Postponował powagę

Przemysław Kucharczak

|

Gość Katowicki 44/2016

publikacja 27.10.2016 00:01

Wśród pochowanych w tym roku Ślązaków jeden szczególnie się wyróżnia. Zmarł... 71 lat temu.

Ks. Paweł Drozdek. Ks. Paweł Drozdek.
archiwum parafii św. Józefa w Kaletach-Jędrysku

Chodzi o wielkiego oryginała, wesołego śląskiego księdza Pawła Drozdka.

Ten człowiek wprawiał swoje otoczenie w zdumienie tym, że nawet w największych tarapatach zawsze mówił prawdę. Jeszcze większe zdziwienie budził w świadkach fakt, że... dobrze na tym wychodził. Podobnie jak ci, których do mówienia prawdy namówił.

Ksiądz gwiżdże

W Wielkanoc 1939 r. ks. Paweł uczestniczył w wielkiej pielgrzymce do Rzymu, kierowanej przez katowickiego biskupa Stanisława Adamskiego. Po Mszy św. z papieżem Ślązacy przeszli do polskiej ambasady.

„Wszedłszy do salonów zauważyłem, że przy firankach okna cały personel ambasady otaczał ks. Drozdka, który – wiedziałem – umiał grać na wszystkich instrumentach, ciesząc się absolutnym słuchem, ale tym razem wygwizdywał trele różnych ptaków, czego wszyscy słuchali z podziwem i zachwytem” – wspinał ks. Teodor Lichota w Kalendarzu „Z tej ziemi” z 1993 roku.

I dalej: „Można by powiedzieć, że nie na darmo nosił nazwisko Drozdek. W pewnej chwili wszedł do salonu ks. biskup Adamski w towarzystwie ks. Władysława Roboty, proboszcza z Gierałtowic (...). Ks. Robota, człowiek pełen dostojeństwa, zwraca się do ks. bpa Adamskiego z dezaprobatą na ks. Drozdka: – Ekscelencjo! Niech ks. biskup popatrzy i posłucha, jak ks. Drozdek postponuje powagę kleru śląskiego takimi wyczynami. Na to ks. biskup Adamski: – Ależ drogi księże! Czyż ksiądz nie dostrzega, ile podziwu i radości sprawia ks. Drozdek całemu personelowi ambasady, który z zachwytem i błyskiem w oczach przysłuchuje się tym artystycznym trelom? Jakże tanim kosztem bawi ten wspaniały kapłan całe towarzystwo w tych ponurych czasach”.

Czasy były ponure, bo czuć już było nadchodzącą wojnę.

Gęś więzienna

Niemieckie władze uważały, że ks. Drozdek jest propolski, a polskie, że proniemiecki...

Pochodził z Ujazdu na Śląsku opolskim. W seminarium we Wrocławiu był członkiem „Kółka polskiego”. Za swoją polskość zapłacił tym, że pod naciskiem pruskich władz często zmieniał parafie. Był m.in. wikarym w Żorach (w latach 1903–05), Świętochłowicach (1908–11), Rybniku (1911–12), ale też w Szczecinie i pod Berlinem.

W 1919 r. został proboszczem w Jędrysku, dzisiejszej dzielnicy Kalet. W 1921 r. pobili go i uwięzili niemieccy bojówkarze. Wkrótce jednak jego Jędrysek znalazł się w Polsce, w nowej diecezji katowickiej.

Ks. Paweł był też solidarny z niemieckimi parafianami. Kiedy w 1939 r. Hitler zakazał odprawiania nabożeństw po polsku na Opolszczyźnie, polskie władze zażądały w odpowiedzi wstrzymania Mszy św. po niemiecku na polskim Śląsku. Ks. Drozdek jednak nadal odprawiał także po niemiecku. W prasie został wtedy okrzyknięty fanatycznym Niemcem.

Nadszedł poranek 1 września i nad okolicą Kalet rozległ się grzmot artylerii. „Fanatyczny Niemiec” oświadczył od ołtarza: „Moi parafianie! Nie płaczcie i nie lękajcie się, bo Hitler tej wojny nie wygra! Bóg nie dopuści do tego!”.

Niemcy uwięzili go na krótko w 1939 r. i już „na stałe” w roku 1942. Swoim humorem i beztroskim zachowaniem ks. Drozdek bawił nie tylko innych więźniów, ale nawet więzienny personel. Szczególne zdumienie wywołał, gdy 11 listopada zażądał dla więźniów i dla siebie w ramach posiłku „gęsi św. Marcina”.

Był sądzony w Opolu za słuchanie zagranicznego radia i za słowa, że Hitler przegra wojnę. Ks. Teodor Lichota twierdził, że sędzia, wiedząc o jego beztroskim humorze, usiłował go ratować. „Sędzia wmawiał oskarżonemu, że on tylko sobie stroił żarty (…) jakby Hitler miał przegrać wojnę, gdyż jest rzeczą oczywistą, że na pewno wojnę wygra. Ale dziwny oskarżony odpowiedział: »Nieprawdą jest to, co mi Wysoki Sąd chce wmówić, bo ja jestem święcie przekonany, że Hitler musi tę wojnę przegrać«”.

Ks. Drozdek zaprzeczył też sugestii sądu, że radiową audycję aliancką usłyszał przypadkiem. Wyjaśnił osłupiałemu sędziemu, że słuchał jej celowo, bo niemieckie radio kłamie.

Sytuację – według ks. Lichoty – próbował jeszcze ratować obrońca, przekonując, że wśród krewnych ks. Drozdka spotkał różne anomalie i odchylenia psychiczne. Dodał, że wskazują na to też wypowiedzi oskarżonego, „bo każdy jasno musi uznać, że brakuje mu równowagi psychicznej”.

Niestety, ks. Drozdek zaprzeczył temu z oburzeniem. Oświadczył, że jest zupełnie zdrowy, i zakończył zdaniem: „A jeśli tu na tej sali jest ktoś z odchyleniami psychicznymi, to chyba mój obrońca!”.

Ks. Drozdek dostał wtedy trzy lata odsiadki, a później jeszcze trzy za podburzanie współwięźniów. Ks. Lichota uważał, że sędzia chciał mu przez ten wyrok pomóc – bo gdyby go wypuścił, gestapo wywiozłoby księdza do obozu.

Siedział w więzieniach w Budziszynie i w Magdeburgu, znów zarażając otoczenie beztroską wesołością. Zmarł w tym drugiem ostatnim mieście tuż przed końcem wojny, 5 stycznia 1945 roku.

Chciał być pochowany w Jędrysku. Jego ostatnią wolę udało się zrealizować dopiero teraz, 8 października 2016 roku. Do ekshumacji i ponownego pochówku ks. Drozdka doprowadzili dwaj uparci księża diecezji gliwickiej, w której teraz leży Jędrysek – ks. Paweł Pyrchała i ks. Wojciech Ciosmak. Mszy św. pogrzebowej przewodniczył katowicki arcybiskup senior Damian Zimoń.