Przeżyć Drogę Krzyżową

Przemysław Kucharczak

|

Gość Katowicki 12/2018

publikacja 16.04.2019 08:41

Półnagi Jezus zawiśnie wśród łotrów na ogromnym krzyżu, otoczony przez ponad 10-tysięczny tłum. W Wielkim Tygodniu na kalwarii piekarskiej odbywa się co roku poruszające plenerowe Chwalebne Misterium Męki Pańskiej.

Trzecia część inscenizacji. Trzecia część inscenizacji.
Roman Koszowski /Foto Gość

To coś znacznie więcej niż tylko widowisko. To także nabożeństwo i rozważanie. Widzowie mają tutaj co roku wrażenie, jakby przenieśli się prawie o 2 tysiące lat w przeszłość. Słuchają fałszywych oskarżeń u Kajfasza i ryku podburzonego tłumu przed pałacem Piłata. Tłumu – bo w tym misterium bierze udział blisko 150 aktorów i statystów.

Aktorzy na krzyżach

Wielu spośród uczestników tego misterium jest najbardziej poruszonych w czasie jego trzeciej części. Odbywa się ona w Wielki Piątek od 9.00 rano. Widzowie idą za Dawcą Życia, który pokornie daje się prowadzić na śmierć. Do niektórych dociera tutaj bardziej niż kiedykolwiek wcześniej prawda o tym, po co Jezus złożył ofiarę ze swojego życia. Ukrzyżowanie Jezusa i dwóch łotrów odbywa się na szczycie kalwarii w Piekarach Śląskich. Młodzi, półnadzy mężczyźni zostają przywiązani do trzech wielkich krzyży.

Później rzymscy legioniści z wysiłkiem stawiają te krzyże z przywiązanymi do nich ludźmi w pozycji pionowej. Wielkopiątkowa część misterium może trwać nawet trzy godziny. Osoby, które przygotowują to wydarzenie, same też je silnie przeżywają. Przygotowują je z ogromną pasją. Dowodem na to jest fakt, że od czterech lat prawie nikt z nich nie zrezygnował. Prawie, bo kilku odeszło z ważnych powodów. Między innymi pięciu aktorów zrezygnowało z udziału w misterium, bo poszli do... seminarium.

Wznowione po stu latach

To dzięki ks. Zgodzajowi, wikaremu w bazylice, udało się wznowić w Piekarach to wydarzenie. Stało się to przed trzema laty, po całym stuleciu przerwy. – Mieliśmy wiele obaw, jak potoczy się organizacja misterium w tym roku, skoro reżyser, czyli głowa przedsięwzięcia, zostawił to swoje „dziecko”, idąc do seminarium. Okazało się, że w poprzednich latach musieliśmy przezwyciężać o wiele więcej trudności, np. z doborem aktorów, niż w tegorocznej edycji. Tak, jakby Pan Bóg dał nam sygnał, że On chce, żeby to dzieło trwało – mówi ks. Adam Zgodzaj.