• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Najpiękniejsza w świecie

    Przemysław Kucharczak

    |

    Gość Katowicki 07/2016

    dodane 11.02.2016 00:00

    Dzieci. Ania po urodzeniu żyła półtorej godziny. Rodzice ją przytulili, zanim odeszła do nieba. I pomyśleć, że lekarze proponowali, żeby to dziecko wcześniej zabić.

    Czego chcieli oszczędzić rodzicom Ani ginekolodzy proponujący aborcję? Cierpienia? Przecież po zabiciu własnego dziecka cierpienie jest znacznie większe. W dodatku najczęściej trwa przez całe życie.

    A może lekarze przez swoją propozycję chcieli zaoszczędzić cierpienia samemu dziecku? – To zakłamanie. Mówiąc takie rzeczy, pomija się fakt, jak przebiega aborcja, i to, z jak wielkim bólem dla dziecka się wiąże – ocenia dr n. med. Magdalena Wąsek-Buko, pediatra neonatolog ze Śląskiego Hospicjum Perinatalnego.

    To hospicjum jest niezwykłym stowarzyszeniem. Działający w nim lekarze i psychologowie za darmo, z potrzeby serca, pomagają rodzicom, którzy spodziewają się przyjścia na świat dzieci z bardzo ciężkimi wadami – takimi, które zapewne doprowadzą do śmierci maleństw albo jeszcze w trakcie ciąży, albo krótko po urodzeniu.

    Lepsze niż brytyjskie

    Rodzice Ani – Denisa i Rafał – przez cztery lata mieszkali w Anglii. Kiedy Denisa zaszła w ciążę, postanowili na sam poród wrócić do Polski. Ich zdaniem nasze położnictwo stoi na wyższym poziomie niż brytyjskie – to opinia ich koleżanek, które rodziły na Wyspach. Ciąża przebiegała dobrze do 20. tygodnia. Wtedy badania wykazały, że ich dziecko cierpi na poważną wadę nerek. Przez chore nerki nie rozwijały się też płuca. Angielscy lekarze zalecili polskiej parze aborcję. – W Anglii myślą o dziecku jako o problemie łatwym do usunięcia – wspomina Denisa. – Jak o grypie, której trzeba się pozbyć – dodaje Rafał. Odmówili.

    Wrócili do Polski, do mieszkania w Świętochłowicach. Mieli nadzieję, że ich dziecko można jeszcze leczyć. Polscy specjaliści też nie dawali mu jednak szans na przeżycie. I niestety w Polsce też padła, choć niewyrażona wprost, propozycja aborcji. Propozycja tym bardziej szokująca, że Ania była już wtedy dużym dzieckiem, miała ponad 20 tygodni. – Jako katolicy, a właściwie po prostu jako ludzie, nie mogliśmy się zgodzić na pozbycie się naszego dziecka – wyjaśnia Rafał.

    Siostra Rafała oraz jeden ze specjalistów powiedzieli im o Śląskim Hospicjum Perinatalnym. Denisa i Rafał napisali tam e-maila.

    „Akt głupoty”

    Odpowiedziała dr Magdalena Wąsek-Buko ze Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Zabrzu. Ona – neonatolog – jako pierwsza rozmawia z parami, które zgłaszają się do hospicjum. Wyjaśnia, na czym konkretnie polega choroba dziecka. Umawia rodziców na wizytę u psychologów ze stowarzyszenia i współpracujących z nim ginekologów – m.in. z katowickiego szpitala bonifratrów czy rybnickiego Centrum Naturalnie. Wszyscy pomagają za darmo. A jeśli trzeba zlecić dodatkowe badania, idą na to pieniądze, wpłacane na konto stowarzyszenia przez darczyńców.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • Edd
      14.03.2016 12:50
      Ostatnie zdanie jest bezcenne.
    • hadwao
      14.03.2016 15:18
      bardzo wspolczuje rodzicom Ani. jedyne ukojenie to takie ze macie oredownika w Niebie. jestem z zona w podobnej sytuacji....
      Nie moge sie zgodzic tylko z tym angielskim podejsciem (albo Wy mieliscie pecha albo my mielismy 'szczescie').
      Nasz synek mial zdiagnozowana wade wrodzona I mial 50% szans na przezycie po urodzeniu. Jozio zmarl dobe po narodzinach. faktycznie w UK powiedzieli nam o kilku opcjach (m.in. o aborcji) jednak nikt niczego nam nie KAZAL!
      czy w PL jest lepiej? nie wiem. wiem tylko ze moglem zostac przy zonie w szpitalu przez 4 dni (w tym 2 dni po smierci synka) powiedzialem ze nie dam rady jechac z zona do domu autem....I nie bylo sprawy. mielismy nawet 'specjalny pokoj' dla rodzicow po stracie dziecka... zebysmy nie musieli sluchac placzu noworodkow.....
      Jozio nie mial 'oficjalnych' rodzicow chrzestnych. kiedy go chrzcilem (to byl moj pierwszy dotyk mojego synka) towaryszyla nam pielegniarka (z Filipin?). polozna byla Angielka, Hinduska. lekarzami Hindusi, Brytyjczycy I Muzulmanka..... I tylko my Polacy...
      przez caly okres zaloby (ktora nadal trwa po 2.5 roku) mielismy ZAWSZE wsparcie od Anglikow....
      najbardziej jednak zaskoczony bylem kiedy zadzwonilem do konsulatu RP zapytac sie o rejestracje Jozia jako obwatela PL.... po odlozeniu sluchawki zdalem sobie sprawe ze nawet nie uslyszalem slow 'WYRAZY WSPOLCZOCIA'..... za to kiedy rejestrowalismy akt narodzin I zgonu Jozia w urzedzie w Londynie mlody urzednik (w laickim kraju, nie pytajac o nasze wyznanie itp.) powiedzial nam na koniec GOD BLESS YOU BOTH. ile razy uslyszalem to w Polsce?????????? Wy tez?????? pisze to tylko po to by sprzeciwic sie temu, ze w uk dziecko to towar..... na pewno nie wszedzie.
      Deniso I Rafale zycze Wam wytrwalosci I wiary w to ze spotkacie sie z Ania. jakby nie bylo jest to motywacja!!!!! wiem co pisze.
      P.S. macie pelne prawo zadawac Mu pytanie 'DLACZEGO TAK SIE STALO? to nic zlego.
      modlitwa za Was gwarantowana
    • Maniszka
      14.03.2016 22:40
      Wiem co to znaczy strata dziecka. Sama 1,5 roku temu straciłam moją ukochaną CÓRECZKĘ. Żyła zaledwie 5 dni. Dla mnie to zbyt krótko, ale dziękuję Bogu, że dane nam było przeżyć wspólnie chociaż te 5 dni. Nic nie jest w stanie wypełnić pustki po takim wspaniałym cudzie jakim jest dziecko. Tak naprawdę rodzice zawsze będą mieli swoją żałobę do końca życia po stracie dziecka. Jednak jak to już było wspomniane, jedynym pocieszeniem jest to, że spotkamy się z naszymi dziećmi w Niebie. U mojej Córeczki także stwierdzono po 2 badaniach prenatalnych wadę genetyczną i jedynym rozwiązaniem wg pani doktor z katowickiej kliniki to była aborcja w 24 tygodniu ciąży. Nigdy się na to nie zgodziłam i nigdy bym się nie zgodziła, ponieważ od początku moja Córeczka była dla mnie żywą istotą, BOSKIM CUDEM. Dla mnie usunięcie dziecka to zabójstwo. Cieszyłam się z każdej chwili, z każdej sekundy z moją Córeczką, bo to od początku było dla mnie najważniejsze, aby dać jej jak najwięcej miłości w jej krótkim życiu. Chciałam jej dać wszystko, przede wszystkim życie i to, że zasługuje jak każdy człowiek na godny pochówek katolicki. Również się zgodzę ze słowami Rafała, że gdy już dzieciątko zostanie ochrzczone to ten strach mija i czujemy, że nasza pociecha już jest bezpieczna, tam wśród aniołków. Wtedy jak dzieciątko się ochrzci to czuje się wtedy ten spokój, że wszystko wypełniliśmy i daliśmy temu dziecku (pod względem wiary). Kochani życzę Wam dużo siły, wsparcia i tej miłości, której najwięcej trzeba w takich sytuacjach.
    • Gość
      04.10.2016 21:37
      A jak według Was wygląda aborcja? Tak samo jak poród.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół