Knebel z róży

Barbara Gruszka-Zych

|

Gość Katowicki 17/2019

dodane 25.04.2019 00:00

Ze spektaklem „Rosemary” wystawionym w Teatrze Śląskim mam problem. Przyciąga świetną grą aktorską, odstrasza dołującym przesłaniem.

▼	Teatr Śląski  w Katowicach. ▼ Teatr Śląski w Katowicach.
Henryk Przondziono /Foto Gość

Z takimi aktorami – Aleksandra Przybył, Bogumiła Murzyńska, Antoni Gryzik, Alicja Hudeczek, Piotr Bułka, można by kraść teksty dobrych sztuk współczesnym dramaturgom i brawurowo je realizować. Jeśli jednak tekst nie jest aż tak ciekawy, pojawia się problem. Dla aktorów mniejszy, przecież, tak czy siak, muszą coś grać. Dla widza większy – płaci za oglądanie ich pracy i chciałby wyjść z teatru wzmocniony lub zbuntowany, ale z emocjami i przemyśleniami.

Sztuka „Rosemary” Magdy Fertacz w reżyserii Wojciecha Farugi, zaprezentowana na Scenie Kameralnej, kończy się zaklęciami zanoszonymi przez Rose do złych mocy. Po przejściach, podczas których dociera do nas stan totalnej pustki, w której znajduje się główna bohaterka, okazuje się, że tę czarną dziurę w sobie decyduje się wypełnić złym. Spektakl nawiązuje do słynnego filmu Romana Polańskiego, pokazującego, że diabeł nie jest taki straszny jak go malują, ale przez swoją normalność, wręcz trywialność, niezauważalnie robi swoją demoniczną robotę.

Faruga odniósł się do niego jak do mitu o przenikaniu złego do codzienności. Przenosi akcję spektaklu do współczesnego Nowego Jorku, pokazując, że bohaterowie nadal są zmęczeni nie tylko sobą, ale przede wszystkim − odróżnianiem dobra od zła. W ramach mody na polityczną poprawność w sztuce pojawiają się wątki genderowe. Kobieta jest traktowana jak rzecz, ale potrafi odpłacić wykorzystującemu ją mężczyźnie. Śpiewa ubrana jak do tańca na rurze, uwodząc, a zarazem niszcząc − rzucając mężczyznom w oczy i uszy bardzo konkretne zarzuty. Przez sporą część spektaklu walka płci staje się centralnym problemem, spychającym na drugi plan tajemnicę. Chciałoby się usłyszeć, co tak naprawdę chce nam powiedzieć Rose, ale, tak jak na plakacie reklamującym sztukę, usta zatyka jej zepsuta, pomarańczowa róża. W wypowiedzeniu się przeszkadza jej własne, stłamszone imię, użyte jako skuteczny knebel.