Lubomia, Radlin, Rybnik, Wodzisław Śląski, Gaszowice, Turza Śląska, Jastrzębie-Zdrój – lista miejsc, z których pielgrzymi przybyli dziś pieszo na Wielki Odpust Pszowski jest długa. A przecież nie wszyscy przywędrowali w zorganizowanych grupach! Wielu pielgrzymów przyjechało indywidualnie, wielu przyszło z okolicznych parafii. Wszyscy zgromadzili się wokół Matki Bożej Uśmiechniętej, żeby świętować urodziny Maryi.
Uroczystości rozpoczęły się o 10.00 modlitwą różańcową. W tym czasie wielu pielgrzymów udawało się do wnętrza bazyliki, aby pokłonić się przed cudownym obrazem i zawierzyć Maryi swoje intencje.
Tuż przed 11.00 do bazyliki przybyli abp Andrzej Przybylski, abp Wiktor Skworc i bp Marek Szkudło. Powitani przez Basię, Szymona i Antosię – dzieci, które w tym roku przystąpiły do Pierwszej Komunii – udali się przed obraz, gdzie wspólnie z wiernymi odśpiewali litanię do Matki Bożej Pszowskiej. Serca wszystkich skradł mały Staś, który przywitał Matkę Bożą, odczytując list przygotowany specjalnie na tę okazję.
Kilkuletni Staś wita Matkę Bożą podczas Wielkiego Odpustu PszowskiegoGość Katowicki
– Szczęść Boże w miejscu, gdzie od ponad 300 lat Maryja delikatnym uśmiechem nieustannie wskazuje na Chrystusa. Cokolwiek się działo przez te lata, Ona ciągle każdemu, kto tu przychodzi, pokazuje: Jezus – droga, prawda, życie – witała pasterzy i gości pani Maria, przedstawicielka parafian.
Uroczysta Eucharystia sprawowana była tradycyjnie na ołtarzu, usytuowanym na zewnątrz kościoła. Przewodniczył jej abp Andrzej, a koncelebrowali biskupi i wielu kapłanów, przybyłych na uroczystość.
Gość Katowicki
W homilii arcybiskup opowiedział o swoich doświadczeniach związanych z oględzinami Ikony Jasnogórskiej dokonywanych przez konserwatorów sztuki, w których kilkukrotnie uczestniczył. Konserwator wskazywał różne miejsca – w jednym deska była pęknięta, w innym nadpalona, gdzieś był odprysk farby.
– Ale w obrazie nie o deskę i farby chodzi, bo w tym obrazie jest obecność. Obecność Kogoś, kto w tym obrazie idzie przez historię, doświadcza naszego losu, doświadcza naszych smutków i naszej radości – mówił. Przywołał historię pszowskiego obrazu – wizerunku Maryi, który pielgrzymi zakupili na Jasnej Górze jako prezent dla swojego proboszcza. W trakcie drogi obraz zamókł i wymagał renowacji. To wtedy Maryja zyskała swój charakterystyczny uśmiech. Początkowo obraz zawisł w zakrystii. Dopiero kiedy po modlitwie przed tym wizerunkiem pojawiły się pierwsze cuda, uzdrowienia i nawrócenia, przeniesiono go do głównego ołtarza.
– Historia tego obrazu bywała trudna. Okradziono ją z biżuterii i z wotów. Trzy razy ktoś ukradł korony i trzeba ją było koronować na nowo. Chciałbym, żebyśmy dziś od Pszowskiej Pani nauczyli się czegoś niezwykłego: trudnej sztuki przyjmowania rany. Bo nie przejdziesz przez życie bez zranienia. Codzienność jest taka, że się ścieramy, ranimy, mamy różne poglądy. Tych ran nigdy nie zabraknie. Ale Pani z Pszowa chce Ci powiedzieć: „zraniony, uśmiechaj się mimo wszystko”, „zraniona, nie przestań kochać” – podkreślał kaznodzieja.
Nawiązując do Ewangelii stwierdził, że dziś bardzo potrzebujemy maryjnej zdolności do ciągłego przebaczania. – Bo ona okradziona i czasem sprofanowana, nie przestanie nas kochać – przypominał.
– Wszyscy wiemy, jak tego przebaczenia potrzeba bardzo w Kościele, w świecie i w Polsce. Aż czasem się zastanawiamy, jakie jest wyjście z tego kotła w Polsce, kiedy wszyscy się kłócą, obrażają, gniewają i zioną do siebie zemstą i nienawiścią. Przecież tak można tylko zniszczyć Polskę, a nie zbudować jej wolność – mówił, przypominając o potrzebie wzajemnego przebaczenia i stanięcia w prawdzie.
Eucharystię zakończyło odśpiewanie uroczystego Te Deum laudamus. Po błogosławieństwie pielgrzymi udali się do farskiego ogrodu na rodzinny festyn. Nie zabrakło potraw z grilla, bigosu czy domowych ciast, a siostry boromeuszki zapraszały na „zakonną szpajzę”. Festynowi towarzyszył koncert „Rymo–rytmy maryjne”, którego wykonawcami byli Piotr Polok i Przyjaciele.










