• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Nie wystarcza ci to, co jest

    Joanna Juroszek

    |

    Gość Katowicki 47/2014

    dodane 20.11.2014 00:00

    – Fajnieś to wszystko pedzioł, ale… – po wykładzie bp. Grzegorza Rysia wtrącił pewien ksiądz – … w perspektywie ogólnopolskiej mówi się tak: przetrzymaliśmy komunizm, przetrzymamy i nową ewangelizację…

    Skąd lęk i czym w ogóle jest ta, pozornie nowa, ewangelizacja, na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach mówili bp Grzegorz Ryś, polski znawca tej tematyki, i abp Rino Fisichella, przewodniczący Papieskiej Rady ds. Nowej Ewangelizacji.

    Pół gęby

    Biskup Ryś wspomniał niedawne spotkanie kard. Stanisława Dziwisza ze świeckim ewangelizatorem z Meksyku, José H. Prado Floresem, znanym jako Pepe Prado. Zapytany, kiedy poczuł wezwanie do głoszenia zbawienia, miał odpowiedzieć: „Od momentu, kiedy spotkałem Jezusa Chrystusa, mogę powiedzieć dokładnie, kiedy to było: 41 lat temu”. Wtedy, studiując filozofię i teologię, z poziomu rozumu przeszedł na poziom serca. Kardynał nie odpuszczał, trzykrotnie zapytał go o to, z czego żyje. Pepe, wskazując palcem w górę, miał powiedzieć: „Mam bardzo bogatego Ojca”. Więcej pytań już nie było. Na tym przykładzie biskup Ryś podkreślił, jak istotne jest osobiste doświadczenie Boga. – Kto tego nie ma, niech nie idzie do ewangelizacji – mówił jasno.

    Ewangelizator znad Wisły wyjaśnił także rangę nawrócenia pastoralnego. Przypomniał, że ma ono miejsce, kiedy kapłanowi przestaje wystarczać to, co jest. – Nie można ucieszyć się z 50, 80 proc. parafian, którzy chodzą do kościoła. Co z pozostałymi 50 czy 20 proc., którzy do niego nie chodzą? – mówił w swoim wykładzie abp Rino Fisichella. – A jak żyją ci, którzy przychodzą co niedzielę na Mszę, czy są świadkami? Czy zachęcają innych?

    Wspólnoty to także miejsca wzrostu w wierze dla kapłanów. Mówił o tym bp Ryś. Zaznaczył przy tym, że duszpasterze, którzy otwierają się na wspólnoty, mają mniej pracy, bo świeccy przejmują po nich część obowiązków. Odwołał się również do słów papieża Franciszka z adhortacji „Evangelii gaudium”, w których chrześcijan nazywa on „uczniami-misjonarzami”. – W czasie naszej wizyty ad limina apostolorum papież powiedział nam to jeszcze raz: „Bycie uczniem i misjonarzem to są dwa profile tej samej twarzy. Kiedy jesteś tylko uczniem, a nie jesteś misjonarzem, masz pół gęby”. Biskup zaznaczył, że kapłani muszą być świadomi tego, że nie są sami. – To pytanie o naszą misję, którą nazywamy kapłaństwem służebnym. Nieraz prowokująco pytam księży: komu służycie? Z reguły odpowiadają, że Panu Jezusowi. To ja mówię, żeby się nie męczyli, bo nie o to chodzi – mówił, tłumacząc, że Jezus, nazywając swoich uczniów sługami, jako pierwszy im służy.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół