Natalia z laptopem idzie do nieba

Aleksandra Pietryga

|

Gość Katowicki 51-52/2018

dodane 20.12.2018 00:00

Twierdzą, że kiedy patrzą w oczy rodziców, którzy czują, że to może ostatnie święta ich dzieci, przestają myśleć o własnych, czasem głupich problemach.

▲	Ania Orlicz i Łukasz Wylężek, założyciele Dzieła Świętego Mikołaja z Nakła Śl., które od lat pomaga setkom ludzi  na całym świecie. ▲ Ania Orlicz i Łukasz Wylężek, założyciele Dzieła Świętego Mikołaja z Nakła Śl., które od lat pomaga setkom ludzi na całym świecie.
Archiwum Dzieła Świętego Mikołaja

Łukaszowi przyśniło się, że jest Świętym Mikołajem. Siedzi w saniach, leci nad zaśnieżonym miastem i myśli, jak to dobrze, że może zrobić tyle dobrego. Obudził się i pomyślał: „A dlaczego by nie? Zostanę takim Świętym Mikołajem!”. Od dawna na dnie Łukaszowej szafy leżał strój biskupa. – Taki „zabytkowy”, z mitrą, kapą, ornatem skrzypcowym. Ma chyba ze 100 lat – przyznaje. – Dostałem go kiedyś w prezencie. Po tym śnie przypomniałem sobie o nim. To był znak. Zaczął od rozdawania słodyczy dzieciom na Roratach. – Tyle było w nich radości ze spotkania ze Świętym Mikołajem, że dodało mi to skrzydeł. Pomyślałem, że trzeba rozszerzyć „działalność świętego” – śmieje się. Sponsorów i ludzi dobrej woli z roku na rok przybywało. I wtedy na drodze Świętego Mikołaja stanęła Ania, młoda nauczycielka ze szkoły podstawowej.

– Moje pierwsze zetknięcie się z Dziełem Świętego Mikołaja, które wtedy tak się jeszcze nie nazywało, było od tej drugiej strony: mamy, która przyszła na Roraty ze swoim dzieckiem – opowiada. – Wszystko było takie „łał!”, aż do momentu otwarcia prezentu w domu... – Tak się akurat zdarzyło, że jednym ze sponsorów okazała się wytwórnia mięsa i wędlin – wspomina ze śmiechem Łukasz. – W paczkach, oprócz słodyczy i skarpetek, znalazły się kiełbaski i pasztety. – Moja córka, która nie cierpi wędlin, wyciąga te kiełbaski i woła: „Mamo, co to jest?!”. A ja błyskawicznie: „Widzisz, Święty Mikołaj też uważa, że powinnaś jeść mięso, bo jest dla ciebie zdrowe” – śmieje się Ania.

Nie tylko raz do roku

Dzieło Świętego Mikołaja rozpoczęło działalność przy parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Nakle Śl., gdzie Łukasz jest szafarzem nadzwyczajnym Komunii św. – Tutaj mamy swój sztab dowodzenia, stąd czerpiemy siły: we wsparciu i pomocy lokalnej społeczności, w życzliwości proboszcza księdza Eugeniusza Billa. – W ubiegłym roku udało nam się wynająć samolot jednej z linii lotniczych w Pyrzowicach – opowiada Ania. – Pięknego zimowego poranka nagrywaliśmy tam spot, ze Świętym Mikołajem w roli głównej, z myślą już o kolejnym grudniu. Brała w nim udział cała świta złożona z aniołów, z artystów zespołu „Śląsk”, gwiazd estrady śląskiej i wielu innych osób. W rolę Świętego Mikołaja wcielił się Piotr Hankus, mistrz mowy polskiej. To było w lutym, więc pasażerowie przecierali oczy ze zdumienia, widząc, jak Święty Mikołaj spaceruje po terminalu. 6 grudnia na Roratach dzieci z szeroko otwartymi oczami oglądały na dużym ekranie zaspanego Świętego Mikołaja na pokładzie samolotu, któremu Aniołki przynosiły herbatę i przekąski. Następnie samolot „wylądował” na lotnisku. Święty zszedł dostojnie po schodach samolotu i...

– Zanim dzieci zdążyły się odwrócić, Święty Mikołaj już stał z tyłu kościoła – śmieje się Łukasz. – Aż buzie pootwierały ze zdziwienia. Choć trzon Dzieła stanowią Łukasz i Ania, nie udałoby im się tyle dokonać bez innych ludzi, przede wszystkim wolontariuszy, którzy poświęcają swój wolny czas, żeby zapakować setki paczek, a później je rozdawać w różnych miejscach, o różnych porach, czasem pracując do późnej nocy. – Wszyscy myślą, że Święty Mikołaj przychodzi tylko raz w roku, a to nieprawda – mówią. – Ten prawdziwy święty chce służyć codziennie, a my działamy w jego imieniu. Dlatego to Dzieło Świętego Mikołaja, a nie Ani i Łukasza – śmieją się. Oczywiście grudzień to czas wzmożonej pracy. Wolontariusze ze Świętym Mikołajem odwiedzają szpitale, domy pomocy społecznej, domy spokojnej starości. Przyjeżdżają z kilkudziesięcioosobową świtą. To robi wrażenie. W ubiegłych latach w Górnośląskim Centrum Zdrowia Dziecka na Ligocie rozdali ponad 400 prezentów. W tym roku odwiedzili oddział dla wcześniaków w Rudzie Śl. i Dom Chłopaków w Broniszewicach (diecezja kaliska), gdzie siostry dominikanki od podstaw wybudowały nowy dom dla swoich 56 niepełnosprawnych podopiecznych. – Cudowne uśmiechnięte zakonnice, które są jak mamy dla tych chłopaków. Nawet pieska adoptowały – opowiada Ania.

Mikołaj błogosławi dzieci

– Kiedy idziemy do chorych dzieci na oddział onkologiczny, to po takiej wizycie co roku wychodzimy jako inni ludzie – przyznają Łukasz i Ania. – Kiedy patrzymy w oczy tych rodziców, którzy czują, że może to ostatnie święta ich dzieci, przestajemy myśleć o własnych, czasem głupich problemach. – Bardzo wzruszają nas też spotkania ze starszymi osobami w szpitalach, domach pomocy społecznej czy domach spokojnej starości – opowiada Ania. – Oni przeżywają te chwile prawie tak samo jak dzieci. Stają na baczność przed Świętym Mikołajem, śpiewają, recytują wiersze, mają łzy w oczach i cieszą się z każdego drobiazgu, który dostają. Święty Mikołaj wszędzie budzi radość i zaufanie. Personel szpitalny i rodzice małych pacjentów proszą, by Łukasz choć na chwilę wstąpił nawet do izolatki, gdzie leży chore dziecko, rozweselił, pobłogosławił. – Jestem nadzwyczajnym szafarzem Komunii św., więc z wielką radością błogosławię każde dziecko – mówi. – Pamiętam taką sytuację: młoda mama prosi, żebym zajrzał do pokoju, gdzie w inkubatorze leży maleństwo, wszędzie pełno rurek. Mama otwiera inkubator, podaje mi swoje dziecko na ręce... Takie małe, że zgubiło się w tym stroju. – Dla mnie największym przeżyciem i jednym z najcudowniejszych wspomnień, jakie noszę w sobie, było spotkanie z Natalią – dziewczynką chorą na glejaka – dzieli się Ania.

– Jej największym marzeniem był laptop. Udało nam się w szkole nakielskiej zebrać potrzebną kwotę i w drugie święto Bożego Narodzenia pojechaliśmy ze Świętym Mikołajem na oddział onkologiczny, na którym przebywała. Jak ona się cieszyła! Ile radości było, kiedy podłączaliśmy ten laptop, kiedy sama mogła na nim coś zrobić. To były jej ostatnie święta. Natalia odeszła w lipcu następnego roku... O tym, że Święty Mikołaj pomaga przez cały rok, a jego Dzieło już dawno przekroczyło granice Nakła Śl., a nawet Polski, przekonały się setki dzieci w Afryce. Ani, jako nauczycielce, na sercu leży dobro maluchów, zwłaszcza ich prawo do nieograniczonej, godnej edukacji. Gdy po raz pierwszy znalazła się na afrykańskiej ziemi, swoje kroki skierowała do jednej ze szkół. – Kiedy zobaczyłam, w jakich uczą się warunkach, wiedziałam już, że muszę coś zrobić – opowiada. – Była druga połowa sierpnia, czas przygotowań do początku nowego roku szkolnego. Pomyśleliśmy, że to doskonały okres na zbiórkę artykułów szkolnych dla dzieci w Afryce. Ogłosiliśmy to na Facebooku. W najśmielszych marzeniach jednak nie przypuszczaliśmy, że tyle osób odpowie. Z całego kraju zaczęły spływać paczki z przyborami szkolnymi. Nawiązałam współpracę z Polakami na Zanzibarze. Poprosiłam, żeby poszli do jednej z miejscowych szkół i zapytali, czego im potrzeba. Okazało się, że brakuje tam podręczników do nauki języka angielskiego. Na nasz apel odpowiedzieli ludzie z Berlina, przysyłając książki do angielskiego. Nazbieraliśmy ponad 750 kilogramów przyborów szkolnych, w tym trzy komputery.

Pół tony miłości

Kolejny problem: jak to przetransportować do Afryki? Początkowo wysyłali paczki pocztą, ale coraz częściej zgłaszały się osoby z całej Polski, które akurat wybierały się na Zanzibar i chciały pomóc w dostawie. – Zgłosiła się do nas młoda para. Napisali, że lecą w podróż poślubną na Zanzibar. Zabierają trzy walizki: do jednej pakują swoje rzeczy, a dwie poświęcają na nasze przybory szkolne. Inna sytuacja: zadzwonił biznesmen ze Szczecina, który buduje hotel na Zanzibarze. Powiedział, że może zabrać pokaźny bagaż do samolotu i chętnie przekaże zabrane przez nas rzeczy dzieciom w afrykańskiej szkole. Takie cuda dzieją się codziennie. Ci wszyscy cudowni ludzie przysyłali nam później fotografie z przekazywania naszych paczek afrykańskim dzieciom. Ale była radość! Dzieło Świętego Mikołaja odmalowało też jedną z klas afrykańskiej szkoły. I zebrało ponad pół tony T-shirtów, które trafią do dzieci z Beninu, Madagaskaru i Zambii, gdzie pracują polscy misjonarze i misjonarki. – Najpierw było kilka sztuk pięknych koszulek, które wykonała zaprzyjaźniona z nami projektantka – opowiada Ania. – Koszulki pojechały do Zambii. Okazało się, że to strzał w dziesiątkę. T-shirty rozeszły się jak ciepłe bułeczki, a dzieci dopytywały, czy będą następne. Rozkręciliśmy więc następną zbiórkę, tym razem z koszulkami w roli głównej. W tym roku Dzieło zebrało 280 szalików i czapek dla bezdomnych. 24 grudnia usiądą razem do stołu przy wigilijnej wieczerzy, którą dla samotnych i potrzebujących osób organizuje Stowarzyszenie Plasterek. – Będą tam ze mną także mój mąż i moje córki – wyznaje Ania. – Dla mnie to najpiękniejszy pomysł na życie. Tak naprawdę to nieistotne, czy mamy na święta dokładnie umyte okna i upieczone pierniki. Najważniejszy jest człowiek, bo Jezus przyszedł dla człowieka. Co roku przed wigilią padam ze zmęczenia i jestem wtedy najszczęśliwsza.