Sumie odpustowej w bieruńskim sanktuarium św. Walentego przewodniczył metropolita katowicki.
Modlitwę rozpoczęła pieśń „O tym świętym Walencinie”. Utwór: „O tym świętym Walencinie, wielka sława o nim słynie. Jaki on to prześliczny był, oliwnemu drzewu podobny był” jest znany od średniowiecza i dowodzi trwałości kultu tego świętego w okolicy Bierunia. – Święty Walenty, wierny świadek Chrystusa aż po męczeństwo, przypomina nam, że prawdziwa miłość ma swoje źródło w Bogu i wyraża się w wierności, odwadze oraz gotowości do ofiary – przypomniał zebranym ks. Marcin Pękała, proboszcz tamtejszej parafii św. Bartłomieja Apostoła. Podziękował wszystkim obecnym. – Niech przykład naszego patrona inspiruje nas do odważnego wyznawania wiary i do troski o duchowe dobro drugiego człowieka – zachęcił.
W homilii abp Andrzej Przybylski zaznaczył, że „święci się nie starzeją, nawet jeśli starzeje się ich ciało, nawet jeśli ich prześladują, odbierają im życie, oni ciągle żyją i ciągle działają”. – Tu u was w Bieruniu ciągle nowe pokolenia przychodzą do naszego Walencinka. I to tłumnie. Trudno nawet dzisiaj do kościoła dojechać. Kolejne pokolenia z całego regionu przyjeżdżają, by pokłonić się Walentemu. My się starzejemy, pokolenia odchodzą, a Walencinek jakby ciągle młody, żywy, silny, skuteczny – zauważył. – Jeśli kiedykolwiek będziecie się zastanawiać, co zrobić, żeby być ciągle duchowo młodym, to przypomnicie sobie Walencinka. Napełnijcie się Bożą miłością, dążcie do świętości, a Bóg sprawi, że będziecie ciągle radośni i młodzi. To nie znaczy, że życie będzie bez problemów. To nie znaczy, że zawsze będziemy silni, młodzi, zdrowi. Może nie, ale tam w środku będzie w nas taka moc, taka siła, jaka jest w nim – dodał.
Metropolita katowicki zaznaczył, że św. Walenty, jako patron zakochanych, każdemu może pomóc odkryć, czym jest zdrowa miłość oparta na wierze. – Ojciec Święty Benedykt XVI powiedział, że największą, najgroźniejszą chorobą wiary, jest kiedy wiara zgubi miłość i kiedy miłość odklei się od wiary – przekonywał. – Może się tak zdarzyć, że ktoś mówi, że wierzy w Boga, ale nie kocha. Nie kocha ludzi. Nawet czasem i Boga już nie kocha, tylko tak po prostu wierzy. Ze zwyczaju, z tradycji. (…) Spotykam czasem takich ludzi, którzy może mają dobre intencje. Chcą naprawdę obronić pewne rzeczywistości w wierze. I dobrze, że to robią. Ale jeśli robią to bez miłości, bez szacunku do drugiego człowieka, to nic z tego nie będzie. Pamiętacie najpiękniejszy chyba „Hymn o miłości” świętego Pawła Apostoła z Listu do Koryntian. Tam Paweł pisze: „Choćbyś mówił językami ludzi i aniołów, a miłości byś nie miał, byłbyś jak cymbał brzmiący”. Choćbyś rozdał wszystkie pieniądze na jałmużnę, ale zrobił to bez miłości, bez uszanowania godności tego biedaka, nic ci to nie da – mówił. I dodał, że wiara bez miłości do Boga ostatecznie staje się męczącym doświadczeniem, dającym poczucie bezcelowości.
– W pierwszych wiekach Kościoła ludzie przychodzili, poganie przychodzili do chrześcijan, bo widzieli, jak oni się miłują. To miłość przyciągała. Jeśli w chrześcijańskich rodzinach nie będzie miłości, to inne rodziny powiedzą: "A po co mi taka wiara, jak ona nie buduje relacji miłości?" – mówił abp Andrzej Przybylski.
Metropolita zauważył, że we współczesnym świecie da się także zaobserwować postawę przeciwną: miłość bez wiary. – Miłość, w której nie ma wiary, ryzykuje tym, że stanie się tak naprawdę miłością niewierną – podkreślił. – Nie wystarczy, że powiemy, że kochamy. Miłość potrzebuje wierności. Miłość wzrasta, kiedy jest poddawana próbie. (…) Może przyjść kryzys w miłości, ale to kryzys trzeba rozwiązać, a nie miłość. I paradoksalnie często, kiedy się rozwiąże jeden i drugi kryzys w relacji, w małżeństwie, w duchu wierności, to paradoksalnie po tym kryzysie jakby miłość jeszcze wzrasta, jakby się jeszcze odbudowuje. Nie mówcie, że wystarczy, że się kochacie, a Pan Bóg, przykazania, wiara są niepotrzebne, bo miłość bez wiary może się szybko stać miłością niewierną, prowadzącą do zdrady: Boga, ludzi, którym się obiecało, że się będzie z nimi, najbliższych, którym się przyrzekało miłość – dodał.
Na koniec abp Andrzej Przybylski powierzył mieszkańców Bierunia opiece ich patrona. – Kochany Walencinku tu z Bierunia, nasz ciągle młody i skuteczny patronie, oddajemy Ci nasze serca. Uzdrów je. Daj nam taką wiarę pełną miłości i daj nam taką miłość, która jest wierna – prosił.