Niebo w Pszowie

Przemysław Kucharczak

|

Gość Katowicki 17/2018

publikacja 26.04.2018 00:00

Chrześcijańską kawiarnio-księgarnię otwarło u stóp pięknej, barokowej bazyliki dwoje młodych ludzi.

Mateusz i Aldona w „Niebie w mieście” przed otwarciem. Mateusz i Aldona w „Niebie w mieście” przed otwarciem.
Przemysław Kucharczak /Foto Gość

Chcą, żeby w mieście Matki Bożej Uśmiechniętej mieszkańcy i goście mogli napić się najlepszej kawy. I chcą ich zachęcić do czytania książek, które budują ducha.

To kawiarnia i księgarnia „Niebo w mieście”. Powstała zaledwie sto metrów od bazyliki w Pszowie. To już siódmy lokal w Polsce pod tą nazwą. Łączy je to, że prowadzą je praktykujący katolicy, oraz jakość kawy i naturalnych lodów. – Staramy się, żeby słowo „katolicki” było synonimem najlepszej jakości – wyjaśnia Mateusz Socha, współwłaściciel kawiarnio-księgarni, który skończył inżynierię biomedyczną i jeszcze studiuje teologię.

Błogosławiony gość

Tymczasem kawa już się robi. Obok leżą podkładki pod kubki ze słowami Psalmu 115: „Błogosławieni jesteście przez Pana, co stworzył niebo i ziemię”. Słowo Boże jest też wypisane na wiszących tu obrazach. W głębi lokalu widać regał uginający się od chrześcijańskich książek.

Jest też półka, z której będzie można wziąć wartościową książkę do poczytania na miejscu. I z dobrą książką w łapie, przy dobrej kawie, odprężyć się.

– Chcemy tutaj organizować „Wieczory z pasją”. Nasi goście będą opowiadać o swoim życiu z Bogiem na co dzień – mówi Aldona Ronczka, współwłaścicielka, absolwentka nauk o rodzinie i pedagogiki na Uniwersytecie Śląskim. Zapowiada też inne wydarzenia: koncerty, spotkania z autorami książek czy z podróżnikami.

Aldonę ukształtował Ruch Światło–Życie. Prowadziła oazę w parafii św. Jacka w Rydułtowach-Radoszowach oraz letnie rekolekcje. Mateusz z Rudy Śl., jej chłopak, choć zawsze chodził do kościoła, osobistą relację z Jezusem nawiązał dopiero na studiach. I to w nietypowy sposób. – Na Politechnice mieliśmy zajęcia o tym, jak sprzedać to, co się wyprodukuje. Postanowiłem o tym więcej poczytać. Dowiedziałem się wtedy, że wszyscy najbogatsi ludzie świata polecają Biblię. No to też zacząłem ją czytać – śmieje się.

Z początku myślał tylko o tym, żeby wyciągnąć z Pisma Świętego recepty na udany biznes. Pochłonął Księgi Syracha oraz Mądrości i czytał dalej. Słowo Boże okazało się jednak bogatsze, niż sądził, bo zaczęło zmieniać jego wnętrze. Wybrał teologię jako drugi kierunek studiów. – No i się nawracam – wyjaśnia.

Wspólną pasją Aldony i Mateusza jest gotowanie dla znajomych. Chodziła więc im po głowach myśl o założeniu lokalu, w którym karmiliby ciało i ducha gości.

W wakacje zeszłego roku wybrali się razem na Camino – przeszli razem 1050 km. W czasie pielgrzymki o lokalu nie rozmawiali, ale po powrocie temat wrócił ze zdwojoną siłą. Najpierw Mateusz znalazł w „Gościu” tekst o „Niebie w mieście” w Jaworznie. – Czytam i myślę: „Ktoś mi ukradł pomysł!” – śmieje się. Zwrócił na ten tekst uwagę, bo przed „Niebem” w Jaworznie stała tablica z zabawnym napisem: „Chudego łatwiej porwać, bądź bezpieczny, zjedz ciastko”.

Uśmiechnięta

Wkrótce Aldona i Mateusz wybrali się razem na Mszę św. w parafii dziewczyny, w Radoszowach. Okazało się, że Eucharystia jest przesunięta o godzinę, więc pojechali do bazyliki w niedalekim Pszowie. Po drodze, w samochodzie, rozmawiali o kawiarni.

Mateusz był wtedy w pszowskiej bazylice po raz pierwszy w życiu. Aldona była tam wcześniej tylko dwa razy. A jest to sanktuarium niezwykłe. Znajduje się w nim obraz, z którego Matka Boża delikatnie się uśmiecha. Nie każdy i nie zawsze ten uśmiech widzi; czasem trzeba spędzić dłuższy czas na klęczkach, żeby go dostrzec. Wielu spośród tych, którzy choć raz tam trafili, jest zakochanych w tym wizerunku i w tym sanktuarium.

„Mateusz, ja nie potrafię przestać myśleć o kawiarni” – powiedziała Aldona po Mszy św. w Pszowie. Chłopak odpowiedział, że on też. Zaczęli szukać lokalu.

Marzyli, żeby otworzyć kawiarnio-księgarnię w Rybniku, mieście 140-tysięcznym. Lokale, które tam oglądali, były jednak drogie i, jak wspominają, niefajne. Modlili się więc: „Panie Boże, Ty nam daj lokal”.

Pewnej soboty Aldona przyjechała rano na Mszę św. do Pszowa, gdzie ich pomysł się narodził. Już miała wracać do domu, gdy zobaczyła białą kartkę w jednej z witryn, zaledwie sto metrów poniżej bazyliki. Podeszła tylko po to, żeby spisać telefon. – Wtedy wyszła właścicielka i zapytała, czy chcę zobaczyć lokal. Weszłam i już wiedziałam, że więcej szukać nie będziemy – wspomina.

Czy taka kawiarnia utrzyma się w mieście, które ma 15 tys. mieszkańców? Cóż, są jeszcze pielgrzymi i goście pszowskiego lodowiska.

Aldona i Mateusz modlili się, żeby Pan Bóg jak najszybciej pokrzyżował im plany otwarcia kawiarni, jeśli ten pomysł nie pochodzi od Niego. Nie pokrzyżował. Co więcej, tak jakoś się składało, że kolejne etapy, np. podpisanie umowy, przypadały w święta maryjne. – Mamy takie poczucie, że nie my sobie wybraliśmy Pszów, ale że Matka Boża chce mieć takie miejsce w tym mieście – komentuje Aldona.

W „Niebie” można też kupić pamiątki z Pszowa. Na pierwszym miejscu są obrazki gospodyni tego miejsca: Matki Bożej Uśmiechniętej.