Z Palermo na Śląsk

prze

|

Gość Katowicki 50/2015

publikacja 10.12.2015 00:00

Nowy kościół w północnej dzielnicy Chorzowa jest już gotowy. Wyrósł na miejscu starego, przerobionego ze... stodoły.

Święta Rozalia  w nowym kościele Święta Rozalia w nowym kościele
Przemysław Kucharczak /Foto Gość

W jego ławkach mieści się około 400 osób. Nosi rzadkie wezwanie – Matki Bożej Nieustającej Pomocy i św. Rozalii. Maryja – wiadomo. Skąd jednak wzięła się w Chorzowie-Maciejkowicach Rozalia, XII-wieczna święta z dalekiego Palermo na Sycylii?

300 ludzi umiera

– To ma związek z epidemią cholery, która dotknęła te okolice w drugiej połowie XIX wieku. W samych Maciejkowicach zabiła około 300 osób – mówi ks. Paweł Bul, proboszcz i budowniczy nowego kościoła. – Otóż św. Rozalia była księżniczką, która jednak rozpoczęła życie pustelnicze i zmarła zapomniana. W Palermo szalała zaraza. Kiedy znaleziono szczątki Rozalii i przenoszono je przez Palermo, zaraza ustała.

Szybko więc księżniczka została uznana za patronkę na czas epidemii. Może tutejsi Ślązacy słyszeli o tej historii z Palermo? W każdym razie kult św. Rozalii w Maciejkowicach trwał. A w 1881 r. ludzie ustawili tutaj kamienny krzyż jako wotum za ustanie epidemii cholery. Umieścili tam także figurkę Rozalki – dodaje. Święta Sycylijka została patronką Maciejkowic, które należały wtedy do parafii Michałkowice. W liturgiczne wspomnienie Rozalii – 4 września – i w najbliższą przypadającą po nim niedzielę przychodzili tu modlić się ludzie z całej okolicy. Księża z Michałkowic odprawiali wtedy pod krzyżem w Maciejkowicach nieszpory, a w parafialnym kościele Sumę odpustową. – Niedaleko jest nawet szyb „Rozalia”. Także wiele kobiet miało na imię Rozalka. Świętej pamięci bp Czesław Domin opowiadał, jak kiedyś przychodził tu z mamą, właśnie Rozalką, z okazji odpustu – mówi.

Kościół w stodole

Mieszkańcy Maciejkowic w końcu lat 30. XX w. chcieli zbudować własny kościół. Zwozili już materiał, ale te przygotowania przerwała wojna. Później przyszli komuniści, którzy na budowę świątyni się nie zgadzali. Dopiero w 1958 r., po „odwilży”, dali pozwolenie. Z tym, że nie na wzniesienie nowego kościoła, tylko na przystosowanie do celów liturgicznych budynku gospodarczego.

Pierwszy kościół powstał więc w dużej... stodole. Miała drewnianą konstrukcję, ale mieszkańcy Maciejkowic obmurowali ją cegłami. Służyła jako świątynia przez blisko pół wieku. W 2003 r. inspektor nadzoru budowlanego stwierdził, że część belek, na których trzyma się konstrukcja, jest spróchniała. Zauważył też pęknięcia na murze. – Stary kościół nie miał nawet ław fundamentowych, tylko, jak to stodoła, takie stopy. Inspektor pozwolił z niego jeszcze przejściowo korzystać, ale jego północna część została odgrodzona biało-czerwoną taśmą. W 2004 r. postawiliśmy kaplicę tymczasową. A później zburzyliśmy stary kościół i w 2005 r. zaczęliśmy budować nowy – relacjonuje ks. Bul.

Nowa świątynia powstała w 10 lat. Parafian jest tu niewielu, bo 1,5 tysiąca. Tendencja jest jednak – inaczej niż w większości śląskich parafii miejskich – wzrostowa. W Maciejkowicach powstały niedawno nowe osiedla, wprowadzają się tam młodzi ludzie. – Dziękujemy naszym parafiom patronackim i wszystkim ludziom, którzy nam w budowie pomogli – mówi ks. Paweł Bul. Nowy kościół poświęcił 5 grudnia arcybiskup katowicki Wiktor Skworc.

Więcej zdjęć na: katowice.gosc.pl.