Bierz noc w ciemno

Przemysław Kucharczak

|

Gość Katowicki 51-52/2014

publikacja 18.12.2014 00:00

Roczek adoracji. W środku Aglomeracji Górnośląskiej Jezus pod postacią hostii czeka na Ślązaków nawet nocną porą.

Jezus w fatimskiej  kaplicy nocnej adoracji w Panewnikach Jezus w fatimskiej kaplicy nocnej adoracji w Panewnikach
Przemysław Kucharczak /Foto Gość

Gdzie? U ojców franciszkanów w Katowicach-Panewnikach, w kaplicy fatimskiej. Można do niej wejść z zewnątrz, z placu przed bazyliką. Na razie Jezus jest tu wystawiony przez trzy noce w tygodniu: z czwartku na piątek, z piątku na sobotę i z soboty na niedzielę. „Roczek” nocnej adoracji świętowali 6 grudnia jej uczestnicy.

Co znów wymyślają?

Mieszkańcy bliższych i dalszych okolic najliczniej zjeżdżają się w noce z piątku na sobotę, jakby magnetycznie przyciągani obecnością wystawionego tu dla nich Chrystusa. Między 21.00 a 23.00 ludzi jest wtedy tak dużo, że nie mieszczą się w klęcznikach (jest w nich 16 miejsc), więc padają na kolana na posadzce.

– Jeśli jakiś proboszcz nosi się z myślą o wprowadzeniu nocnych adoracji u siebie, to w noc z piątku na sobotę może kościół w ciemno otwierać. Na pewno znajdzie pełną obsadę czuwających – zachęca Małgorzata Pawlicka, jedna z grupy osób, które zainicjowały nocne adoracje w Panewnikach. Ojciec Alan, proboszcz, wspomina, że na początku nie zareagował entuzjazmem na inicjatywę świeckich. – Przyszły kobiety, a ja myślę: „Co znowu wymyślają... Ale skoro chcą się modlić, to jak im powiem, że nie?” – śmieje się. – Byłem sceptyczny ze względu na problemy techniczne do rozwiązania, ale panie miały to tak przemyślane, że każdą moją wątpliwość obalały. Ich propozycja nie dawała mi spokoju, cały czas za mną chodziła. Widać, to już Duch Święty się dobijał. Teraz mam pragnienie, żeby ta adoracja stała się wieczysta – mówi. Co proboszcza ostatecznie przekonało? – Świadectwa modlących się. No i argumenty świeckich, że mają w dzisiejszych czasach w ciągu dnia tyle spraw na głowie, że dopiero w nocy mogą wyrwać się z obowiązków. Tryb życia Polaków się zmienił, są dzisiaj o wiele bardziej zajęci pracą zawodową niż kiedyś. Widzę to nawet podczas prowadzonych przez nas kursów przedmałżeńskich. Na tym, który zaczyna się o 20.00, jest ponad stu narzeczonych! Dopiero ta pora im odpowiada, a niektórzy nawet i wtedy mają problem zdążyć z pracy – tłumaczy.

Proboszcz widzi, że i jemu samemu łatwiej skupić się na modlitwie w nocy, kiedy nie jest poddany presji kolejnych spraw do załatwienia, kiedy w kieszeni nie brzęczy komórka. – W adoracji nie chodzi o to, żeby coś mówić, ale żeby po prostu patrzeć na Jezusa i żeby On patrzył na nas. To zmienia ludzi nawet całkiem dostrzegalnie – mówi z pasją.

Głupiejący komputer

Kiedy Matka Teresa wprowadziła wśród swoich sióstr wieczystą adorację, liczba powołań wzrosła o 50 procent. W Panewnikach też widać owoce: liczba modlących się przed Najświętszym Sakramentem wzrosła nawet w ciągu dnia. Choć przecież we dnie Jezus jest tu wystawiony od lat. – Odczuwam Boże błogosławieństwo dla pozostałych parafialnych grup. Jest jakieś ożywienie w parafii, lepiej się w niej dzieje – uważa proboszcz. Zdaniem o. Alana, ogromne łaski, które spływają z tej jaśniejącej Hostii na ludzi, najwyraźniej wywołują też złość diabła. Sam doświadczył tego, że kiedy pisał w nocy tekst z zaproszeniem do wieczystej adoracji, w dziwny sposób psuł mu się komputer. Podobnych, zastanawiających zdarzeń doświadczyli niektórzy ze świeckich, kiedy próbowali dotrzeć do Panewnik w nocy. Ojciec Alan podkreśla, że świadczy to o ogromie łask, które z tej adoracji dla nich płyną. Zawsze przed Najświętszym Sakramentem czuwają po dwie zadeklarowane osoby.

Oprócz nich przyjeżdżają tutaj czuwać inni ludzie. Uczestnicy uważają, że Bóg wspiera ich w wypełnieniu tych zobowiązań. Stanisława Petryńska z katowickiego os. Zadole wspomina, że gdy raz już miała wychodzić na adorację, rozszalała się gwałtowna burza z ulewą. Stasia pomyślała o rezygnacji z wyjazdu. – Wtem ucichła burza i przestał padać deszcz. Ruszyłam na przystanek – cisza. Weszłam do bazyliki i wtedy burza... na nowo się rozszalała. Lało przez całą godzinę, kiedy byłam w środku. A kiedy wyszłam, już tylko kałuże świadczyły o tym, że w ogóle padało – wspomina. Ola z innej katowickiej parafii, kiedy pewnej nocy wyszła do samochodu, zauważyła, że ktoś urwał jej zderzak. Wisiał w taki sposób, że uniemożliwiał jazdę. Przemknęło jej przez głowę: „Jestem usprawiedliwiona, wracam pod pierzynę”. Została jednak i zaczęła intensywnie myśleć, jak to naprawić. Sądzi, że to Duch Święty dał jej natchnienie, żeby jednak spróbować coś zrobić. – Wzięłam zwykłą taśmę klejącą, posklejałam zderzak i... Bez problemu przyjechałam do Panewnik – wspomina.

Ola widzi, że w miejsce dotychczasowego zalęknienia jej życie wypełniły pokój i radość. Na „roczku” nocnej adoracji wspominała, jak biła się z myślami w sprawie pisemnej deklaracji udziału w niej. Powstrzymywał ją strach, że zawiedzie. Ola opiekuje się chorą mamą i pracuje w korporacji. Kto przez korporację przewinął się, wie, z czym to się wiąże... W pakiecie są m.in. wczesne wstawanie i późne powroty do domu. Na logikę – bez szans na regularny udział w adoracji. Kobieta bała się też, że samochód jej w nocy nie odpali, bo mróz. W końcu jednak wypełniła deklarację i zostawiła na furcie u franciszkanów. Wkrótce niespodziewanie zaczęła doświadczać wielkich łask. Wiąże je z tą modlitwą. Czuwa przy Jezusie od 1.00 do 3.00 w jedną noc na tydzień, od 8 marca. Już w kwietniu syn Oli podpisał ważny kontrakt, wcześniej zagrożony utratą. A na początku sierpnia syn z synową powiedzieli jej, że spodziewają się dziecka. – Oprócz tych dwóch wielkich łask zaczęłam zauważać w moim życiu takie codzienne łaski i błogosławieństwa, które komuś mogą się wydawać błahe – mówi. Mimo jej obaw samochód też za każdym razem był sprawny.

Przystojni z Lędzin

W całej Polsce jest tylko 10 parafii, w których można całodobowo, przez 7 dni w tygodniu, adorować Jezusa. Parafia w Katowicach-Panewnikach mogłaby zostać 11. Uda się, jeśli więcej ludzi zadeklaruje nocne czuwanie w konkretnych godzinach.

Zadeklarowani trwają nocami przy Panu zawsze po dwóch. Wcale nie trzeba być z Katowic, bo adoracja już dziś promieniuje stąd na o wiele większy obszar. – W tej chwili mamy 87 osób zadeklarowanych, w tym 57 z Panewnik. Pozostali są m.in. z Chorzowa, Rudy Śląskiej, Mikołowa, Wyr, Bytomia – wylicza Barbara Mrozek, jedna z osób, które organizują nocną adorację w Panewnikach. – Jeden pan przyjeżdża nawet z Lędzin, ale nie sam: zawsze z pełnym samochodem przystojnych mężczyzn... To, co dzieje się w czasie adoracji, to piękna, choć niewidzialna rzeczywistość – mówi.

W ostatnich tygodniach z różnych stron dochodzą informacje, że także inne śląskie parafie idą śladem Panewnik. Na razie w ramach testów, eksperymentów, przyglądania się, czy ludzie naprawdę są gotowi regularnie czuwać w nocy przy Panu, czy wystarczy im zapału. Na prośbę grupy świeckich zaczęli więc adorować Jezusa mieszkańcy Tychów – przez trzy noce w tygodniu, od czwartku do niedzieli, w kościele św. Marii Magdaleny. W noc z piątku na sobotę można też trwać przed Najświętszym Sakramentem w kościele św. Jadwigi w Chorzowie. A w Panewnikach, jeśli znajdą się ludzie, wkrótce będzie można czuwać przy Zbawicielu w kolejną noc: z niedzieli na poniedziałek. – Zachęcamy wszystkich do zadeklarowania się na konkretną godzinę. Jeśli macie takie pragnienie w sercu, nie bójcie się, dacie radę. Pan Bóg tak pokieruje okolicznościami, że będzie na to czas. A jeśli coś wypadnie, to uda się zorganizować zastępstwo – zachęca Barbara Mrozek.