Koniec wakacji a zarazem początek nowego roku formacyjnego był okazją do wspólnej modlitwy duchowieństwa archidiecezji katowickiej. W tym roku biskupi, prezbiterzy, diakoni i alumni przybyli do Sanktuarium Matki Sprawiedliwości i Miłości Społecznej w Piekarach Śląskich. U tronu Śląskiej Gospodyni modlili się w intencji uświęcenia duchowieństwa oraz o nowe powołania. - Istotą tego spotkania jest przede wszystkim spotkanie z Bogiem, z Matką Bożą i także nasze między sobą. Prośmy Ducha Świętego, aby nas poprowadził przez nabożeństwo Drogi Krzyżowej, potem przez rozważania, adorację i Eucharystię - zwrócił się na początku do zebranych duchownych abp Andrzej Przybylski.
Pierwszym punktem sobotniej modlitwy była Droga Krzyżowa, którą odprawiono na piekarskiej kalwarii - miejscu które 130 lat zostało konsekrowane, a które kolejne pokolenia nazywały "Śląską Jerozolimą". Rozważania podczas nabożeństwa wygłosili przedstawiciele duchowieństwa. W czasie modlitwy polecano Bogu wszystkich duchownych, miejsca i wspólnoty, w których posługują, proszono także o pokój na całym świecie.
Konferencję wygłosił ks. Andrzej Gołębiowski SDB.
Tomasz Nocoń /Foto Gość
Następnie duchowni udali się do piekarskiej bazyliki, gdzie wysłuchali konferencji ks. Andrzeja Gołębiowskiego SDB. Salezjanin wskazał na beatyfikowanych niedawno męczenników salezjańskich jako tych, którzy mogą być nie tylko orędownikami w niebie, ale przede wszystkim wzorami do naśladowania. W swoim wystąpieniu ks. Gołębiewski mówił m.in. o tym, że różnorodność jest bogactwem Kościoła. - Drodzy bracia, to, że jesteśmy razem, że nie jesteśmy dla siebie konkurentami w naszym powołaniu i kapłaństwie, to jest bogactwo Kościoła i bogactwo kapłaństwa. To, że jesteśmy różni, to, że możemy mieć różne charyzmaty, którymi możemy dzielić się w Kościele, to jest piękne. Ale jednocześnie ważna jest umiejętność współpracy ze sobą, traktowania siebie po bratersku, a nie jako konkurenta - mówił. Po konferencji nastąpiła adoracja Najświętszego Sakramentu, po której rozpoczęła się wspólna Eucharystia.
Liturgii przewodniczył abp Andrzej Przybylski, obecni byli także biskupi pomocniczy - Marek Szkudło, Adam Wodarczyk i Grzegorz Olszowski. Wraz z pasterzami Mszę św. koncelebrowali prezbiterzy archidiecezji katowickiej. Wspólnie z nimi modlili się także alumni Wyższego Śląskiego Seminarium Duchownego oraz diakoni stali. - Każdy z was po imieniu został wezwany do kapłaństwa lub służby i bycia inkardynowanym w tej cząstce Kościoła powszechnego. Dlatego jeszcze raz w tej Mszy św. za każdego kapłana, diakona, za każdego kleryka i każdego powołanego do służby Bożej, ale też i za wszystkie osoby konsekrowane, za wszystkich ludzi świeckich, do których przecież jesteśmy powołani, dziękuję i modlę się - mówił na początku liturgii metropolita katowicki.
Adoracja zakończyła się błogosławieństwem Najświętszym Sakramentem.
Tomasz Nocoń /Foto Gość
W homilii abp Przybylski przywołał postać prymasa Polski bł. kard. Stefana Wyszyńskiego. Przypomniał też, jak wyglądał jego kardynalski herb, gdzie na trzech polach widnieją: Matka Boża, ścięta głowa św. Jana Chrzciciela oraz trzy lilie będące symbolem czystości. Wokół tej heraldycznej symboliki arcybiskup skupił swoje rozważanie. - Jeśli jest jakaś siła jednocząca, siła, w imię której można poruszyć duchowieństwo archidiecezji katowickiej, jeśli jest jakaś siła, która może nam wspólnie pomóc zmobilizować się do wielkiej Bożej sprawy, to tą siłą jest Matka Boża. Dlatego zaprosiłem was w tym roku do Piekar. Dlatego chcę was poprosić, abyśmy z ludem Bożym Górnego Śląska 8 grudnia odnowili akt oddania siebie i Kościoła Niepokalanemu Sercu Maryi. Tak zrobił nie tylko prymas Wyszyński. Tą drogą poszedł sługa Boży kard. August Hlond. Tą drogą szedł Jan Paweł II, wytyczając sobie swoją misję słowami Totus Tuus Mariae, czy sługa Boży ks. Franciszek Blachnicki. Oni wszyscy ubezpieczyli swoje życie, swoje powołanie i swoją posługę w Kościele, oddając się w opiekę Maryi - mówił, nawiązując do pierwszego elementu herbu kard. Wyszyńskiego.
- Drugie pole to męczeństwo św. Jana Chrzciciela. Oczywiście trudno w nim widzieć tylko tę głowę na misie, ale ta głowa na misie jest znakiem tego, że ten wielki prorok gotów był oddać głowę, stracić życie dla sprawy Chrystusa, a my się chcemy do tego wszyscy mobilizować, by dać życie za Jezusa - nauczał abp. Andrzej. - Jak słyszycie jakieś świadectwa pewnie ważna jest mądra teologia, mądra apologetyka w Kościele. Ale co ludzie najbardziej chcą słyszeć? Świadka. Kogoś, kto stanie przy ambonie i powie: "spotkałem Pana, widziałem Pana. Spotykam się z Nim, rozmawiam. On żyje w moim życiu. Nie jest teorią". I to jest bardzo zasadniczy moment u św. Jana Chrzciciela. Ludzie patrząc na nas, księży, to doskonale czują. Czy my spotykamy Jezusa? Czy my Go widzieliśmy? Czy jesteśmy Jego przyjaciółmi? Czy On żyje w nas? Czy jest tylko teorią, tylko jakimś teoretycznym głoszeniem? - pytał metropolita i wyjaśnił, że "spotykanie się z Jezusem ma sens, szczególnie dla tych chwil, kiedy w kapłańskim życiu jest sporo ciemnych nocy i kryzysów".
Arcybiskup przywołał także trzeci symbol z herbu błogosławionego Prymasa - trzy lilie. - Wiemy, że one są znakiem czystości. Czytałem kiedyś taki prosty obraz i definicję świętego, że święty jest jak okno otwarte z widokiem na niebo - rozpoczął. - Myślę, że trzeba tę definicję też odnieść do nas, księży. Kim ma być ksiądz? Kim mamy być dla ludzi i świata? Mamy być jak okna otwarte z widokiem na Boga, żeby ludzie w nas widzieli, że jesteśmy otwarci na Boga nieustannie i że oni, patrząc na nas jak w okno, mogą widzieć Boga, że nie zasłonimy im siebie. Wiemy, jak ważna w tym wszystkim jest ta symbolika lilii, która oznacza czystość, przeźroczystość. Przyznajmy się, ile razy nasze grzechy i nieczystości zasłoniły ludziom Boga. Ilu przez nasze nieczystości ludzi powiedziało: "Nie chodzę do kościoła, nie chcę wierzyć. Straciłem wiarę". Te lilie są znakiem tego, że bez troski o czystość, o przeźroczystość możemy nie być oknem z widokiem na Boga. Możemy komuś zasłonić ten widok - przestrzegał duchownych.
- Jestem z wami prawie rok. Jeszcze nie wszystko poznałem o naszym Kościele katowickim. Pewnie wy lepiej ode mnie znacie więcej jego problemów, bolączek, kłopotów. Pewnie wiecie więcej. Ja też wiele z nich poznałem. Ale żaden problem nie zasłonił mi piękna tego Kościoła. Żaden problem i kłopot nie zmusił mnie, oślepił mnie do tego, bym zwątpił, że w tym Kościele jest łaska Boża, Bóg, Jezus. Proszę was, nigdy w to nie zwątpicie - prosił swoich współpracowników.
Na zakończenie wspólnej Eucharystii za ich obecność i ofiary dziękował kapłanom ks. kan. Mirosław Godziek, proboszcz i kustosz piekarskiego sanktuarium. Słowa podziękowania skierował do duchownych także abp Przybylski. - Dziękuję za ten czas, za obecność i za wspólną modlitwę. Myślę, że głęboko w to wierzymy, że piękne i ważne są każde modlitwy, te nasze osobiste, ale Bogu są miłe te momenty, kiedy modlimy się razem, zwłaszcza nim księża. Dziękuję, że nie było dla was ważniejszych, cenniejszych zajęć dzisiaj, choć macie ich pełno, ale odłożyliście je, żeby tutaj być - dziękował metropolita.
W tym roku data pielgrzymki duchowieństwa miała także symboliczny charakter, o którym opowiedział bp Marek Szkudło. - Rok temu, 29 sierpnia, we wspomnienie ścięcia św. Jana Chrzciciela, byłem jeszcze razem z całym naszym lokalnym Kościołem w trakcie oczekiwania na nowego arcybiskupa. Jako że pełniłem posługę administratora, to w tym dniu wszystkich pracowników kurii zaprosiłem do kaplicy na godz. 12, bo wtedy kończyło się embargo tej wiadomości, że mamy nowego arcybiskupa. Wtedy odczytałem dekret nuncjatury, który powiadomił nas, że biskup pomocniczy Andrzej Przybylski został przez Ojca Świętego mianowany metropolitą katowickim - wspominał bp Marek. - Cieszymy się, że już prawie rok - bo 4 października odbył ingres - jest z nami ksiądz arcybiskup Andrzej - dodał.










