Nie trzeba się bać

Marta Sudnik-Paluch

|

Gość Katowicki 49/2019

publikacja 05.12.2019 00:00

Grupka dzieci pieczołowicie przykleja i koloruje niewielkie serca. Pomiędzy nimi nauczyciele. Na pozór zwykła lekcja plastyki...

◄	Uczniowie ozdobili wspólnie drzewo przyjaźni. ◄ Uczniowie ozdobili wspólnie drzewo przyjaźni.
Marta Sudnik-Paluch / Foto Gość

Nie byłoby w niej nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że prawie połowa uczniów to podopieczni Specjalnej Szkoły Podstawowej nr 6 w Katowicach. W parach z uczniami klasy trzeciej Publicznej Szkoły Jezuitów w Mysłowicach przygotowywali serca, które zawisły na drzewie przyjaźni.

– Nasze serca ozdobiliśmy kuleczkami z krepiny. Adaś je przygotowywał, a ja przyklejałam. Grunt to podział pracy – zdradza Marysia. – W naszej parze było odwrotnie: ja kulałam, a Luiza przyklejała – dodaje Nikola. – Dobrze nam się współpracowało – mówi Zuzia, która serce wykonała wspólnie z Nadią. W klasie trzeciej mysłowickiej podstawówki jest 16 uczniów. To nie było dla nich pierwsze spotkanie z podopiecznymi szkoły z Katowic. – Współpracę podjęliśmy w ubiegłym roku. Pierwsze były jasełka. Później było przedstawienie „Zaczarowany las”. Wtedy nasi uczniowie mogli też zapoznać się z tamtejszymi uczniami. Później były jeszcze „Kopciuszek” i kolejne jasełka – wspomina Lucyna Raczek, wychowawczyni i jedna z inicjatorek spotkań integracyjnych.

– Chcemy dać im poczucie akceptacji i przestrzeń do zawiązania przyjaźni. Jestem bardzo dumna z moich uczniów, z jaką czułością podchodzą do tych dzieci. Nie boją się współpracy czy bezpośrednich kontaktów. To bardzo cenne dla nas – dodaje.

Pierwsze spotkania poprzedzone były przygotowaniem. Nauczycielkom zależało na tym, by integracja przyniosła korzyści dla uczniów z obu szkół i by nie była to jednorazowa akcja. – Dzieci miały lekcje na temat niepełnosprawności. Rozmawialiśmy, że bycie sprawnym to wcale nie musi być dar na całe życie. Zastanawialiśmy się, jak otaczać takie osoby pomocą czy odnosić się do nich. Teraz podczas każdej wizyty staramy się te rady wprowadzać w życie – mówi L. Raczek.

Nauczycielka przyznaje szczerze, że największym wyzwaniem był strach przed nieznanym. – Myślę, że mieli trochę obaw przed pierwszym spotkaniem. Przyznaję, że ja też na początku zachowywałam pewien dystans. Jeden z uczniów przyznał wprost, że nie czuje się dobrze w towarzystwie naszych gości. A mimo to przyszedł na kolejne spotkania i bardzo starał się nawiązać jak najlepszy kontakt. To było bardzo budujące – przekonuje wychowawczyni klasy trzeciej.

– Nie trzeba się bać. Owszem, czasem ich zachowanie czy reakcje mogą być dla nas nieprzewidywalne czy zbyt gwałtowne, ale to tylko pozory – wyjaśnia Katarzyna Przepaśniak, pedagog szkolny w jezuickiej placówce i nauczyciel w Szkole Specjalnej nr 6. Przyznaje, że taka forma zajęć nie musi być odpowiednia dla wszystkich podopiecznych. – Wybieramy takich uczniów, którzy dobrze odnajdują się w pracy w grupie – wyjaśnia. Efekty spotkań są widoczne, pedagog nie waha się mówić w tym przypadku o formie rehabilitacji. – Dzieci ze szkoły specjalnej nie zamykają się dzięki temu tylko w swoim środowisku. To bardzo potrzebne dla nich doświadczenia. Chętnie uczestniczą w takich zajęciach. Spotkania pozwalają też pokonać nieśmiałość – wymienia korzyści.

Natomiast Lucyna Raczek dodaje, że taka integracja to bezcenne doświadczenie także dla pełnosprawnych uczniów. – Wierzę w to, że dojdzie do takiej sytuacji, w której szkoły będą same próbowały nawiązać taką współpracę. I przekonają się, że niepełnosprawni to wspaniałe osoby – uważa Katarzyna Przepaśniak. – Takie doświadczenie potrzebne jest każdemu, w każdym wieku – twierdzi ks. Artur Niechwiej SJ, dyrektor szkoły w Mysłowicach. – Nasi czwartoklasiści uczestniczyli w zajęciach, które obrazują codzienność osoby niewidomej. Mogli, dosłownie i w przenośni, zderzyć się z pozornie banalnymi problemami. To są momenty, które zapadają w pamięć. Mam nadzieję, że nawet jeżeli zapomną w dorosłym życiu wiele rzeczy, których się tu jeszcze nauczą, to właśnie te doświadczenia z nimi zostaną – mówi.