Sznity z miłością

Przemysław Kucharczak

|

Gość Katowicki 12/2020

publikacja 19.03.2020 00:00

Piotr już chciał zrezygnować z robienia kanapek dla bezdomnych. Przedtem jednak się pomodlił. Na następnym spotkaniu z ubogimi... dostał odpowiedź.

▲	W siedzibie DA „Centrum” przy ul. Powstańców 21 młodzi z ks. Krzysztofem Nowrotem (z lewej) przygotowują posiłek  dla potrzebujących. ▲ W siedzibie DA „Centrum” przy ul. Powstańców 21 młodzi z ks. Krzysztofem Nowrotem (z lewej) przygotowują posiłek dla potrzebujących.
Przemysław Kucharczak /FOTO GOŚĆ

Na placu Andrzeja w Katowicach bezdomni i ubodzy co tydzień dostają od studentów kanapki i ciepłą herbatę. To tak zwane #katosznity. W jednym tygodniu jedzenie przygotowują młodzi z Duszpasterstwa Akademickiego przy katedrze (DA „Centrum”), a w drugim – z dominikańskiego duszpasterstwa przy Sokolskiej (DA „Gniazdo”). W środy o 19.00 studenci spotykają się na robieniu tych kanapek, a potem osobiście wręczają je ubogim. Na placu Andrzeja czeka już na nich zawsze kilkudziesięciu ubogich.

W #katosznitach nie chodzi jednak tylko o jedzenie, ale o realizację przykazania miłości bliźniego. I o przekazanie ludziom z potłuczonymi życiorysami, którzy zgłaszają się po tę żywność, że są wartościowi, że mają w sobie wielką godność. Niektórzy z ubogich lubią pogadać ze studentami o tym, co u nich słychać. Inni biorą szybko kanapkę i odchodzą do swojej grupy. Są też i tacy, którzy z kanapką i herbatą stoją sami gdzieś z boku. – Często podchodzę właśnie do takiej osoby, która stoi samotnie. Pytam, jak się czuje, i nieraz kończy się to wejściem w historię jej życia. Jeden pan mi na przykład powiedział, że pochodzi z Warszawy, wyjaśnił, czemu się znalazł w Katowicach. Dodał, że teraz zajmuje się sprzątaniem ulic – mówi Wojciech Turek z Łazisk Górnych, zaangażowany w #katosznity od stycznia. – On akurat radził sobie dość dobrze i na kanapkach pojawił się tylko na chwilę. Rozmawialiśmy też o wartościach. Na ulicy można spotkać niezwykłych ludzi – dodaje. Brat kradnie dowód Piotrek Nowrot z Chorzowa jest zaangażowany w #katosznity od czterech lat. Ostatnie zakupy robił tuż po ogłoszeniu zamknięcia szkół z powodu zagrożenia koronawirusem. Sklep już był zatłoczony. Nie znalazł ogórków, bo zostały wcześniej wykupione, poza zbyt drogim ogórkiem bio. Ponieważ Piotr kupował aż 1,5 kg sera i 1,5 kg szynki, ludzie, którzy stali za nim w kolejce, wydawali się zdenerwowani… Wiedział jednak, że bezdomni będą wieczorem czekać na kanapki w umówionym miejscu. I rzeczywiście, okazało się, że czekało tam znów kilkadziesiąt osób. Piotr poznał historie wielu z nich. Szczególnie jedna zrobiła na nim wielkie wrażenie, a nawet wpłynęła na jego sposób postrzegania ludzi. – Pan z którym rozmawiałem, kiedyś całkiem dobrze sobie w życiu radził, miał pracę i mieszkanie. Przygarnął pod dach swojego brata, który miał jakieś problemy. Brat ukradł mu dowód osobisty i nabrał kredytów. W ten sposób mój rozmówca wylądował na ulicy – relacjonuje. Ten człowiek powiedział Piotrowi, że popełnił w życiu mnóstwo błędów, bo uciekał w alkohol. Dodał jednak, że ma to już za sobą i że od alkoholu trzyma się z daleka. – Ale największe wrażenie zrobiły na mnie jego słowa, że on już swojemu bratu przebaczył. Ten pan stwierdził, że skoro Jezus wybaczał wszystkim, nawet łotrowi na krzyżu, to dlaczego on ma nie wybaczyć? Dodał, że nie ma już nawet żalu do swojego brata, że go wpędził w takie kłopoty. Postanowił mu wybaczyć i żyć dalej – mówi. Piotr usłyszał tę opowieść w chwili, w której sam przeżywał kryzys i myślał o rezygnacji z robienia tych kanapek. – Już mi się nie chciało, czułem się wewnętrznie wypalony. Modliłem się wtedy do Pana Boga, żeby dał mi siłę. Poszedłem na „kanapki” i usłyszałem tę historię. Więcej tego pana już nie widziałem. To dobrze. Mam nadzieję, że udało mu się zmienić życie na lepsze – mówi. Modlitwa z ubogimi Wśród ubogich na Śląsku jest sporo bezdomnych z wyboru. – Kiedyś mnie nawet przekonywali: „Chodź z nami choćby przez tydzień, zobaczysz, jak to jest fajnie” – śmieje się Piotr Nowrot. W grupie korzystającej ze studenckich kanapek są też ludzie, którzy nie są bezdomni, ale mają niską emeryturę i brakuje im do pierwszego. – Jeszcze inni chcą tylko porozmawiać. No i są tacy bezdomni, którym po prostu w życiu nie wyszło. Niektórzy nawet prowadzili własne firmy. Wpadli w długi, firma upadła, a oni sobie z tym nie poradzili; do tego doszły uzależnienia – mówi Adam Porwoł z Knurowa, zaangażowany w tę pomoc. Uważa, że ich działania są tym bardziej potrzebne że większość ludzi boi się kontaktu z ubogimi. Ekipa od kanapek modli się razem przed wyjściem do bezdomnych, a później jeszcze drugi raz, na koniec spotkania z ubogimi. To prosta modlitwa, np. „Ojcze nasz”, „Zdrowaś, Maryjo”. Studenci zawsze zapraszają wtedy bezdomnych do wspólnego kręgu. Piotr relacjonuje: – Często jest tak, że jeden drugiego zagania do tego kręgu. Mówią: „Kanapkę to zjesz, a pomodlić się nie możesz? Chodź tu i módl się z nami, a nie, że będziesz stał z boku”. I mówią to ludzie, których byśmy o to nie podejrzewali.