Panie Boże, Ty się martw

Aleksandra Pietryga

|

Gość Katowicki 48/2014

publikacja 27.11.2014 00:00

- Kiedyś w sobotę po południu wrzuciłam potrzebującej kobiecie ostatnie dwa złote, jakie miałam w portfelu. Już nic nie zostało. I w poniedziałek przelew na konto z opieki społecznej, chociaż w tym dniu nigdy żadnych wypłat nie robią...

 Ania i Daniel Jaworscy z Rudy Śl. z 15-letnią Karoliną, 6-letnią Julką i 2-letnią Magdą.  Na zdjęciu brakuje jeszcze 13-letniego Rafała i 7-letniej Wiktorii Ania i Daniel Jaworscy z Rudy Śl. z 15-letnią Karoliną, 6-letnią Julką i 2-letnią Magdą. Na zdjęciu brakuje jeszcze 13-letniego Rafała i 7-letniej Wiktorii
Aleksandra Pietryga /Foto Gość

Najbardziej pamiętam pierwszą modlitwę, bo była czymś nowym w rodzinie – zwierza się Ania Malina-Jaworska. – Siedzieliśmy wszyscy w pokoju, nawet najstarsze dzieci były z nami, na stole wieniec adwentowy, jedna świeczka zapalona i byliśmy tą sytuacją tak... bardzo skrępowani. – Warunki może i były trudne, ale widzimy, że te wspólne modlitwy przybliżyły nas do siebie – dodaje jej mąż Daniel Jaworski. Wszystko zaczęło się od ks. Piotra Wenzla, kapelana Stowarzyszenia św. Filipa Nereusza w Rudzie Śl. Kiedy w czasie Adwentu odwiedzał ubogie rodziny, przynosił w prezencie wieniec.

Opowiadał o jego symbolice, o czterech świecach i zachęcał do modlitwy. To był dla wielu z nich pierwszy etap do pogodzenia się z Panem Bogiem i rozpoczęcia nowej przyjaźni z Nim. – Opowieści o tym, jak te rodziny przeżywały Adwent, a potem Boże Narodzenie, zainspirowały członków stowarzyszenia, żeby rok później wszystkie rodziny podopiecznych Nereusza obdarować wieńcami adwentowymi wraz z „instrukcją obsługi” – mówi Alina Szulirz, prezes stowarzyszenia. Nie chodzi o zwykłe wytyczne, ale o pokierowanie rodzin, w jaki sposób (często po raz pierwszy w życiu) usiąść wspólnie do modlitwy czy przygotować się do świąt Bożego Narodzenia. Każda z czterech świec oznacza intencję, w jakiej w danym tygodniu domownicy się modlą. – Dzieci pytają: o co się modlimy, po co się modlimy? A my odpowiadamy: żebyśmy na siebie nie krzyczeli – śmieje się Ania. – Dzieci widzą, jak się zmieniamy, jak się do siebie nawzajem odnosimy. Nie ma już alkoholu w naszym domu. Codziennie modlimy się o trzeźwość, żeby znowu kiedyś nie zapić...

Pierwsza na adwentowym wieńcu jest świeca przebaczenia. – Z tym miałam kiedyś problem – przyznaje Ania. – Modlę się, żebym umiała wybaczać. Szczególnie komuś, kto naprawdę mnie skrzywdził, a pozostał bezkarny. Taka wspólna modlitwa też wymaga niezłego samozaparcia, przekroczenia wewnętrznej bariery wstydu przed najbliższymi osobami w rodzinie. – Dziwnie tak usiąść z kimś do modlitwy, kiedy chwilę wcześniej nawrzeszczało się na niego – mówi Daniel. – Nie da się wspólnie modlić, dopóki się nie przeprosi, nie przebaczy... Druga to świeca wiary. W „instrukcji obsługi” adwentowego wieńca organizatorzy akcji napisali: „Najbardziej na świecie kocha nas Pan Bóg i On jak nikt pragnie dla nas szczęścia. Czasem trudno w to uwierzyć, zwłaszcza gdy pojawiają się kłopoty i zmartwienia (…). Warto z całych sił prosić o to, by ufać i wierzyć dobremu Bogu, by przylgnąć (czytaj: przytulić się) do Niego i poczuć się w Jego ramionach bezpiecznie”.

Trzeci tydzień adwentu to modlitwa o radość. „Bez niej nic nie cieszy, wszystko nudzi i ciężko ze sobą wytrzymać”. – Nie chodzi tylko o to, żeby samemu być wesołym, ale żeby wykazać się inicjatywą, jak sprawić radość innym – tłumaczą organizatorzy. – W tej instrukcji jest takie polecenie, żeby zrobić rodzinną naradę i zastanowić się wspólnie, komu i jak pomóc na święta, jak komuś sprawić radość – mówią Jaworscy. – My się tak wciągnęliśmy w to pomaganie, że teraz robimy to ciągle. Cały czas się czymś dzielimy. – I nigdy Wam nie brakuje? – Czasami brakuje – przyznaje Ania. – Ale potem się zwraca z nadwyżką. Kiedyś w sobotę po południu wrzuciłam potrzebującej kobiecie ostatnie dwa złote, jakie miałam w portfelu. Na poniedziałek już nic nie zostało. Mówię: „Panie Boże, Ty się martw”. I w poniedziałek przelew na konto z opieki społecznej, chociaż w ten dzień tygodnia nigdy żadnych wypłat nie robią. Czwarta świeca oznacza nadzieję. – Moje życie bardzo źle wyglądało – wyznaje Daniel. – Piłem, mieszkałem w noclegowni, byłem sam, właśnie bez nadziei. I kiedy poznałem Anię, wróciła nadzieja, bo żona mnie do Pana Boga przyprowadziła. Mam po co i dla kogo żyć. W ubiegłym roku wieńce adwentowe ze stowarzyszenia trafiły do ponad 200 rodzin. W akcję zaangażowani byli też księża ze Światła w Familoku. Oni podsunęli pomysł, by takie przeżywanie Adwentu zaproponować wszystkim rodzinom w parafiach. Teraz rodziny, które już to przeżyły, będą w kościołach dawać świadectwo. – Gdybym mogła, wszystkim bym o Panu Bogu opowiadała – mówi z zapałem Ania. – Nie wstydzę się, bo wiem, że On mnie uratował i cały czas mnie zmienia. Kiedyś bałam się nawet wchodzić do kościoła, bo wydawało mi się, że Pan Bóg się mną brzydzi. Dzisiaj wiem, że mnie kocha.