• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Śmigane paciorki

    Ks. Paweł Łazarski

    |

    Gość Katowicki 37/2012

    dodane 13.09.2012 00:00

    Ile waży 6 tysięcy różańców? 100 kilo!

    Nówka nieśmigana? Nie! Lepiej używka z dobrym przebiegiem. Kto kupował samochód, zna te dylematy. Jednak zupełnie inne kryteria obowiązują w akcji „Różańcowy most misyjny”, organizowanej przez Papieskie Dzieła Misyjne Archidiecezji Katowickiej. Chodzi o to, by najpierw dać pracę chrześcijanom w Ziemii Świętej, którzy te różańce wytwarzają.

    Potem modlić się na nowym różańcu w Polsce. Wreszcie oddać go na misje – „przemodlony”, z cząstką siebie i kroplą potu, aby był darem nie tyle materialnym, co duchowym. Wszystko zaczęło się w czasie czerwcowego szkolenia dla animatorów misyjnych w Chwałowicach. Wśród wielu pomysłów, jak prowadzić tu, na miejscu, działalność misyjną, ktoś zaproponował i ten. Tak powstała akcja „Różańcowy most misyjny”. Podobną przeprowadził parę lat temu ks. Andrzej Maślanka z Bojszów, który był misjonarzem na Alasce.

    „Ziemioświętne” koraliki

    Różańce pochodzą z okolic Betlejem. To jedno przęsło mostu misyjnego. Zrobione są z drzewa oliwnego. Do Polski trafiły pocztą lub w bagażu osób wracających z Ziemi Świętej. Razem – 6 tys. sztuk o wadze 100 kg! Jak mówi ks. Grzegorz Wita, odpowiedzialny za Papieskie Dzieła Misyjne Archidiecezji Katowickiej, przy okazji tej akcji spotkał się z wielką życzliwością ludzi. Począwszy od celników, którzy musieli odpowiednio zakwalifikować przesyłki z tysiącami różańców. Wreszcie wielką pomoc okazali studenci z katowickiego DA, którzy podczas sierpniowej pielgrzymki do Ziemi Świętej w swoich bagażach przewieźli kolejne paczki z „towarem” do Polski. Większe i mniejsze zaangażowanie osób – nawet przypadkowych – powoduje, że o misjach się mówi. I o to chodzi. Oswoić różaniec W paczkach z Ziemi Świętej widać dwa rodzaje różańców. Oprócz takich zwykłych, są i rozpinane, do zawieszenia na szyi. To podpowiedź misjonarzy, którzy zwrócili uwagę na realia misji. W wielu placówkach ich podopieczni nie mają gdzie trzymać różańców, bo... nie mają kieszeni! Praktyczniej jest więc nosić je na szyi. Takich rozpinanych różańców jest nieco mniej. Jednak głównym celem nie jest darowizna. Akcja z różańcami dla misji ma pokazać, że warto też zaangażować swoje serce. Oswajam ten różaniec, modlę się, angażuję swoje serce, a nie tylko portfel. To drugie przęsło mostu różańcowego dla misji. Ks. Wita przypomina, że wspieranie misji ma także ożywić wiarę wspierających, a nie tylko dać satysfakcję z gestu wsparcia. Archidiecezja modli się za misje, Ślązacy modlą się i sami na tym zyskują, bo modlitwa rozwija ich wiarę i ożywia nasz Kościół lokalny. Księża, siostry zakonne i misjonarze świeccy, pochodzący z naszej archidiecezji i pracujący na misjach, dostaną potem te różańce do rozdania. To trzecie przęsło mostu.

    Cząstka mnie

    Ponad 1500 różańców zabrali już do rozprowadzenia animatorzy misyjni. Pozostałe w kurii odbiorą księża i rozprowadzą w parafiach. „Różańcowy most misyjny” to jedna akcja pozwalającą na trzy sposoby zaangażowania, w której może wziąć udział każdy, kto chce. Kupując taki różaniec, wspieramy misje. Modląc się na nim przez cały październik, wspieramy misje i rozbudzamy swoją wiarę. Oddając go potem, znów wspieramy misje. – We wspieraniu misji nie chodzi tylko o pomoc biednym, ale także o moje zaangażowanie – mówi ks. Grzegorz. – Nie każdy z nas pojedzie na misje. Jeśli oddam taki „przemodlony” różaniec, mogę mieć pewność, że cząstka mnie jednak tam będzie.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół