Nowy numer 20/2018 Archiwum

To jest to!

Ona: Polka z Rydułtów, mocno wierząca katoliczka. On: Fin z Lahti, luteranin z dziada pradziada. Aj, to musi boleć…

Ale czy aby na pewno? Martyna i Markus Kainulainen to przesympatyczne małżeństwo. Uśmiechnięci, zakochani, mimo że różnią ich wyznanie, narodowość i wiek – Fin jest o 13 lat starszy od 30-letniej Polki. Połączył ich Bóg. I to On na co dzień uczy ich, czym jest prawdziwy ekumenizm.

Znak krzyża

To opowieść nadająca się na film. Wszystko zaczęło się od Erasmusa. Martyna, kończąc studia inżynierskie z budownictwa na Politechnice Śląskiej w Gliwicach, pojechała do Finlandii. Potem właśnie w tym kraju postanowiła dorobić sobie przed studiami magisterskimi. Na początku mowa była o trzech miesiącach, później – o roku. – Postanowiłam, że zostanę, jeżeli znajdę pracę w zawodzie. Zaczęłam rozsyłać CV i jedna z firm zaprosiła mnie na rozmowę kwalifikacyjną. Udało mi się zdobyć pracę w tym biurze. Od razu zaproponowali mi stały kontrakt. I pierwszego dnia poznałam tam Markusa – przyznaje.

– Mieliśmy pracować nad tym samym projektem, więc, wiadomo, dużo rozmawialiśmy. Na szyi nosiłam krzyżyk. Pewnego razu Markus podszedł do mojego biurka, zobaczył ten krzyżyk i zapytał, czy jestem chrześcijanką. Odpowiedziałam, że tak. Ale potem zadał jeszcze jedno pytanie: czy jestem wierzącą chrześcijanką. Kiedy ponownie usłyszał twierdzącą odpowiedź, sam przyznał się do swojej wiary. Tak zaczęły się ich długie rozmowy o Bogu. Bardzo szybko przyszedł też czas na miłość. – To był październik 2011 r. W styczniu 2012 r. zdecydowaliśmy, że warto byłoby być razem. Na początku maja się zaręczyliśmy i 29 grudnia 2012 r. odbył się nasz ślub. Oboje stwierdziliśmy, że to jest to. Już po dwóch miesiącach bycia razem czuliśmy, że Pan Bóg nam siebie zesłał. Jako wierzący nie chcieliśmy mieszkać razem bez ślubu. Wiedzieliśmy też, że bez Boga nie ma opcji czegokolwiek zaczynać – opowiada Martyna.

Broń się!

Ślub był w Polsce. – Chciałem uszanować rodzinę mojej narzeczonej – przyznaje Markus, dołączający się do naszej rozmowy na Skypie. – Gdybym to ja był na miejscu ojca Martyny i uświadomił sobie, że moja jedyna córka wyjeżdża za granicę, gdzie znajduje szalonego mężczyznę i planuje za niego wyjść, wziąłbym broń i zapytał go: „Serio, jesteś tego pewien?” – uśmiecha się. Później już całkiem poważnie dodaje, że ślub i wesele musiały być w Polsce, chociażby ze względu na naszą tradycję. Ślub odbył się w Kościele katolickim, błogosławieństwo z rąk duchownych luterańskich małżonkowie otrzymali w Finlandii. Markus przedstawia też swoją wersję początków znajomości z Martyną. – Bardzo długo czekałem na odpowiednią kobietę, z którą mógłbym spędzić życie – wyjaśnia. – Dzięki mojej rodzinie wiedziałem, że ślub bierze się tylko raz i na zawsze. Dlatego nie chciałem zmarnować swojej szansy. Wolałem być sam niż z kimś, kto nie odpowiadałby mnie samemu i mojej wierze. Z jednej strony szukałem odpowiedniej osoby, z drugiej – pogodziłem się z myślą, że być może nigdy nie znajdę żony. Już planowałem samotne życie. I w tym momencie pojawiła się ona… – uśmiecha się. Markus, mieszkaniec zlaicyzowanej Finlandii, w której Kościół luterański (narodowy kościół Finlandii) godzi się na modlitwę w Kościele za pary homoseksualne czy aborcję w niektórych przypadkach, pochodzi z bardzo wierzącej i konserwatywnej rodziny. W jego domu wierzy się już od pokoleń.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma