Ile zostało ze ślubów przodków?

Szymon Zmarlicki

|

Gość Katowicki 31/2020

publikacja 30.07.2020 00:00

Tarnogórska pielgrzymka dziękczynna za ustanie epidemii musiała ustąpić koronawirusowi i nie odbyła się w zadeklarowanym przed wiekami terminie. Z powodów organizacyjnych i sanitarnych została przesunięta.

▲	Chcąc dochować tradycji, pątnicy muszą zmierzyć się w tym roku z zarazą. ▲ Chcąc dochować tradycji, pątnicy muszą zmierzyć się w tym roku z zarazą.
Szymon Zmarlicki /Foto Gość

Historia nie pamięta takiego roku, w którym tarnogórzan zabrakłoby w Piekarach Śląskich. Od XVII wieku pielgrzymują przed cudowny obraz Matki Bożej dziękować za ocalenie od epidemii. Na przestrzeni wieków nie przeszkodziły im w tym wojny, powstania, komunizm ani stan wojenny. Byli tam zawsze w pierwszą niedzielę lipca… ale nie tym razem.

Cud nad Brynicą

Kiedy w 1676 roku w Tarnowskich Górach szalała epidemia cholery, pochłaniając z taką siłą setki ofiar wśród ludzi i bydła, że ciała grzebano w masowych grobach, a kapłani w obawie przed zarażeniem odprawiali Msze św. na granicy pól, w mieście przebywali dwaj jezuici głoszący rekolekcje. Znając kult Matki Bożej Piekarskiej, to właśnie oni namówili mieszkańców do wyruszenia w błagalnej pielgrzymce przed Jej słynący łaskami wizerunek, aby wyprosiła u swojego Syna oddalenie zarazy.

W 12-kilometrową trasę wyruszyli nawet chorzy, a kilkunastu z nich twierdziło później, że zostało cudownie uzdrowionych. Cud rzeczywiście się dokonał. Kiedy w Piekarach tarnogórzanie modlili się przez całą noc, w ich mieście ludzie przestali umierać. Mieszkańcy ślubowali, że od tej pory w podzięce za ocalenie od cholery będą co roku wracać na piekarskie wzgórze. W ten sposób zapoczątkowali jedną z najstarszych pielgrzymek w Polsce.

Jezuici z Piekar prowadzili tarnogórską pielgrzymkę przez prawie sto lat, aż do momentu, w którym musieli przenieść się do Opola. Od tamtej pory pątników zaczęli prowadzić tarnogórscy proboszczowie. Procesja wyrusza z parafii Świętych Apostołów Piotra i Pawła, na której spoczywa obowiązek wypełnienia ślubu przodków. Tradycja miewała lepsze i gorsze chwile. Były takie lata, że gdy ostatni pątnicy dopiero wychodzili z kościoła, czoło pielgrzymki mijało już oddalone o około kilometr wzgórze na Galenbergu. W ostatnim czasie do Piekar wyrusza zwykle kilkadziesiąt osób z kilku parafii.

W historii pielgrzymki nie brakowało okresów, w których pątnicy zmuszeni byli mierzyć się z różnymi przeciwnościami. Podczas II wojny światowej okupanci zabraniali pielgrzymowania w grupach, dlatego tarnogórzanie wędrowali do sanktuarium indywidualnie i spotykali się dopiero przy piekarskim wzgórzu. Z kolei w epoce uznawanej za słusznie minioną komuniści usilnie starali się, by widok pobożnego przemarszu nie kłuł oczu ludu pracującego, stąd procesja musiała przechodzić bocznymi drogami, a i zdarzało się, że księża płacili za pielgrzymowanie kary.

Jak nie teraz, to kiedy?

Przedziwne losy nie ominęły pielgrzymki w roku, który prawdopodobnie zawsze już będzie kojarzony przede wszystkim z pandemią koronawirusa. Choć może to wyglądać kuriozalnie, w dobie zarazy tarnogórska pielgrzymka do Piekar nie wyruszyła w terminie, który przodkowie ślubowali w podzięce za ocalenie od zarazy.

Jak wyjaśnia ks. Piotr Kalka, proboszcz parafii Świętych Apostołów Piotra i Pawła, w czasie, gdy trzeba było podjąć decyzję w tej sprawie, nie było jeszcze wytycznych Głównego Inspektora Sanitarnego dotyczących organizacji pielgrzymek, stąd podejmowanie takiego przedsięwzięcia w bezpiecznych warunkach było niemożliwe. – Ale w końcu trzeba było zdecydować o tym, żeby iść. Wykorzystaliśmy fakt, że w parafii w Strzybnicy przyjął się zwyczaj pielgrzymowania w pierwszą niedzielę sierpnia – tłumaczy.

Rzeczywiście, w ostatnich latach niektóre tarnogórskie parafie udawały się do Piekar w innym czasie i we własnym gronie. Proboszczowie ustalili więc, że w tym roku wspólnym terminem pielgrzymki będzie 2 sierpnia. – Skoro przepisy na to pozwalają i inne pielgrzymki już chodzą, to nie wyobrażam sobie, żeby nie iść. Bo jak nie w czasach zarazy, to kiedy? – przyznaje ks. Kalka.

Epidemia z 1676 roku nie była pierwszą ani ostatnią w dziejach miasta, trudno nawet stwierdzić, czy najgroźniejszą. Niemniej jednak właśnie przez związaną z nią tradycję pielgrzymkową najbardziej zapisała się w pamięci mieszkańców. Po 344 latach kolejna zaraza znów pisze historię pątniczego szlaku z Tarnowskich Gór do Piekar Śląskich. W obecnych okolicznościach szczególnie dobrze rozumiemy intencję pierwszych pielgrzymów, ale jednocześnie sytuacja ta rodzi zaglądające w sumienie każdego wiernego pytanie o to, co zostało w nas ze ślubów naszych przodków.