Nowy numer 20/2018 Archiwum

Kolędy w XXI w.

Międzynarodowy festiwal w Będzinie został rozstrzygnięty.

Grand Prix zdobył Chór VIII Liceum Ogólnokształcącego i 58. Gimnazjum im. Króla Władysława IV z Warszawy. To prawdopodobnie największy festiwal kolęd na świecie i jeden z największych przeglądów pieśni dla amatorów. W tej edycji wzięły udział aż 1634 zespoły i soliści z czterech państw: Polski, Ukrainy, Białorusi i Litwy. Ponad 130 zespołów i solistów rywalizowalo w wielkim finale w Będzinie. Nagroda specjalna przypadła chórowi Sursum Corda z parafii pw. Narodzenia NMP w Korostyszewie na Ukrainie. Na tym festiwalu obowiązuje zasada, że co najmniej jeden z wykonywanych utworów musi być tradycyjną polską kolędą lub pastorałką. Tradycyjną, czyli powstałą przed II wojną światową.

– Uczestnicy często nas zaskakują, odgrzebując w starych śpiewnikach utwory zapomniane. Nieraz nie mają one nut, więc sami je opracowują – mówi Jarosław Ciszek, rzecznik prasowy festiwalu. – Czasem słyszymy też tak tradycyjne kolędy jak „Przybieżeli do Betlejem” czy „Wśród nocnej ciszy” w zupełnie nowej aranżacji. I to tak wykonane, że nam wszystkim opadają szczęki, że tak się da, że tak można. Przy czym tutaj nie chodzi o to, żeby to było inne. Chodzi o to, żeby to było piękne. I żeby tradycja była ciągle żywa – wyjaśnia. W tym roku najczęściej wykonywaną przez uczestników festiwalu kolędą była „Mizerna, cicha”. Często powtarzało się też „Mario, czy już wiesz” po polsku i po angielsku.

– Te pieśni, może poza nurtem najnowszej piosenki popularnej, wychowują nas do dziękczynienia i uwielbienia Boga – komentuje ks. dr hab. Paweł Sobierajski, członek jury, wykładowca Akademii Muzycznej w Katowicach. I zachęca wszystkich, żeby przenosili w XXI wiek tradycję śpiewania kolęd. – Polacy to potrafią, choć być może i u nas, z powodu panującej kultury obrazkowej, ta tradycja trochę słabnie – ocenia.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma