• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Tam czeka śmierć

    Aleksandra Pietryga

    |

    Gość Katowicki 27/2014

    dodane 03.07.2014 00:00

    Był 17 września. Ulice pełne ludzi, gwar, śmiech. I nagle taki dziwny warkot się zbliża. Zdziwieni zadzieramy do góry głowy i widzimy małe samoloty z czerwonymi gwiazdami. Kukuruźniki. A one bez ostrzeżenia zaczynają strzelać z karabinów do nas.

    O wojnie mówiło się już na długo przed jej wybuchem. Czasy były takie jak teraz, proszę to dobrze zapamiętać – głos 94-latki twardnieje. Katarzyna Mateja miała 19 lat, gdy przyszło wezwanie, żeby 3 września 1939 r. stawić się w 3. Pułku Ułanów Śląskich. Jako harcerka została przeszkolona na sanitariuszkę. Jednak 1 września hitlerowcy wkroczyli do Polski. – To był zupełny chaos. Ludzie zaczęli uciekać przed Niemcami na Wschód. Wsiadłam na rower i pojechałam na obronę stolicy. Ale na trasie Lublin–Warszawa szlaban. Mówią do mnie: „Dalej tylko mężczyźni. Wracaj do domu!”.

    Kulka w łeb

    Nie wróciła. Na rowerze, uchylając się przed bombami i śpiąc w rowach, dojechała aż do Kowla na Wołyniu. Tata kolejarz wyjechał tam wcześniej z misją. Jaką? Do dziś nie wie. O takich rzeczach się w domach nie rozmawiało. – Taty w Kowlu nie zastałam – opowiada. – Ale pierwszy raz od dwóch tygodni umyłam się i przespałam noc w łóżku. Rano poszłam zwiedzić miasto. Był 17 września. Ulice pełne ludzi, gwar, śmiech. I nagle taki dziwny warkot się zbliża. Zdziwieni zadzieramy do góry głowy i widzimy małe samoloty z czerwonymi gwiazdami. Kukuruźniki. A one bez ostrzeżenia zaczynają strzelać z karabinów do nas. Proszę pani, co tam się działo! Nie wiem, jak weszłam do takiej rury. A nad głową słyszę strzały i krzyki ludzi, którzy uciekają. – Spodziewaliście się ataku Sowietów? – A skąd! Wszyscy uciekali przed Hitlerem na wschód. Nikt nie myślał, że tam będzie jeszcze gorzej, że tam czeka śmierć...

    Ojca odnalazła w jednej z okolicznych miejscowości. Mieszkał w domku obok stacji. – Piętro zajmowała ukraińska rodzina – matka i 10 małych dzieci – wspomina. – Bieda, głód, klepisko zamiast podłogi. Mój tatuś organizował dla nich jedzenie, opowiadał dzieciom bajki. – A ich ojciec? – W lesie, z bandą przestępców. Napadali, grabili.

    Kiedyś w nocy przyszła do nas ta Ukrainka i wyszeptała, że musimy uciekać, bo za kilka godzin przyjdą i nas zabiją. Wybiegliśmy na ulicę w samej bieliźnie. W biegu zakładałam sukienkę. Pieszo doszli do Lwowa. Tam już stacjonowały radzieckie wojska. – Wepchnęli nas do sali kinowej. Dokoła tłumy. Wszyscy, jak śledzie stłoczeni na podłodze – opowiada. – Widziałam, jak co dzień przychodziły żołnierki w sowieckich mundurach. Podchodziły do mężczyzn i oglądały ich dłonie. Potem niektórych zabierały. I ci już nie wracali. Dziwiłam się temu do czasu, kiedy pewnego dnia mój tatuś przybiegł taki blady i mówi, że musimy uciekać. Bo okazało się, że kto miał szorstkie dłonie, tego Sowietki zostawiały w spokoju, że niby robotnik. A tych z gładkimi rękami podejrzewały, że to przebrani oficerowie albo szpiedzy. Zabierały do piwnicy i... strzelały w głowę.

    Przedpiekło obozu

    Katarzyna z ojcem uciekli z Ukrainy i dotarli na Śląsk. Kiedy przejeżdżali przez Katowice, dziewczyna płakała, bo wszędzie wisiały czerwone chorągwie ze swastykami. – To był straszny widok – wzdryga się na to wspomnienie. – Jakby nigdy nie było Polski... Złożyła przysięgę w Polskiej Organizacji Partyzanckiej. – Chodziłyśmy na akcje – opowiada. – Rozdawałyśmy ulotki, sprzedawałyśmy gazetki, znaczki z polskimi orzełkami. Dochód szedł na wyżywienie polskich rodzin, którym nie przysługiwały niemieckie kartki żywnościowe. Gestapo wpadło na jej trop i aresztowało ją w 1941 roku. – Weszli w nocy do mieszkania, akurat byłam sama – mówi. – Na półce ulotki, gazetki, wszystkie obciążające materiały... Zaczęłam się modlić. I, niech pani sobie wyobrazi, kiedy rozgrzebywali papiery, właśnie te ulotki spadły za półkę, a oni ich nie zauważyli! Gdyby je znaleźli, wymordowaliby całą naszą rodzinę. Potem były Mysłowice i zastępcze więzienie policyjne. Więźniowie mówili o nim „przedpiekle Oświęcimia”. Przesłuchiwani wisieli głową w dół, wbijano im rozpalone igły pod paznokcie, opalano stopy nad ogniem. – Musiałyśmy siedzieć nieruchomo na ławach, w całkowitej ciszy, ręce na kolanach. A za ścianą była cela przesłuchań. I myśmy tego słuchały. Do dzisiaj słyszę każdy jęk, każde uderzenie... Najgorsze było czekanie. Nigdy nie wiedziałam, kiedy przyjdą po mnie.

    Jak szkielety

    Po pół roku śledztwa została wywieziona do kobiecego obozu koncentracyjnego w Ravensbrück. – Na dworcu stały SS-Aufseherin [nadzorczynie – przyp. aut.] w czarnych pelerynach, wysokich wypucowanych butach, z rewolwerami za pasem i, oczywiście, z psami. Te psy... Wściekłe, ujadające. Nigdy wcześniej tak się nie bałam. Hitlerowcy celowo tworzyli odpowiednią scenerię, żeby od początku złamać człowieka, sparaliżować go strachem. Brama do obozu była wąska. Nie zapomnę widoku więźniarek w pasiakach. Jak jakieś szkielety snuły się po obozie. I do końca życia będę mieć przed oczami postać kobiety w umywalni. Przez moment myślałam, że ona ma na sobie jakiś fartuch. To było dziwne, bo wszystkie musiałyśmy być nagie. Ale przyglądam się i widzę... Mój Boże, ona przerzuca sobie przez ramię piersi! A skóra z brzucha wisi jej do kolan! Musiała być kiedyś bardzo tęga, mieć duży biust, a w obozie tak schudła, że tylko skóra została – pani Katarzyna zamyka oczy i macha ręką, jakby chciała odgonić ten obrazek. – Dostałyśmy cienkie pasiaki, drewniane trepy, kawałek mydła i metalową miskę. Zanim doszłam do baraku, miałam już zakrwawione stopy. Za chwilę skradziono mi mydło, potem nie miałam już miski... Bez niej nie dostałam jedzenia, bez mydła nie mogłam iść się umyć. Płakałam, dopóki łzy mi całkiem nie wyschły. Potem wiedziałam już, że trzeba stwardnieć.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • Aga
      17.09.2014 21:51
      Ciekawa powieść się zapowiada.Wspomnienie Katynia i Ravensbruck.
    • Filip
      18.09.2014 00:16
      Poruszająca historia jakich pewnie można by spisać dziesiątki tysięcy. Niechaj ludzkość wyciągnie w końcu wnioski z cierpień milionów ludzi którzy ginęli na wojnach... i zacznie żyć w pokoju!
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół