• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Serce księdza Henryka

    Dobromiła Salik

    dodane 23.11.2017 16:43

    Czy to nie dziwne, że w dniu, w którym na prestiżowej liście pomników historii znalazł się zespół katowickiej katedry z kurią i ogrodami, umarł jej wieloletni proboszcz?

    Dla mnie dziwne stało się także to, że akurat dzisiaj rozmawiałam o księdzu Zganiaczu z osobą, która pracuje w Domu św. Józefa, w którym przebywał w ostatnich miesiącach. Nie wiedziałyśmy, że już świętej pamięci ks. Zganiaczu…

    Kim był i jak bardzo wpisał się w historię katowickiej diecezji, a później archidiecezji, usłyszymy zapewne sporo. Ja chciałabym podzielić się trzema migawkami. Gdy umiera ktoś, kogo znaliśmy, takie wspomnienia przychodzą automatycznie.

    Pierwszy obraz, jaki pozostał w mojej pamięci – to ks. Henryk Zganiacz jako wikary w katowickiej parafii Mariackiej. Jest rok 1966, milenijny, początek maja. Wraz z dużą grupą dzieci wczesnokomunijnych przystępuję do I spowiedzi. Ks. Zganiacz jest naszym pierwszym spowiednikiem. Samej spowiedzi nie pamiętam. Pamiętam jednak to, co było później. Siostra Benigna, szarytka, razem z księdzem zaprosiła dzieci z rodzicami do salki. Siostra przygotowała małe kartonowe koszyczki z kilkoma cukierkami w środku. Jeden taki koszyczek ksiądz Zganiacz wziął do ręki, pokazał nam, zapalił zapałkę i spalił na naszych oczach. Z komentarzem, że w taki sam sposób znikają nasze grzechy… Lekcja na całe życie. Zapamiętana.

    Druga scenka to kolęda w mojej rodzinie po roku czy dwóch. Tato, sparaliżowany przez kilka lat, znany był dobrze parafialnym księżom. Zatrzymał się więc ks. Henryk na kawę, a ja – roztrzepana dziewczynka – wylałam mu ją na sutannę! Przyjął to mężnie i odtąd – nawet po latach – zawsze żartowaliśmy przy okazji spotkań, że niebezpieczne są wizyty w naszej rodzinie.

    I na koniec świadectwo mojej przyjaciółki. Przytłoczona różnymi życiowymi problemami, wybrała się w Wielki Czwartek do spowiedzi do katedry. Trafiła na księdza Zganiacza. Odzyskała duchowe siły, radość, pokój serca.

    Mało? Myślę, że bardzo wiele, zwłaszcza że można zapewne pomnożyć takie łaski otrzymane za pośrednictwem zmarłego już kapłana przez niezliczoną liczbę dusz, które miały okazję go poznać i korzystać z jego kapłańskiego serca.

    Wieczny odpoczynek racz ks. Henrykowi dać, Panie...

    Przeczytaj także:

    Nie żyje ksiądz prał. Henryk Zganiacz

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół