Skóra, złoto i cerata

Marta Sudnik-Paluch

|

Gość Katowicki 36/2015

publikacja 03.09.2015 00:00

Ginący zawód. Współpracownicy są zgodni: pani Bernadka ma złote ręce. To zresztą dobrze widać po efektach jej pracy: starannie wykonanych okładkach ksiąg, misternie zszytych grzbietach.

 Każda teczka jest ręcznie klejona i składana Każda teczka jest ręcznie klejona i składana
Marta Sudnik-Paluch /FOTO GOŚĆ

Jej zawód jest wyjątkowy. Podobnie jak imię. – Bo ja Bernardyna jestem. Tylko wszyscy Bernadka mówią. To przez to, że mój dziadek bardzo lubił piosenkę „Po górach, dolinach” i ten fragment „dziewczynka Bernadka szła po drzewo w las”. I kiedy się urodziłam, postanowił dowiedzieć się, co to za imię. Wie pani, wtedy o takie informacje nie było tak łatwo. Ludzie nie byli tacy oczytani. Więc dziadek otworzył sobie książeczkę do nabożeństwa i sprawdzał świętych. Trafił na Bernardynę, stwierdził, że pasuje i takie imię podał mojej mamie – opowiada Bernardyna Pechan, która pracuje w katowickiej Drukarni Archidiecezjalnej.

Choroba zawodowa

Nie marzyła o byciu introligatorem. Ale teraz nie żałuje. – Po szkole trafiłam do zakładów graficznych. Z ogłoszenia. To był czysty przypadek, ale popracowałam i zorientowałam się, że to jest to – wspomina.