Rozmowa z Niespodziewanym

Przemysław Kucharczak

|

Gość Katowicki 1/2019

dodane 03.01.2019 00:00

W swoich filmach przedstawił Śląsk w niezrównany sposób... Kazimierz Kutz zmarł w wieku 89 lat.

Reżyser był autorem  tzw. śląskiej trylogii. Reżyser był autorem tzw. śląskiej trylogii.
Marek Piekara /Foto Gość

Został pochowany 28 gru- dnia w Katowicach. Pogrzeb miał charakter świecki, bo Kazimierz Kutz deklarował się jako niewierzący. W dodatku w ostatnich latach, jak można wnioskować z jego wypowiedzi, narastała w nim niechęć do Kościoła. A jednak ćwierć wieku wcześniej to właśnie on – jak nikt inny – odsłonił w filmie „Śmierć jak kromka chleba” fragment śląskiej duszy. Pokazał, że ta tajemnicza siła, która co dzień drzemie w Ślązakach i tylko w wyjątkowych sytuacjach z mocą się ujawnia, ma źródło w wierze Ślązaków w Boga.

Nie ma czołobitności!

Ten synek z Szopienic dostał się bez protekcji na reżyserię do Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej w Łodzi. Był świadomy, że jeśli sam nie będzie walczył o perfekcję w nauce i pracy, to go stamtąd – Ślązaka bez znajomości w „elicie” – szybko wyleją. Musiał być dziesięć razy pracowitszy od innych. I taki był. Jego przyjaciel Franciszek Pieczka mówi, że Kazimierz Kutz wyjątkowo serio podchodził do pracy, do rzetelności w wykonywaniu swojego zawodu. – To nie był człowiek, który robi, jak to się mówi, sztukę dla sztuki. On robił to ze swojej duszy, z przywiązania i miłości do Śląska – uważa. W jednej z początkowych scen filmu „Śmierć jak kromka chleba” – opowieści o górnikach kopalni „Wujek”, którzy stawiają czoło brutalnemu systemowi – trzech z nich idzie w pierwszą noc stanu wojennego „na fara”. Chcą rady ks. Henryka Bolczyka, ówczesnego proboszcza parafii św. Michała z Katowic-Brynowa. Księdza Bolczyka gra Jerzy Radziwiłowicz, a górników – Janusz Gajos, Jerzy Trela i Mariusz Benoit. Nagrywanie kolejnych dubli w tej scenie ks. Bolczyk obserwował osobiście. – Ile razy Kazimierz Kutz wyganiał tych trzech... Mówił: „Nie tak! Nie ma czołobitności na Śląsku. Wynoście się za drzwi!”. Więc wracają, mówią znów: „Szczęść Boże”, a on: „Ale nie zaś w taki wyniosły sposób! Tyś nie jest taki ważny, tu ksiądz był autorytetem. Nie możesz być wobec niego pewniakiem. Trzeci raz!”. Nim nakręcili tę scenę pierwszego kontaktu górników z księdzem, widziałem, że zużyli kilometry taśmy. Patrzyłem, jak ten reżyser zdaje egzamin z kultury śląskich obyczajów i kontekstu historycznego. Byłem pod wrażeniem jego precyzji – wspomina ks. Bolczyk.

Wesoło, czyli smutno

Filmy Kutza wprowadziły do polskiej wyobraźni zbiorowej kulturę Śląska – z jej oryginalnością, ukształtowaną przez nieco inną historię niż w pozostałych regionach kraju. Nakręcił „śląską trylogię”: „Sól ziemi czarnej” (1961 r.), „Perłę w koronie” (1971 r.) i „Paciorki jednego różańca” (1979 r.). Ciekawe, że te filmy, tak osadzone w śląskiej kulturze, grane w dużej mierze w śląskiej gwarze, miały przesłanie uniwersalne i bardzo poruszały mieszkańców także innych części Polski. Wcześniejsze filmy Kutza – zanim zaczął pokazywać na ekranie swój Śląsk – były mniej popularne. Na Śląsku toczyła się również akcja filmu „Zawrócony” (1994 r.) ze Zbigniewem Zamachowskim. Kazimierz Kutz odniósł też sukces z – już niezwiązanym ze Śląskiem – „Pułkownikiem Kwiatkowskim” (1995 r.) z udziałem Marka Kondrata. Kazimierz Kutz wychował się w dzielnicy familoków, czyli wielorodzinnych domów dla robotników, w specyficznej, plebejskiej kulturze. Przysłużył się jej, nadając jej pewien nowy, szlachetny rys i dźwigając ją na znacznie wyższy poziom. Robił to nie tylko przez swoje filmy. W latach 90. XX wieku na antenie TVP2 prowadził audycję „Wesoło, czyli smutno”, w której prowadził bardzo ciekawe rozmowy o Górnym Śląsku – z poczuciem humoru, ale i pewną głębią. Z Kutzem rozmawiali tam m.in. Jan Miodek, bp Alfons Nossol, Stanisław Bieniasz, Gerard Cieślik, Henryk Mikołaj Górecki, Michał Ogórek, Wojciech Kilar i ks. Jerzy Szymik.

10 razy mniej

W młodości Kazimierz Kutz stracił wiarę. W wywiadach opowiadał, że z tego powodu musiał stawić się na „audiencji” u babci. Mówił o niej, że nigdy nie spotkał osoby tak mądrej, tak niezależnej, a równocześnie tak głęboko religijnej, jak ona. Zapamiętał, że babcia powiedziała mu, iż utrata wiary może być przejściowa, i wyraziła ufność, że mimo to pozostanie porządnym człowiekiem. „Kaziczku, nie starej sie, jo ci już niebo wyrzykała” [wymodliła] – powiedziała. A później pobłogosławiła go i... nalała mu wina. Kazimierz Kutz szedł więc przez dorosłe życie, deklarując, że nie wierzy w Boga. W ostatnich latach życia pojawił się też w jego wypowiedziach i felietonach nowy akcent: niechęć do Kościoła. W coraz ostrzejszych słowach krytykował też Polskę, prawicowych polityków, innych ludzi. To jakby w nim narastało. Próbował sił w polityce – w latach 1997–2007 był senatorem. W 2007 r. został posłem Platformy Obywatelskiej. Później nawiązał współpracę z antyklerykalnym Twoim Ruchem Janusza Palikota. W wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2014 r. startował z niego z nr 1 w śląskim okręgu. Tym razem jednak mandatu nie uzyskał. Dostał tylko 20 tys. głosów, podczas gdy kilka lat wcześniej zbierał na Śląsku prawie 10 razy więcej. Okazało się, że Ślązacy – choć cenią jego filmy – niekoniecznie podzielają poglądy.

Nuta transcendencji

Swoje wielkie śląskie filmy Kazimierz Kutz nakręcił, zanim zradykalizował się w niechęci do Kościoła. Jeszcze 20 lat temu mówił czasem publicznie, że zazdrości łaski wiary innym ludziom – m.in. swojemu przyjacielowi Wojciechowi Kilarowi. Ten wielki kompozytor, który pisał muzykę do filmów Kutza, prowadził głębokie życie duchowe. Ks. Henryk Bolczyk uważa, że u Kutza było widać religijne wychowanie, które otrzymał od mamy i babci. – Nuta transcendencji w nim drgała – uważa. Sam Kutz powiedział w 2007 r. Aleksandrze Klich z „Gazety Wyborczej”, że chociaż nie wierzy i się nie modli, to jednak ostatnie pół godziny przed snem poświęca na rachunek sumienia. „Ale to nie rozmowa z Bogiem, raczej z Niespodziewanym Czymś. Modlitwa to myślenie ku chwale, a moja refleksja – myślenie ku poprawie” – powiedział dziennikarce. Zapewne za ćwierć wieku niewielu będzie pamiętało o jego wyborczym starcie z antyklerykalnej partii, o jego poglądach na seksualność czy o krytyce katolików. Za to jego dorobek filmowy ma szansę na dłużej pozostać w polskiej i śląskiej kulturze. A filmy Kutza mają zupełnie inny wydźwięk niż jego publiczne wypowiedzi z ostatnich lat: są konserwatywne, pełne patriotyzmu i szacunku do religii. Jak choćby ta scena z filmu „Śmierć jak kromka chleba” (1994 r.). Trzech górników przychodzi w nocy do ks. Bolczyka. Niosą mu wiadomość, że milicja pobiła ich kolegów i zgarnęła przewodniczącego Solidarności, rąbiąc mu drzwi i wyciągając go w piżamie na mróz. Ważne jest to, co mówią, ale i to, co widać w tle. A widać obraz Jezusa Miłosiernego – specjalnie na potrzeby tego ujęcia przestawiony przez twórców filmu, żeby był widoczny w kadrze. Albo scena, w której Jerzy Radziwiłowicz w roli księdza Bolczyka klęczy w nocy w kościółku św. Michała w parku Kościuszki. Już wie, że władze właśnie wprowadziły stan wojenny. Za chwilę po raz pierwszy ruszy z posługą na kopalnię „Wujek”. Kamera skupia się na wyrzeźbionej postaci Jezusa na ostatniej wieczerzy, wśród uczniów, przed męką. Albo wreszcie to, co ksiądz Bolczyk mówił górnikom w czasie Mszy św. na „Wujku”. W niezwykłej scenerii łaźni, w której na łańcuszkach wiszą ubrania górników, wybrzmiewają słowa o wolności w świetle Ewangelii. – Bóg dał nam jedno życie. Dał nam je na swoje podobieństwo. Dał nam też wolną wolę i tchnął w każdego z nas potrzebę wolności, jak w roślinę potrzebę słońca. Dlatego człowiek musi dołożyć starań, aby sprostać tej swojej potrzebie wolności. I musi o nią zabiegać każdego dnia i w każdej sytuacji – mówi filmowy ks. Bolczyk. Od stolika – ołtarza patrzy na napisy na ścianach łaźni: „Nie palić” oraz „Zachowaj czystość”, i ciągnie: – Bo to, co było dla ciebie prawdą wczoraj, musi być nią i dziś. To, co wczoraj miałeś odwagę nazwać po imieniu, musisz mieć odwagę i dziś. Różnica będzie być może tylko taka, że dzisiaj będzie trzeba za nią więcej płacić – mówi. I jeszcze to wezwanie, które ks. Henryk Bolczyk wypowiada, kładąc Pismo Święte na polowym ołtarzu: „Niech słowa Ewangelii zgładzą grzechy nasze”. Kazimierz Kutz nie musiał poświęcać duchowej stronie wydarzeń na „Wujku” nawet minuty – a jednak poświęcił jej bardzo dużą część filmu. Sam ks. Bolczyk był tym zaskoczony. Reżyser nie musiał też pokazywać, że stanięcie górników po stronie prawdy i wolności miało źródło w wierze Ślązaków w Boga – a jednak to zrobił.