Schwytajcie nam małe lisy

Joanna  Juroszek Joanna Juroszek

dodane 26.04.2018 00:34

Na pierwszej randce mówisz: "Słuchaj, rozpisałem taki program naprawczy, będę cię przez ten program prowadził, idziesz w to?", czyli o. Adam Szustak w krypcie archikatedry Chrystusa Króla w Katowicach.

Schwytajcie nam małe lisy Ojciec Adam Szustak w katowickiej krypcie Joanna Juroszek /Gość Niedzielny

Spotkanie z jednym z najbardziej znanych dominikanów, rekolekcjonistą, ewangelizatorem i youtuberem rozpoczęło się Eucharystią. Po niej o. Adam Szustak wygłosił konferencję z cyklu "Pachnidła", czyli o budowaniu związków i miłości.

- Pan Jezus mówi: "Jeśli będziecie ze Mną, to będą się działy rzeczy po ludzku niemożliwe - wyjaśniał w homilii, komentując słowa Jezusa ze środowej Ewangelii: "Tym zaś, którzy uwierzą, te znaki towarzyszyć będą: w imię moje złe duchy będą wyrzucać, nowymi językami mówić będą; węże brać będą do rąk i jeśliby co zatrutego wypili, nie będzie im szkodzić. Na chorych ręce kłaść będą i ci odzyskają zdrowie".

On to rozumie!

Ojciec Adam dodał jednak, że te słowa z Ewangelii odnieść można również do relacji damsko-męskich. Jako przykład podał słowa Jezusa: "nowymi językami mówić będą". 

- Mąż i żona. Ona coś mówi, i uwaga, teraz będzie cud, on to rozumie! - mówił młodym po brzegi wypełniającym kryptę katowickiej archikatedry. - Nie oszukujmy się, bardzo często kobieta coś mówi, a facet nie ma bladego pojęcia, o co chodzi. Mało tego, ona mówi i też nie wie, o co jej chodzi - dodał, wyjaśniając, że Jezus daje obietnicę, że jest w stanie "dogadać małżeństwa". - Czy to jest mniejszy cud niż mówienie w obcych językach, których się nie zna? - pytał o. Szustak.

Ojciec Adam odniósł się też do innych słów Jezusa, w których mówi, że wierzącym w Niego nie zaszkodzi wypicie czegoś zatrutego. - Czasem słyszymy słowa, które są trucizną. Może ktoś z was nasłuchał się w swoim domu o tym, jaki jest beznadziejny, głupi, jaka jest brzydka. To jest trucizna, która się sączy w sercu. Co mówi Pan Jezus? "Jak się ze Mną jest, to mogę zrobić taki cud, że gdy dostajesz truciznę, ona ci nie szkodzi.

Swoją konferencję o. Szustak oparł o 2. rozdział Pieśni nad Pieśniami. - To historia związku opisana najkrócej, jak się da. Znajdziecie w niej wszystkie etapy miłości - wyjaśniał. Oczywiście mowa tu i o zakochaniu, i rozczarowaniu, i o tym, co zrobić, kiedy jest już bardzo źle. I właśnie o tym ostatnim mówił dominikanin.

Przegląd kurnika

- Co można zrobić, kiedy jest rozdarcie? To wydarza się w każdym małżeństwie. To dzieje się w każdej relacji - mówił, zapraszając młodych, by już na etapie wczesnego budowania związku starali się wychwycić, co w nim nie gra. - "Schwytajcie nam lisy, małe lisy, co pustoszą winnice" - mówił, cytując Pieśń nad Pieśniami.

- Lis oznacza coś cichego, skrytego, co w nocy przychodzi do kurnika; hyc tę kurę, a ty przychodzisz rano i...nie ma kury - obrazował. - Jest więc taka rzeczywistość, która nie była oczywista. To przecież nie jest tak, że przychodzi pan lis i mówi: "Dzień dobry, jest taka sprawa, ta kura jest moja, zabieram". Nie, dopiero po skutkach poznajemy, że był lis - tłumaczył.

- Każda para powinna sobie zrobić przegląd kurnika. Sprawdzić, czy coś się nie dzieje - wyjaśniał, zachęcając pary, by swojemu związkowi przyglądały się nawet wtedy, gdy wszystko funkcjonuje w nim dobrze. - Schwytajcie nam małe lisy - czytamy, a więc co to znaczy? Ten lis kiedyś się stanie duży, stanie się potwornym lisem, którego być może nie będziesz w stanie pokonać - mówił.

Dominikanin zachęcał małżonków i wszystkie pary obecne w kościele do praktyki, jaką stosuje jego zakon. To kapituła win, a więc spotkanie, które odbywa się raz na kilka miesięcy, podczas którego zakonnicy najpierw mówią o swoich błędach wobec wspólnoty, a potem słuchają, co na ich temat myślą inni.

- Jestem absolutnie przekonany, że każde małżeństwo i każde narzeczeństwo powinno raz na pół roku odbywać kapitułę win. To jest polowanie na lisy - mówił, wyjaśniając, że problem pomijany po latach urasta w wielką katastrofę.

- Oczywiście, to nie ma być główny nurt waszej znajomości - mówił. - Na pierwszej randce mówisz: "Słuchaj, rozpisałem taki program naprawczy, będę cię przez ten program prowadził, idziesz w to?". To będzie prawdopodobnie pierwsza i ostatnia randka - żartował. - Ale po pewnym czasie, jak ją już trochę oswoisz, to powiedz: "Słuchaj, mam tutaj taki program naprawczy...".

Dwa kamyki w worku

Ojciec Adam zachęcał też małżonków, by pamiętali o zranieniach, z jakimi każde z nich wchodzi w relację z drugim. Prosił także młodych, by nauczyli się przeżywać kryzysy, oraz by na rany drugiego człowieka szukali "plastra", a nie dolewali oliwy do ognia.

- Jaki jest cel małżeństwa? - pytał kaznodzieja. - Małżeństwo zostało wymyślone przez Pana Boga po to, żeby jedną i drugą stronę pozbawić egoizmu - wyjaśniał. - Nie - powiecie - małżeństwo to jest miłość, czułość, radość i codzienne ciepło. Nie, małżeństwo to są dwa kamyki w worku, bardzo ostre, które nieustannie się ścierają (...). Będziecie się w związku nieustannie ścierać i ranić. I przetrwacie to, jeżeli nauczycie się dostrzegać rany, zalepiać je plastrem, całować je, a nie tylko widzieć skutki tych ran. 

Małżonkom na koniec dał też ostatnią, ważną radę. Kiedy naprawdę wszystko w ich relacji zacznie się sypać, mają pojechać sami bez dzieci na weekend.  - W piątek nie odzywajcie się do siebie. W sobotę usiądźcie z dużymi arkuszami papieru i wypiszcie rzeczy, jakich każde z was oczekuje od małżeństwa. Potem należy wybrać 4 rzeczy, co do których obydwoje się zgodzicie, i wprowadzać je w życie - mówił, pokazując na przykładzie znajomych mu par, że to działa.

Dominikanin podkreślał, że szatanowi zależy na podziale. To on oddziela nas od Boga i od siebie nawzajem.