Nasi u papieża

Joanna Juroszek ks. Rafał Skitek

|

Gość Katowicki 32/2016

publikacja 04.08.2016 00:00

Po niezapomnianym tygodniu z młodymi świata w archidiecezji katowickiej Ślązacy ruszyli na Kraków, a potem do Brzegów. Na Campus Misericordiae spotkaliśmy członków Ruchu Światło–Życie i reprezentantów Fundacji „Młodzi dla Młodych”. Ale ilekroć spoglądaliśmy na papieski ornat, zdawaliśmy sobie sprawę, że jest z nami jego twórca, śp. Maciek Cieśla, 27-letni grafik ŚDM.

Śp. Maciej Szymon Cieśla, najczęściej wspominany młody Ślązak  w Krakowie. Śp. Maciej Szymon Cieśla, najczęściej wspominany młody Ślązak w Krakowie.
Archiwum rodzinne

Członkowie Ruchu Światło–Życie z archidiecezji katowickiej przez kilka dni posługiwali w kościele Bożego Ciała w Krakowie. Poprowadzili tam Festiwal Młodych, animowali przedpołudniowe katechezy oraz opowiadali o Ruchu Światło–Życie. Jak powiedział ks. Waldemar Maciejewski, jeden z organizatorów oazy na ŚDM, ich celem było zaproszenie młodych do odnowienia relacji z Jezusem i przybliżenie charyzmatu ruchu. – To był dobry czas. Wspólnie modliliśmy się i dzieliliśmy wiarą – dodał. Aby dotrzeć z przesłaniem sługi Bożego ks. Franciszka Blachnickiego i przybliżyć znaczenie Ruchu Światło–Życie, oaza na ŚDM przygotowała specjalne broszury w sześciu językach.

Oazowicze zapraszali do siebie młodych pielgrzymów, rozdawali im krótkie cytaty z Biblii, zachęcali do modlitwy i medytacji zgodnie z ideą tzw. Namiotu Spotkania. Nie zabrakło wspólnych zabaw i śpiewu. W tańcach lednickich prowadzonych przez Pawła Jagodzińskiego nie tylko Włosi i Hiszpanie świetnie sobie radzili. Oaza na ŚDM w kościele Bożego Ciała w Krakowie gościła trzech polskich biskupów. Katechezy o Bożym miłosierdziu wygłosili tam kolejno: bp Edward Dajczak, abp Adam Szal i bp Adam Wodarczyk. To było niczym „dotlenienie duchowe”, by użyć słów papieża Franciszka skierowanych do młodych pielgrzymów. Po tak intensywnej działalności ewangelizacyjnej w centrum Krakowa oaza na ŚDM udała się na Campus Misericordiae. Członkowie ruchu entuzjazmem wiary i świadectwem życia dzielili się dalej z młodymi świata. – Jesteśmy zmęczeni, ale bardzo szczęśliwi – mówili zgodnie.

Śp. Maciej Szymon Cieśla, najczęściej wspominany młody Ślązak  w Krakowie.   Śp. Maciej Szymon Cieśla, najczęściej wspominany młody Ślązak w Krakowie.
Archiwum rodzinne
Na Światowych Dniach Młodzieży nie mogło zabraknąć także młodych, którzy przez trzy lata przygotowywali ŚDM w archidiecezji katowickiej. Niektórzy z nich najwyraźniej tak polubili tę pracę, że także do Krakowa wybrali się jako wolontariusze. Wśród nich znalazł się Marceli Łyczko, rzecznik Diecezjalnego Centrum ŚDM. Co najbardziej utkwiło mu w pamięci? – Pierwsze spotkanie z papieżem Franciszkiem i jego słowa do młodzieży. Mówił, żebyśmy byli radośni, żebyśmy nie wstydzili się swojej wiary, byśmy byli otwarci na innych ludzi, a przede wszystkim na miłosierdzie względem drugiego. W pamięci utkwiła mi też Msza Otwarcia. Całe niebo było wtedy zachmurzone. A podczas Przeistoczenia i w czasie przekazywania znaku pokoju pojawiła się niewielka przestrzeń, przez którą przeszło mnóstwo promieni słońca. To był niesamowity znak dla nas wszystkich, że są Światowe Dni Młodzieży, że jesteśmy tu po to, żeby się zjednoczyć i żeby kochać drugiego człowieka... – wyjaśnia.

Sobotnie czuwanie wraz z Kingą Ludwiczak, sekretarzem Diecezjalnego Centrum ŚDM, i młodymi spędził bardzo blisko papieża, na scenie. – To było naprawdę niezwykłe czuwanie, nigdy wcześniej czegoś takiego nie doświadczyłem. Cieszyłem się, że mogłem tam być. To cud, bo uważam się za wielkiego grzesznika, nie powinienem być w tym miejscu. Ale to pokazuje też, jak Pan Bóg jest wielki – potrafi ściągnąć właśnie takich ludzi w takie miejsce i w ten sposób im błogosławić. Myślę, że to jest miłosierdzie, o które wszyscy teraz tak mocno walczymy – tłumaczy. Jednak najbardziej zapamiętanym Ślązakiem w Krakowie był zmarły 2 lipca Maciej Cieśla z Katowic, 27-letni grafik ŚDM, autor m.in. wizualizacji świętych na ulicach Krakowa czy ornatów papieża i kapłanów. To jemu Ojciec Święty poświęcił pierwsze wystąpienie z okna na Franciszkańskiej. Później spotkał się z jego najbliższymi. Na koniec przesłanie Maćka do młodych świata na spotkaniu wolontariuszy przeczytał jego brat Michał. – Muszę powiedzieć wam o czymś, co zasmuci wasze serca – tymi słowami papież przywołał Maćka. – Proszę was o ciszę, to historia życia jednego z was. (…) – W listopadzie zdiagnozowano u niego raka. Lekarze nie mogli zrobić nic, jedynie amputować nogę. Chciał żyć wtedy, kiedy przyjedzie papież. Nawet miał zarezerwowane miejsce w tramwaju, którym będzie podróżował papież. Zmarł 2 lipca. Wszyscy byli tym bardzo poruszeni z powodu dobra, które przyniósł (…). – On jest tutaj z nami – mówił Ojciec Święty. Nastąpiła cisza, podczas której wszyscy modlili się za Maćka.

– Ktoś mógłby powiedzieć, że papież psuje wam wieczór. Ale taka jest prawda. Powinniśmy się przyzwyczaić i do dobrych, i do trudnych rzeczy. Takie jest życie, kochani młodzi. Ale jest jedna rzecz, w którą nie powinniśmy nigdy wątpić – to wiara tego chłopaka, tego naszego przyjaciela, który tyle pracował dla ŚDM. Wiara zaprowadziła go do Jezusa. On jest teraz z Jezusem i patrzy na nas wszystkich. To jest wielka łaska. Brawa dla naszego towarzysza! Także my kiedyś go spotkamy. „To byłeś ty! Miło cię poznać”. Takie jest życie: dziś jesteśmy tu, jutro będziemy tam. Najważniejsze, by wybrać odpowiednią drogę. Tę, którą wybrał on.

Ostatnie przesłanie Maćka młodym wolontariuszom przeczytał jego brat: „Jedna z napotkanych osób zapytała mnie, jakie jest moje największe marzenie. Dopiero wtedy dotarło do mnie, jak szybko mogą zmienić się priorytety i cele w życiu. Wielu z nas marzy o wielkich karierach, dużej rodzinie, szybkim awansie, majątku, dużym domu czy szybkim samochodzie. Ja od pół roku mam jedno marzenie – chciałbym po prostu żyć. Chciałbym spotkać się z wami podczas kolejnych ŚDM i móc powiedzieć: już wszystko OK. Na koniec życzę wam, byście cieszyli się życiem. Każdy dzień jest piękny, jednak nie zawsze w natłoku obowiązków dostrzegamy, jak bardzo jesteśmy szczęśliwi. Czasem trzeba po prostu dostać obuchem w łeb, by to dostrzec. Życzę wam, byście byli w stanie to dostrzec bez potrzeby takich doświadczeń”.