Władze miasta zakupiły go w 1922 roku. Zawisł w biurze Edwarda Piełki, w miejskiej kasie rybnickiego Magistratu, którego gmach poświęcono w 1929 roku. Dekadę później do miasta wkroczyły wojska niemieckie. Kiedy jeden z żołnierzy wezwał do siebie Edwarda, młody księgowy był przerażony. Jak się okazało – niesłusznie. Żołnierz poinformował go, że z Magistratu zostaną usunięte wszystkie chrześcijańskie symbole. Polecił mu przyjść wieczorem, aby zabrać krzyż i uchronić go przed wyrzuceniem.
- Dziadek zawsze powtarzał, że to był człowiek przez duże „C” – opowiada Lucyna Tyl z Wydziału Informacji, Kultury i Promocji UM Rybnika, prywatnie wnuczka Edwarda Piełki. Zgodnie z poleceniem księgowy przyniósł krucyfiks do swojego domu. Żołnierza nigdy więcej nie spotkał.
Po wojnie Edward Piełka nie wrócił już do urzędu. Krzyż pozostał w jego domu – Lucyna Tyl pamięta, że wisiał nad łóżkiem w sypialni dziadka. W latach PRL-u nie było mowy o umieszczeniu symboli religijnych w urzędach. Kiedy jednak ustrój się zmienił, Piełka postanowił zwrócić krucyfiks tam, gdzie było jego miejsce. W 1991 roku przekazał go na ręce ówczesnego prezydenta Rybnika Józefa Makosza. „Przyjmujemy ten Krzyż – znak wiary, ale i ciągłości historycznej z należną Mu czcią i z wdzięcznością. Znajdzie On godne miejsce w biurze Skarbnika Miasta, gdzie otoczony miłością stanie się inspiracją do cierpliwej, ofiarnej służby na rzecz mieszkańców Rybnika” – pisał Józef Makosz w liście, który skierował do Piełki. Data przekazania krzyża także była symboliczna – Wielki Piątek 1991 roku.
Edward Piełka z krzyżem, 1991 rok.
archiwum rodzinne
Teraz krucyfiks zmienił miejsce – z inicjatywy prezydenta Piotra Kuczery zawisł w sali sesyjnej im. Władysława Webera, która właśnie została odrestaurowana pod okiem konserwatora zabytków. – Chcieliśmy jak najwierniej odtworzyć tę historyczną przestrzeń, zgromadzić w niej jak najwięcej oryginalnych pamiątek sprzed stu lat – opowiada Jacek Reclik, naczelnik Wydziału Technicznego. O detalach budynku mógłby opowiadać godzinami. Choćby o stojącym przy stole prezydialnym zegarze, pochodzącym z początku XX wieku. – Powstał w dolnośląskiej firmie zegarmistrzowskiej, która w szczytowym okresie zatrudniała aż 700 pracowników! – opowiada. Jej założycielem był Gustaw Becker, później firmę przejął jego syn Paul Albert, a zakład osiągnął zawrotną liczbę miliona sprzedanych zegarów.
Sala sesyjna UM w Rybniku z zabytkowym krucyfiksemGość Katowicki
Prawie sto lat ma także potężny żyrandol w stylu art déco. Jego renowacja nie była łatwym zadaniem – specjalistyczna firma musiała rozebrać go na miejscu, odnowić każdy element, a później na nowo zamontować bezpośrednio w sali sesyjnej. – Uchwyty, w które wkręca się żarówki, są wykonane z porcelany – zdradza Jacek Reclik.
Największe wrażenie robią jednak witraże. W Urzędzie znajduje się ich osiem, z czego pięć w sali sesyjnej. Przedstawiają zawody, które były najpopularniejsze w Rybniku sto lat temu: handel, hutnictwo, górnictwo i rolnictwo. Centralny witraż przedstawia kobiecą postać, trzymającą w dłoniach herb miasta. Witraże powstały w pracowni Stanisława Gabriela Żeleńskiego – rodzonego brata Tadeusza Boya-Żeleńskiego. Dzieła jego autorstwa znajdują się w dziesiątkach kościołów w Krakowie, Lwowie, a nawet Londynie czy Pradze.
Salę sesyjną Urzędu Miasta można zwiedzać podczas cyklicznie organizowanych dni otwartych.









