emigracją skończył socjologię na UŚ, był pracownikiem socjalnym. A jednak chciał coś zmienić: kupił bilet na autobus i wyjechał do Londynu. Miał tam już wielu znajomych ze studiów. – To była chęć sprawdzenia się, potwierdzenia własnej wartości. I to mi się udało – czas spędzony na emigracji zwiększył moją pewność siebie. Nie boję się świata, zyskałem poczucie, że gdziekolwiek bym się znalazł, jestem w stanie sobie poradzić – mówi.


Marcin Jaros z Siemianowic: – Londyn jest za duży i za głośny, potrzebuję ośrodka takiego jak Katowice   
Marcin Jaros z Siemianowic: – Londyn jest za duży i za głośny, potrzebuję ośrodka takiego jak Katowice
– A z drugiej strony ten czas odczarował w moich oczach Europę Zachodnią. Pokazał, że to też miejsce, gdzie życie potrafi być trudne, nawet trudniejsze niż w Polsce. Obie moje decyzje były bardzo dobre: ta o wyjeździe i ta o powrocie do domu – twierdzi.
Podobne przemyślenia ma wielu Ślązaków za granicą. Często ciągle tam tkwią z obawy, że bez tego ich rodziny nie będą miały czego włożyć do garnka. Aż
42 proc. emigrantów z naszego województwa ma na utrzymaniu dzieci. Niektórzy wzięli je ze sobą za granicę, inni zostawili na wychowanie drugiemu rodzicowi lub dziadkom. Czują, że nie mają wyjścia: tu nieraz byli na długotrwałym bezrobociu.
A jednak płacą za to. Nieobecność rodzica to zawsze jakiś cierń w życiu jego dzieci. Jak wielki? Tego badania socjologów nie uchwycą. Chociaż… Badacze zauważyli, że dorastające dzieci (między 14. a 18. rokiem życia), których co najmniej jeden rodzic pracuje za granicą, mają większą skłonność do wagarowania.
Ślązacy czymś jeszcze różnią się od mieszkańców województw małopolskiego i dolnośląskiego, gdzie przeprowadzono podobne badania. – U was na Śląsku wszyscy mówią o rodzinie. Znacznie częściej niż mieszkańcy województw dolnośląskiego i małopolskiego wysyłają rodzinom pieniądze. I właśnie dla rodziny wracają: żeby dzieci urodziły się w Polsce, żeby zaopiekować się starszymi rodzicami. Albo gdy pojawiają się problemy z ich dziećmi, które na Śląsku zostawili – tłumaczą specjaliści z CDS.


Korzyść z lunchu


W lepszej sytuacji są młodzi. Dla nich wyjazd to nieraz przygoda, przedłużenie młodości. Jednak ich też na emigracji często zżera tęsknota. Kiedy 27-letnia Iwona Haneczok wyjeżdżała z Chorzowa do Dublina, brała pod uwagę, że zostanie tam na stałe. Planowała z narzeczonym, że założą tam rodzinę. – Wróciłam po dwóch latach, bo tęskniłam za przyjaciółmi i rodziną. Ale wróciłam z nowymi znajomościami: mam teraz przyjaciół w najróżniejszych częściach świata. Utrzymujemy kontakt przez internet. Poznałam ich dzięki temu, że tam są przerwy na lunch – śmieje się. W Irlandii pracowała m.in. w telefonicznej pomocy technicznej. Na znalezienie pracy zgodnej z jej ambicjami nie miała szans. Wróciła więc na Śląsk, znalazła pracę jako lektor języka angielskiego (w Irlandii zrobiła odpowiednie certyfikaty), zaczęła też studia doktoranckie. – A dzięki naszym oszczędnościom z Irlandii kupiliśmy i wyremontowaliśmy mieszkanie w Chorzowie bez żadnych kredytów – dodaje.
Według CDS, w latach 2004–2011 Ślązacy wyjeżdżali najczęściej do Wielkiej Brytanii (35 proc.), Niemiec (20 procent), Holandii i Irlandii. Część z tych, którzy wyjechali z północy lub z południa województwa, po powrocie zamieszkała jednak bliżej Katowic. W aglomeracji łatwiej o pracę. Tak zrobiła Karolina Kapias: wyjechała z Bełku pod Rybnikiem, dziś mieszka w Katowicach. W Irlandii zarabiała w McDonaldzie i w laboratorium fotograficznym, na Śląsku może pracować w swoim zawodzie, jako psycholog. Zaznała w Irlandii zarówno rzeczy budujących, jak i cierpienia. – Jednak doświadczenia negatywne potrafią nam dać najwięcej mądrości życiowej – mówi dziś z zadumą.


« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama