Koledzy błogosławionego

Przemysław Kucharczak

|

Gość Katowicki 13/2022

publikacja 31.03.2022 00:00

16 śląskich księży spotkało się w Kokoszycach z okazji 50. rocznicy swoich święceń. Mieli ciekawą drogę do kapłaństwa, która część z nich wiodła przez… wojsko.

Rocznik święceń 1972 z abp. Wiktorem Skorcem w kaplicy domu rekolekcyjnego. Rocznik święceń 1972 z abp. Wiktorem Skorcem w kaplicy domu rekolekcyjnego.
Przemysław Kucharczak /Foto Gość

Ich kolegą z wojska jest błogosławiony ks. Jerzy Popiełuszko. Służyli z nim w kleryckiej jednostce w Bartoszycach w latach 1966–1968. Na pierwszym roku śląskiego seminarium w Krakowie zaczynało ich 56. Do święceń dotarło 35.

Po pierwszym roku część z nich została wcielona na dwa lata do Ludowego Wojska Polskiego. Władza liczyła, że uda się tam kleryków odwieść od kapłaństwa. W przypadku chłopaków z diecezji katowickiej to nie wyszło. Tylko jeden z nich postanowił w tym czasie odejść z seminarium, ale nie dlatego, że przekonali go do tego komuniści. Po prostu rozeznał, że Pan Bóg ma dla niego w życiu inną drogę. – Po roku w wojsku nam to powiedział, ale zastrzegł: „Ja nie będę komunistom robił radości, że nie wracam”. Po zwolnieniu nas do cywila wrócił więc jeszcze do seminarium i dopiero stamtąd odszedł – mówi ks. Leon Loska, długoletni proboszcz w Bojszowach Nowych.

To zachowanie było tym bardziej godne, że inni chłopcy, którzy rezygnowali z seminarium w trakcie wojska, mogli liczyć na przywileje. Komunistyczne władze szukały im na przykład dobrze płatnej pracy. – Ten nasz kolega ożenił się. Jest ojcem i dziadkiem – mówi ks. Loska.

Ukarany z Popiełuszką

Ci z kleryków, którzy nie dostali powołania do wojska, odbywali staż w zakładach pracy. Zgodnie z pomysłem biskupa Bednorza doświadczali w ten sposób życia ludzi, którym później mieli służyć. Ksiądz profesor Józef Kozyra, biblista, pracował pod ziemią na kopalni Julian w Piekarach Śląskich. Z tego rocznika wyszło zresztą aż trzech wykładowców Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Śląskiego – także ks. prof. Antoni Reginek i ks. Henryk Krzysteczko.

Klerycy, którzy odbywali staże w zakładach pracy, jeździli autostopem, żeby odwiedzić kolegów w wojsku. Raz dotarli na miejsce o późnej porze i wywoływali kumpli, gwiżdżąc na przemian piosenki śląskie oraz religijne, autorstwa francuskiego ojca Duvala. – Koledzy się „kapli” i wyskoczyli do nas przez okno – śmieje się ks. Wacław Machura z  diecezji bielsko-żywieckiej.

Część tego rocznika może pochwalić się kolegą z wojska, który jest błogosławionym Kościoła katolickiego. To ks. Jerzy Popiełuszko. Mówili do niego „Alek”. – Alek ciągle podpadał dowódcom – choćby za to, że przed spaniem otwarcie klękał przy łóżku do modlitwy albo miał różaniec na ręku – wspomina ks. Leon Loska.

Raz ks. Leon i przyszły błogosławiony razem odbywali karę, czyszcząc lufy pistoletów. Choć doprowadzili je do idealnego stanu, oficer rzucił krótko: „Syf!” i kazał czyścić dalej. – Powiedziałem: „Alek, daj sobie z tym spokój, on z nas robi idiotów”. A on na to: „Spokojnie, Leon, to jest wola Boża. Matka Boża uczy nas cierpliwości”. Ja na to: „Co, Matka Boża przemawia przez tego głuptoka?”. On czyścił, ja nie czyściłem. Oficer na koniec znowu skontrolował obie lufy i ocenił: „Teraz jest błysk” – wspomina.

Donosy, że się modlą

Ksiądz Jan Ficek (emerytowany proboszcz w Gołkowicach i Wodzisławiu, gdzie zbudował kościół św. Herberta) zapamiętał, że w czasie służby w wojsku tylko dwa razy w roku, na święta, mogli pójść do kościoła. – Czasami jednak udało się uciec na Mszę przez dziurę w płocie. Modliliśmy się też wspólnie wieczorem, kiedy już było ciemno. Bywało, że ktoś ze świeckich chłopaków, którzy z nami służyli, donosił: „Znowu się modlą”. Wtedy dowódcy wpadali do sali i wyrzucali nam wszystko z szafek i łóżek. Mimo to po latach wspominamy wojsko dobrze – mówi.

Ksiądz profesor Henryk Krzysteczko (duszpasterz kaplicy w Łaziskach Górnych-Bradzie) poszedł do wojska rok wcześniej niż koledzy. Uważa, że wbrew intencjom komunistów wcielanie kleryków do wojska bardzo zjednoczyło duchownych z różnych regionów Polski. – Po wojsku zaczęliśmy się spotykać w Krakowie z klerykami seminariów innych diecezji. Dzięki temu później, już jako księża, mieliśmy ze sobą kontakt. Myślę, że między innymi z tego powodu władze z czasem zrezygnowały z powoływania do wojska kleryków – ocenia.

Święcenia kapłańskie przyjęli 30 marca 1972 r. z rąk biskupa Herberta Bednorza. Służyli w diecezjach gliwickiej i bielskiej oraz archidiecezji katowickiej, a czterech kolegów także za granicą. Jeden z nich, ks. Jan Krawiec, przyjechał na to spotkanie i rekolekcje z Augsburga.

15 z nich już zmarło. Pozostali są na emeryturze, ale w miarę sił nadal pomagają w duszpasterstwie. W ostatni dzień rekolekcji w Wodzisławiu Śląskim-Kokoszycach odwiedził ich arcybiskup katowicki Wiktor Skworc. Zna ich wszystkich po imieniu od czasów seminaryjnych – był o jeden rocznik niżej. Razem odprawili jubileuszową Mszę Świętą.