Święte szaty

Przemysław Kucharczak Przemysław Kucharczak

|

Gość Katowicki 43/2016

publikacja 20.10.2016 00:00

Czy ubrania, które nosili Matka Boska i Jezus, naprawdę się zachowały? Marek Szołtysek, śląski historyk i publicysta, napisał o tym książkę.

Święte szaty Przemysław Kucharczak /Foto Gość

Ślązak zjeździł całą Europę w poszukiwaniu ubrań, które według tradycji należały do Maryi i Jej Syna. Niektóre z nich leżą gdzieś zapomniane.

Czasem tysiące turystów przechodzą obok, nawet nie podejrzewając ich istnienia, bo przewodniki turystyczne wstydliwie o nich milczą. Nic dziwnego: skoro dzisiaj na Zachodzie wstyd przyznać się do wiary w Jezusa, to co dopiero do poważnego potraktowania relikwii.

Tymczasem – jak przekonuje Marek Szołtysek w nowej książce „Ubrania Matki Boskiej” – część tych starożytnych płócien to autentyczne pamiątki związane z Jezusem i Maryją.

Koszula z Chartres

To zresztą najzupełniej logiczne, że uczniowie Jezusa i bliscy Maryi nie wyrzucili ziemskich pamiątek po nich, ale starali się je ze czcią przechować. Marek Szołtysek opisuje każdy taki fragment garderoby z osobna i próbuje prześledzić jego historię. Nie twierdzi, że to wszystko są ubrania Mistrza i Jego Matki. Podkreśla, że wśród nich są płótna prawdziwe, nieprawdziwe i wtórne – to znaczy takie, które tylko miały styczność z prawdziwymi ubraniami Świętej Rodziny.

Jedną z najcenniejszych takich pamiątek jest Święta Koszula, którą – według tradycji – miała na sobie Maryja w czasie zwiastowania i w czasie porodu w Betlejem. To także jedno z nielicznych ubrań Maryi, które każdy można zobaczyć – w gotyckiej katedrze w Chartres we Francji.

Jak Święta Koszula tam trafiła? Około roku 800 cesarz Karol Wielki miał ją dostać w darze od cesarzowej Bizancjum, Ireny. Władcy cesarstwa bizantyjskiego mieli wiele bezcennych pamiątek po Jezusie i Maryi; zaczęli je gromadzić już niespełna 300 lat po wydarzeniach opisanych w Ewangeliach.

Specjaliści ze słynnego Muzeum Włókiennictwa w Lyonie stwierdzili, że Koszula została utkana z grubego jedwabiu w czasach, w których żyła Matka Boska. I że to kosztowna koszula spodnia, jaką w starożytności zakładało się bezpośrednio na ciało. Ta ekspertyza jest więc zgodna z tradycją, według której Maryja miała to ubranie na sobie w czasie porodu w Betlejem.

„Zwiedzając katedrę, zauważyłem jednak, że i tu dotarła turystyczna maniera, która wypływa z panującej mody, by eksponować mniej istotne rzeczy. W przewodnikach czy na pocztówkach lepiej bowiem były opisane ciekawostki typu labirynt na posadzce w katedrze czy rzeźba anioła nad drzwiami wejściowymi niż Święta Koszula, o której informacje najchętniej wstydliwie by ograniczono do minimum. Dlatego nie jest trudno, przy pobieżnym zwiedzaniu katedry, nawet owej Koszuli nie zauważyć” – pisze M. Szołtysek.

Relikwie w muzeum

Marek Szołtysek jest też przekonany, że Maryja sama tkała, przędła i szyła ubrania dla siebie, św. Józefa, Pana Jezusa, a w końcu dla św. Jana – zgodnie z ideałem „kobiety dzielnej”, opisanej w Księdze Przysłów.

W niemieckiej katedrze w Aachen jest przechowywana lniana suknia Matki Bożej. Od setek lat jest tu pokazywana wiernym raz na 7 lat.

W wielu parafiach zachodniej Europy podobne pamiątki są jednak głęboko schowane; wszyscy tam dziwili się, że ktoś z dalekiej Polski chce je zobaczyć. Prawdopodobnie nikt tam nie wierzy, że mogą to być autentyczne relikwie. Marek Szołtysek podkreśla jednak, że zakładanie tego z góry jest podejściem nienaukowym.

Przypomina, że tam, gdzie badania przeprowadzono – w przypadku Całunu Turyńskiego, płócien z Oviedo, Argenteuil i Manoppello – okazało się, że pochodzą one z I wieku i z Bliskiego Wschodu... Badania pokazały też, że te płótna mają cechy wspólne niemożliwe do podrobienia i że mogą mieć związek z Panem Jezusem. A przecież zanim badania podjęto, powszechnie sądzono, że Całun Turyński jest fałszywką.

Sporo takich pamiątek Marek Szołtysek odnalazł w muzeach – świeckich i kościelnych. Tak jest na przykład z czerwonym welonem Maryi (czyli chustą na głowę) w Sienie. Niektóre relikwiarze w muzeach są opisane wyłącznie jako dzieła sztuki złotniczej, bez zająknięcia się, co zawierają. W Muzeum Miejskim we włoskim Visso sami pracownicy nie wiedzieli, że mają w zbiorach... włosy Matki Boskiej. Autor książki dowiedział się o tym, odczytując łaciński napis z karteczki tkwiącej w okienku XIII-wiecznego relikwiarza.

Jeden z relikwiarzy z włosami Maryi i cząsteczką jej sukni jest też muzealnym eksponatem w Luwrze – trafił tam w czasie rewolucji francuskiej z opactwa Saint-Denis, splądrowanego przez tłum.

Według tradycji, apostołowie obecni przy zaśnięciu Maryi odcięli na pamiątkę kosmyk jej włosów. Jeśli to prawda, to również relikwie z Jej włosami, przechowywane w kilku europejskich miastach, mogą być prawdziwe. „A może byłoby możliwe zbadanie ich DNA, a następnie porównanie z danymi z Całunu Turyńskiego czy z sukni z Argenteuil? Do tej pory jednak nikt włosów Maryi nie przebadał” – napisał Marek Szołtysek.