• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Rozmowy w innym miejscu

    prze

    dodane 04.02.2015 16:21

    Zarząd JSW nie pojawił się 4 lutego na rozmowach w siedzibie spółki, ponieważ stało pod nią kilka tysięcy górników.

    Rozmowy po południu rozpoczęły się więc 10 km od Jastrzębia, w Gminnym Ośrodku Kultury w Świerklanach. Przed godziną 18.00 znów zostały jednak przerwane ze względu na coraz większą liczbę protestujących na zewnątrz. Strony mają się przenieść jednak do siedziby Jastrzębskiej Spółki Węglowej.

    O godzinie 13, na którą wcześniej zapowiadano rozmowy w siedzibie Jastrzębskiej Spółki Węglowej, przed wejściem do niej stał tłum kilku tysięcy górników. Rzecznik Międzyzakładowego Komitetu Protestacyjno-Strajkowego Piotr Szereda wyszedł do nich. Mówił rozemocjonowanym ludziom o otrzymanej propozycji, żeby dalsza część rozmów odbyła się Katowicach. - Dajcie nam normalnie rozmawiać! - apelował. - Tamta strona powinna wiedzieć, że mamy wasze wsparcie - wołał do tłumu. Tłumaczył, że zarząd spółki próbuje teraz wykazać, iż strona związkowa nie panuje nad protestującymi górnikami. A to mogłoby osłabić pozycję negocjacyjną związkowców. - Nie dajmy się podzielić! - wołał Piotr Szereda.

    Z krzyków dobiegających z tłumu wynikało, że nie wszyscy się z nim zgadzają. - Jadymy na Kato! - wzywał donośnie łysy młodzieniec. Inni umawiali się na kolejny protest w Jastrzębiu. Ktoś z tłumu przerwał rzecznikowi krzykiem o wyprowadzaniu ze spółki „takiej kasy, że głowa boli”. Górnicy zaczęli wtedy skandować: „Zło-dzi-eje! Zło-dzi-eje!”. W czasie tego protestu zebrani niecenzuralnie wzywali też do ustąpienia prezesa Zagórowskiego.

    Ostatecznie jednak większość protestujących rozeszła się około 13.30 spod siedziby spółki. Wcześniej w czasie środowego protestu bywało chwilami gorąco: niektórzy z protestujących rzucali w dziennikarzy relacjonujących ich protest petardami, w jedną z kamer trafił też worek napełniony wodą.

    Czy rzeczywiście Międzyzakładowy Komitet Protestacyjno-Strajkowy panuje jeszcze nad tym protestem? Związkowcy odpowiadali nam, że na kopalniach protest w żadnym stopniu nie wymyka się spod kontroli i jest prowadzony w sposób w pełni bezpieczny. Gorzej jest na mieście, gdzie ludzie zwołują się m.in. przez portale społecznościowe. - Zarząd prowokuje ludzi. Ludzie z zarządu i ze strony rządowej powinni sobie uświadomić, że w Jastrzębiu jest inaczej niż w aglomeracji katowickiej, gdzie kopalnie są rozproszone. Tutaj w ciągu kilku minut pod siedzibą spółki może stanąć całe miasto - powiedział nam Piotr Szereda.

    - Im bardziej te rozmowy będą się przedłużać, tym gorzej dla wszystkich – dodał Zenon Dąbrowski, przewodniczący ZZG JSW Ruch Borynia, członek Międzyzakładowego Komitetu Protestacyjno-Strajkowego. - Jesteśmy gotowi odrobić poniesione straty w wydobyciu, ale musi być zawarte porozumienie. Tymczasem to już ósma doba! Jeśli wartość tego strajku jest niższa niż posada prezesa Zagórowskiego, to ja się dziwię właścicielowi – stwierdził.

    Dla związkowców odwołanie prezesa Zagórowskiego to główny warunek porozumienia. Twierdzą, że ten prezes nie gwarantuje realizacji ewentualnego porozumienia, bo nie dotrzymał poprzedniego. Oskarżają go też o niegospodarność i nietrafione inwestycje, które, ich zdaniem, przyczyniły się do obecnej złej kondycji spółki.

    Mimo zastrzeżeń związkowcy są umiarkowanymi optymistami w sprawie możliwości zawarcia porozumienia. Przyznają, że osiągnęli pewien postęp w czasie nocnych rozmów z wtorku na środę w siedzibie JSW.

    4 lutego 2015 roku, protest przed siedzibą Jastrzębskiej Spółki Węglowej   4 lutego 2015 roku, protest przed siedzibą Jastrzębskiej Spółki Węglowej Przemysław Kucharczak /Foto Gość

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół