W uroczystość św. Floriana, patrona miasta Chorzowa, metropolita katowicki sprawował Mszę św. w tamtejszym sanktuarium.
Mieszkańców i władze miasta z prezydentem Szymonem Michałkiem na czele powitał proboszcz sanktuarium św. Floriana ks. Damian Gajdzik. Podziękował za obecność abp Andrzejowi Przybylskiemu i zaprosił do modlitwy wypraszającej potrzebne łaski. Głos zabrał także prezydent Chorzowa. – Twoja obecność pośród nas umacnia naszą wiarę – podkreślił Szymon Michałek.
Zwracając się w homilii do zebranych, abp Andrzej Przybylski przypomniał, że „ogień ma bardzo różne, czasem skrajne właściwości”: nie można żyć bez energii i ciepła, jakie daje, ale może też stanowić zagrożenie i spopielać wszystko, co stanie mu na drodze. – Dlaczego mówię o tych różnych właściwościach ognia? Bo w naszym ludzkim życiu, w naszym sercu i w naszych wspólnotach może w nas być różnego rodzaju ogień. Pamiętacie z Ewangelii, jak Pan Jezus powiedział kiedyś dziwne słowa: „Przyszedłem, żeby ogień rzucić na ziemię”? On, miłosierny Pan Bóg, mówi, że przychodzi po to, żeby na ziemię rzucić ogień. (…) Bo miłość Boga jest tak płonąca, tak żarliwa, że jest jak ogień, który podtrzymuje naszą miłość, podtrzymuje nasze dobro – mówił.
Metropolita katowicki zauważył, że każdy człowiek potrzebuje w swoim życiu „ognia miłości, żeby ta miłość się szybko nie wypalała, nie gasła, nie płonęła tylko przez chwilę”. – Jak bardzo dzisiaj w świecie potrzebujemy tego ognia, który jest światłem prawdy. Bo tyle jest kłamstwa, bo tyle jest w świecie półprawd, oszustwa, że już sami czasem nie wiemy, która z informacji jest prawdziwa – zwrócił uwagę. – Jak to mówił papież Benedykt XVI, żyjemy w dyktaturze relatywizmu: każdy ma swoją rację. Każdy uważa, że ma kawałek światła. Potrzebujemy takiego ognia od Boga. Ten ogień to jest ogień miłości, ale to jest też ogień spalania się. Pan Jezus na krzyżu płonął taką miłością, takim ogniem, że spalił siebie do końca, oddał siebie dla drugich. Nie żył tylko dla siebie, nie myślał tylko o sobie, ale wypalił się aż do końca na krzyżu. (…) Ognia, którego przecież bardzo potrzebujemy, bo światu brakuje miłości, bo ludziom coraz bardziej brakuje prawdy. Bo coraz więcej ludzi żyje tylko dla siebie, nie potrafi się spalać dla innych, poświęcać dla drugich, czasami dla własnego miasta, dla własnej rodziny – dodał.
Abp Andrzej Przybylski przypomniał zebranym, że ludzi może także spalać ogień złych namiętności – stąd obraz piekła jako ognia. – Zobaczcie, jak taki zły ogień niszczy nas. Jak te złe, płytkie namiętności psują nasze rodziny, nasze wzajemne relacje, nasze dobro wspólne. Jak czasem w pogoni za tymi namiętnościami gubimy jakąś racjonalność, gubimy jakieś dobro wspólne – mówił.
Odwołał się do przykładu patrona miasta. – Jak Florian może nam pomóc rozpalić ten ogień? Jest na to jeden sposób, najpewniejszy. O nim dzisiaj w Ewangelii mówi Pan Jezus. Najpierw w tej Ewangelii wezwał nas do miłości. „Miłujcie się wzajemnie”. Ale żebyście umieli się wzajemnie miłować, miłujcie Boga, bo Bóg jest miłością. Kochani, dlaczego coraz mniej umiemy kochać? Dlaczego coraz więcej nam brakuje takiej wiernej miłości? Bo może nam coraz bardziej brakuje Boga? Bo żeby kochać drugiego człowieka tą dobrą miłością, nie namiętnością, to trzeba tę miłość przyjąć z góry od Pana Boga. Jak nie będziemy wierzyć w Boga, jak nie będziemy od Boga przyjmować tej Jego czystej miłości, ognia miłości, to zostaniemy z ogniem, ale z ogniem piekielnym. Z ogniem przyjemności, namiętności, nie do zaspokojenia – mówił. Przypomniał, że ratunkiem jest ogień Ducha Świętego, który „przepala indywidualizm, strach i myślenie tylko o sobie”.