Cześć, czyli hola!

Joanna Juroszek

|

Gość Katowicki 08/2015

publikacja 19.02.2015 00:00

Najpierw sam był na ŚDM w Madrycie. Potem pojechał na misje do Boliwii. Teraz znów chce wybrać się na ŚDM. Tyle że z Boliwijczykami. I do Polski.

Młodzi promują akcję. Na zdjęciu ze swoim misjonarzem i własnoręcznie wykonanym plakatem Młodzi promują akcję. Na zdjęciu ze swoim misjonarzem i własnoręcznie wykonanym plakatem
Archiwum prywatne

Akcję „Z Boliwii do Polski” wymyślił o. Paschalis Tomasz Jędrzejas z Korbielowa, z górnośląskiej prowincji franciszkanów. Do Polski, w tym też na Górny Śląsk, chce w 2016 r. zabrać 8–10 młodych w wieku 19–25 lat. Pierwsi sponsorzy już są, potrzeba kolejnych. Co młodzi oddaleni od nas o tysiące kilometrów wiedzą o kraju nad Wisłą? Że tam urodzili się niektórzy z ich misjonarzy. Znają też św. Jana Pawła II, który, jak na razie, jako jedyny papież odwiedził ich kraj. Młodzi co niedziela uczestniczą także w spotkaniach formacyjnych „inspirowanych Polską”.

Przygotowując się na nie, o. Paschalis korzysta z serwisu Krajowego Duszpasterstwa Młodzieży „Czat ze Słowem”, innym razem młodym opowiada o Polsce albo organizuje dla nich spotkania rekreacyjne. Oczywiście, misjonarze są po to, żeby mówić o Bogu. Czasem trudno jednak w nauczanie nie wpleść polskich akcentów. Jedna ministrantka o. Paschalisa nauczyła się więc trudnego nawet dla Polaków wierszyka „Leży Jerzyk koło wieży”. Inni pytają, jak po polsku mówi się „hola” i łamią język na śmiesznie dla nich brzmiących cz, ś, ć w słowie „cześć”. – Kiedyś puściłem im po polsku teledysk, w którym padło słowo „łaska”. I wszyscy zaczęli się śmiać. Okazało się, że łaska w Boliwii znaczy… dać komuś klapsa – śmieje się o. Paschalis. – Ja również się tu uczę, cały czas. Z takich prozaicznych spraw: skosiliśmy trawę i zaczęliśmy ją zbierać. Wszyscy się na nas patrzą i mówią: „Niepoważni, czemu zbierają tę trawę?”. Tłumaczę, że to przecież brzydko wygląda. – „Ale jak ją zbierzecie, to nowa szybciej wyrośnie” – wspomina.

Jeżeli misjonarzowi uda się zebrać pieniądze na bilety lotnicze, jego młodzież w 2016 r. przez parę dni zamieszka gdzieś na Górnym Śląsku. Ojciec Paschalis chce im pokazać także Częstochowę, Oświęcim, planuje również zabrać ich nad morze. To dla niego ważne, bo w Boliwii morza nie ma. Jednak „egzotyczna podróż” do Polski ma być nie tylko przygodą, ale również formą rekolekcji. Na ŚDM do Krakowa pojadą ci, którzy angażują się w życie parafii. Przed wyjazdem, poza regularnymi spotkaniami, od o. Paschalisa otrzymali także ekstrazadania: rozważanie tematów i cytatów z Pisma Świętego towarzyszących poprzednim spotkaniom młodych świata z papieżem. Pomysłodawca liczy także na polsko-boliwijską wymianę doświadczeń w życiu młodego Kościoła.

W Boliwii działają różne grupy, w tym młodzież franciszkańska, ministranci, oaza. Co ciekawe, założyciel tej ostatniej, ks. Franciszek Blachnicki, ten kraj Ameryki Południowej osobiście odwiedził. – Głównie zależy mi na duchowym przeżyciu tego czasu, żeby młodzi mogli zobaczyć, że nie są sami. Że jest wiele osób, które współdziałają z Kościołem, angażują się. Żeby, gdy wrócą do swoich rodzin, środowisk, tam, gdzie się uczą i pracują, mogli dawać świadectwo – wyjaśnia.

Boliwia niewątpliwie różni się od Polski. Misjonarz opowiada, że tam często dzieci mają już swoje dzieci. Młodzi swoją pełnoletniość świętują, kiedy kończą 15. urodziny. Pracy podejmują się jeszcze wcześniej. Niedawno wyszło tam prawo w wyjątkowych sytuacjach pozwalające na legalne zatrudnienie już 10-latków. Inna jest również duszpasterska praca, w której bardzo dużą rolę odgrywają świeccy liderzy. Wydaje się, że Boliwijczycy inaczej podchodzą też do Mszy św. – Indianie mają bardzo poważne rysy twarzy, ale na Eucharystii w ich oczach można zobaczyć radość – stwierdza o. Paschalis.

Początkowo o. Paschalis służył w miejscowości Concepción, od niedawna jest proboszczem katedry w Trynidad.

Więcej o tym, jak można finansowo wesprzeć przyjazd młodych, i o posłudze o. Paschalisa na Facebooku – „Ojciec Paschalis – Misje w Boliwii”.