Rozdwojenie... sumienia

Przemysław Kucharczak

|

Gość Katowicki 39/2012

publikacja 27.09.2012 00:00

Pikieta pod Spodkiem. „Jak zabija się dzieci w pańskiej klinice, profesorze Wielgoś?” – baner z tym napisem przywitał w Katowicach ginekologów z całej Polski.

Obrońcy życia 19 września pod Spodkiem. Z 2,5-letnią Marysią na ręku stoi Kinga Małecka--Prybyło Obrońcy życia 19 września pod Spodkiem. Z 2,5-letnią Marysią na ręku stoi Kinga Małecka--Prybyło
Przemysław Kucharczak

Lekarze przyjechali dokatowickiego Spodka naXXXI Kongres Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego. Obrońcy życia, którzy zjechali się z Warszawy i kilku miast Śląska, już na nich czekali. Wśród wchodzących do Spodka ginekologów był prof. Mirosław Wielgoś, szef Kliniki Położnictwa i Ginekologii w Warszawie, w której zabijane są chore dzieci do 24. tygodnia ciąży. Ta klinika mieści się w szpitalu, który nosi nazwę... Dzieciątka Jezus.

Ratuj nas!

Obok napisu na banerze było widać zdjęcie prof. Wielgosia, zestawione ze zdjęciem dziecka zabitego w 24. tygodniu ciąży. Ginekolodzy-aborterzy nigdy nie używają słowa „dziecko” na określenie ludzi, których zabijają. Wolą używać słowa „płód”. Przechodnie pod katowickim Spodkiem mogli więc zobaczyć sami, czy zakrwawiona główka na zdjęciu należy do dziecka zabitego w majestacie obowiązującego prawa. Na innych banerach było widać ciałko zabitego malca z napisami: „Aborterzy zabijają dzieci z zespołem Downa” i „Ratuj nas!”. Pytaliśmy delegatów wchodzących na kongres ginekologów, co sądzą o pikiecie. Profesorowie i doktorzy, na których trafiliśmy, nie wyglądali na obojętnych. Przeciwnie, byli widocznie poirytowani. – Trudno to komentować. Nie mam ochoty w ogóle o tym mówić – odpowiedział nam delegat w eleganckim garniturze. Na krótkie pytanie dodatkowe, składające się z jednego słowa: „Dlaczego?”, zareagował wybuchem wściekłości: – Ale proszę mnie nie atakować! Palę sobie papierosa! Proszę odejść ode mnie!

W zupełności wystarczy

Inni delegaci ginekolodzy, których prosiliśmy o komentarz, byli spokojniejsi, ale też mieli problemy z umotywowaniem swojej negatywnej opinii o pikiecie. – Jestem zdumiony i zbulwersowany – powiedział nam delegat z Warszawy. – Czy może to pan doktor krótko uzasadnić? – poprosiliśmy. – Nie. Myślę, że to, co powiedziałem, w zupełności wystarczy – zakończył rozmowę. W trochę większym stopniu swoją opinię ujawnił nam kolejny ginekolog. – To jest uwłaczające godności ludzkiej, szczególnie że jesteśmy w Europie. To jest średniowiecze, proszę pana! – tłumaczył. – A dlaczego? – zapy- taliśmy. – Dlaczego?! Bo, proszę pana, decyzja o utrzymaniu ciąży w przypadku wad należy tylko i wyłącznie do pacjentki! – wybuchnął delegat. Odmówił przedstawienia się, powiedział nam tylko, że przyjechał z Warszawy.

Dzieci i krew

Tymczasem obrońcy życia stali sobie dalej spokojnie przed wejściem do Spodka. Biegały między nimi dzieci. – Nie boi się pani, że doznają szoku na widok tych krwawych zdjęć? – zapytaliśmy Annę Holocher z Czechowic-Dziedzic, prowadzącą portal www.aborcjatozbrodnia.pl. Na pikietę przyjechała z trzyletnimi bliźniakami Karolem i Maksymilianem. – Nie, takie małe dzieci jeszcze nie wiedzą, co to jest. Maks powiedział: „O, dziewczynka” na widok tego dziecka już urodzonego. Tego zabitego on po prostu nie widzi, dla niego to jest jakaś czerwona farba – tłumaczyła. – Pikietowaliśmy już z tymi plakatami Szpital Wojewódzki w Bielsku-Białej, gdzie – według naszych informacji – też, niestety, dokonuje się aborcji eugenicznych. Rodziłam w tym szpitalu. Jeden z moich bliźniaków przyszedł na świat z wrodzonym zapaleniem płuc i spędził tam dwa tygodnie pod respiratorem. Lekarze walczyli o jego życie i to naprawdę z poświęceniem. To jest taka niekonsekwencja, że o jedne dzieci walczą, a inne zabijają – powiedziała.

5-letni syn Kingi Małeckiej-Prybyło z warszawskiej Fundacji PRO – Prawo do Życia już jednak krew na tych zdjęciach rozpoznaje. – Mój Maksymilian pod wpływem wystawy bardzo chciał się dowiedzieć, dlaczego niektórym dzieciom na świecie dzieje się taka krzywda. Później wieczorem modlił się, żeby wszystkie mamy chciały swoich dzieci. Reaguje na tę wystawę bardzo pozytywnie, bez szoku. Rwie się, żeby przy jej organizacji pomagać. Rodzice powinni jednak o tym ze swoim dzieckiem rozmawiać. Językiem dopasowanym do jego wieku, ale mówiąc prawdę. I koniecznie z informacją, że można coś zrobić dla zapobieżenia temu złu – podkreśla.

Lekarze, wspieramy was

Ginekolodzy przyznają, że w ich zawodzie ogromną rolę gra przykład starszych kolegów. To od nich młody lekarz uczy się praktyki, bo ze studiów zna tylko teorię. Nieraz w pakiecie przyjmuje także utrwalone w środowisku opinie. Tymczasem środowisko ginekologów jest w dużej mierze skażone poglądami sprzed 30 lat, gdy nienarodzonych ludzi zabijano w szpitalach na skalę masową. Lekarze, którzy – zgodnie z prawem – urywali dzieciom w macicach ręce i nogi, są dziś profesorami i dyrektorami klinik. Jeśli ktoś przez długie lata przeprowadzał aborcje, nie będzie mu łatwo przyznać, że robił coś złego. Raczej będzie usiłował zagłuszyć sumienie powtarzaniem dziwacznego sloganu, że lekarz nie ma prawa do indywidualnych przekonań i indywidualnego sumienia. Może z tych powodów tylko jeden delegat na kongres odważył się podejść do pikietujących, żeby wyrazić swoją sympatię dla nich. To prof. Bogdan Chazan, były konsultant krajowy ds. ginekologii i położnictwa, a obecnie dyrektor Szpitala Ginekologiczno-Położniczego im. Świętej Rodziny w Warszawie. Mówił o tym, że 15 lat temu, gdy do szpitali wchodziło nowe pokolenie ginekologów, wykształcone już w wolnej Polsce, miał nadzieję, że w jego środowisku nastąpi duża jakościowa zmiana w podejściu do ochrony życia nienarodzonych. Rozczarował się, bo rewolucja jednak tu nie nastąpiła. Jest za to ewolucja w dobrym kierunku. – Ogół lekarzy ginekologów w dużo większym stopniu postrzega ochronę życia ludzkiego od poczęcia za wartość. Widać zmianę na lepsze, co pozwala mi patrzeć w przyszłość z umiarkowanym optymizmem – stwierdził prof. Chazan, stojąc przy obrońcach życia. – Być może w tej sali grupa ginekologów, którzy sprzeciwiają się aborcji, jest znacznie większa. Oni potrzebują wsparcia. Chcielibyśmy, żeby oni nasze wsparcie czuli – wyjaśniała Kinga Małecka-Prybyło, trzymając na ręku 2,5-letnią córkę Marysię. – Ginekolog to człowiek o szczególnej misji. To musi być przyjaciel życia, skoro temu życiu od pierwszych chwil towarzyszy. Liczymy na poruszenie wśród lekarzy i wzmocnienie tych, którzy tego potrzebują.•