Nowy numer 16/2018 Archiwum

Ludzie, co dają radę

Krzysiek Gołuch był uczniem zawodówki w Rudzie Śląskiej. Pewnego dnia po lekcji religii wikary z Halemby powiedział mu: „Jedziesz ze mną na kolonie charytatywne”.

Wikary nawet nie zapytał, czy chłopak ma ochotę pojechać, po prostu go o tym poinformował… „Będziesz tam pomagał” – dodał.

To zmieniło życie Krzysztofa Gołucha. Zamiast zostać mechanikiem samochodowym, po kilku latach Krzysiek zaczął zawodowo opiekować się niepełnosprawnymi. Dzięki temu możemy też zobaczyć teraz w Rudzie Śl. wystawę z absolutnie niezwykłymi zdjęciami, które Krzysztof zrobił niepełnosprawnym przez ostatnie 15 lat.

Wciągnęło mu nogi

Wikarym, który lekko przymusił nastoletniego Krzyśka do wyjazdu na kolonie charytatywne, był ksiądz Krzysztof Bąk, który dzisiaj jest... dyrektorem Caritas Archidiecezji Katowickiej.

Pierwsze takie kolonie odbyły się w Ustroniu-Polanie. Krzysiek Gołuch został tam opiekunem niepełnosprawnego.

Odtąd jeździł co rok. – Następnym moim podopiecznym był Marian, ale w rzeczywistości to on się mną opiekował – wspomina. – Marian był wcześniej górnikiem. Jechał na taśmie, wciągnęło mu nogi i połamało kręgosłup. Wspaniały człowiek, a przy tym bardzo kochany przez swoją rodzinę. Zawsze wstawał o szóstej rano, był ogolony i umyty, choć jeździł na wózku. Spałem na piętrowym łóżku nad nim, więc to on mnie budził, uderzając po rurkach: „Młody wstawaj, siódma!” – śmieje się.

Krzysztof skończył zawodówkę i technikum, a później zaczął pracować w elektrowni w Halembie. Po pół roku dostał propozycję, żeby przejść do pracy w diecezjalnej Caritas. Akurat wtedy, w 1990 roku, po upadku komunizmu, Caritas szybko się rozwijała.

Krzysiek skończył pedagogikę opiekuńczo-wychowawczą, podyplomowe zarządzanie, a z czasem też studia fotograficzne w Opawie. Dzisiaj jest kierownikiem Warsztatów Terapii Zajęciowej w ośrodku Caritas w Knurowie.

Ludziom niepełnosprawnym robi zdjęcia niezwykle pozytywne i pełne… sympatii. Może dlatego, że przez te lata z wieloma serdecznie się zaprzyjaźnił? Może wszedł w ich świat znacznie głębiej niż „zwyczajni” fotoreporterzy? – Sfotografować niepełnosprawnego w sposób dramatyczny jest bardzo prosto. Ktoś się ślini, ktoś ma otwartą buzię. To, co widzimy na pierwszy rzut oka, ten wózek, te kule, nieraz nam tego człowieka przesłania. Siedzi na wózku, ma krzywą rękę, nie ma nogi... Ale jak już to zdrapiesz, odsuniesz tę pierwszą warstwę, zobaczysz normalnego człowieka, który ma normalne problemy – wyjaśnia Krzysiek. – To jest wystawa o ludziach, którzy dają radę – dodaje.

« 1 2 3 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma