Tegoroczne popołudniowe spotkanie przygotowały przedstawicielki Duszpasterstwa Kobiet Archidiecezji Katowickiej. Był to czas dzielenia się doświadczeniem Pana Boga w codziennym życiu.
Pątniczki powitał ks. Bogdan Kania, który zaprosił do wspólnej modlitwy do Ducha Świętego. – Niech to będzie dla nas czas łaski – podkreślił.
– Kiedy patrzę na nasze dzisiejsze spotkanie tutaj na piekarskim wzgórzu, przypomina mi się spotkanie Maryi i Elżbiety. Dwie kobiety, które niosły w sobie tajemnice życia i Bożego działania. Spotykały się, aby umocnić się, aby dzielić się z sobą i przede wszystkim, żeby wielbić Boga. Takie spotkanie potrzebne jest również nam, kobietom dwudziestego pierwszego wieku – przekonywała Magdalena Adler, jedna z inicjatorek kobiecych spotkań. – Duszpasterstwo kobiet istnieje już wiele, wiele lat w naszej archidiecezji, ale poczułyśmy, że chcemy spotkać się razem z wszystkimi tymi kobietami, które w swoich parafiach tworzą coś dobrego, coś pięknego – opowiedziała o genezie Duszpasterstwa Kobiet Archidiecezji Katowickiej Hanna Brocka-Fojcik.
Każda z pań otrzymała broszurę ze wskazówkami, jak rozpocząć działania w swojej parafii. – Jeśli masz teraz w sercu takie pragnienie, żeby spotkać się z drugą kobietą, żeby razem dzielić się tym, co was cieszy, ale też tym, co was boli, żeby razem uwielbiać Boga w waszym życiu, przygotowałyśmy dla was ulotki – tłumaczyła M. Adler. – Chcemy was zachęcić do organizacji takich spotkań u siebie w parafiach. Naprawdę niewiele trzeba, nie ma żadnych zbędnych kosztów z tym związanych. Wystarczy szczere, otwarte serce. Myślę, że z natchnienia Ducha Świętego, każda z was, jeżeli tylko poczuje, jest w stanie takie spotkania w swojej parafii utworzyć, powinna pójść za tym wezwaniem – zachęcała H. Brocka-Fojcik.
Uczestniczki wspólnym śpiewem uwielbiały Pana Boga. – Prośmy: Maryjo, spraw, byśmy częściej się uśmiechali, a także uśmiech nosili w swoim sercu – zapraszał ks. Kazimierz Musioł. – Ale chciałbym, żeby to spotkanie pomogło nam zrozumieć, że możemy rozkwitnąć tam, gdzie nas Pan Bóg posłał, gdzie nas „posadził”. O tym opowie nam Ula – dodał.
Ula podzieliła się swoją historią: o tym, jak czuła się pełna kompleksów, niewystarczająca i jak mocno pracowała, by zaakceptować samą siebie taką, jaką Pan Bóg stworzył. – Doszłam do takiego momentu, że chciałam sobie odebrać życie. Pamiętam tę desperację w samej sobie: nic nie miało dla mnie sensu. Pan Bóg, mam poczucie, że w ostatnim momencie, pozwolił mi doświadczyć swojej miłości na spotkaniu młodzieży. Wtedy w trakcie spowiedzi zrozumiałam, że Pan Bóg jest, że mnie kocha. Od tego momentu nie było tak, że wszystko było wspaniale, tylko powoli, powoli Pan Bóg zabierał z mojego serca tę beznadzieję. Po paru latach wstąpiłam do Wspólnoty Cenacolo. To jest taka wspólnota, która pomaga osobom, które się zagubiły w życiu, które weszły w różne nałogi, ale też osobom zranionym, mającym depresję. Ja wstąpiłam, żeby poznać prawdę o sobie, żeby uzdrowić moje zranienia – wspominała. Zdaniem Uli, posługa pomogła jej zrozumieć, że Bóg każdej z nas dał piękno. – Nieważne, ile razy zbłądziliśmy w życiu, każdy z nas ma to piękno w sobie, żeby służyć – wyjaśniła.
Ula była także tłumaczką Ani – Włoszki, która w Piekarach także reprezentowała Wspólnotę Cenacolo. – Jestem we wspólnocie od czterech lat. Przeżyłam wiele lat w uzależnieniu od narkotyków, byłam zagubiona we wszystkich przyjemnościach świata. I na pewno to nie dawało żadnej nadziei. Znalazłam ją na nowo, kiedy wstąpiłam do wspólnoty i zdałam sobie sprawę, że Bóg mnie kocha ponad wszystko – dzieliła się. – Każdego dnia mylę się, ale też każdego dnia uczę się kochać. I jedna taka piękna rzecz, której nauczyłam się we wspólnocie: ci, którzy mnie kochają, kochają też moje pomyłki – przekonywała Ania. – I teraz są takie chwile, kiedy jestem smutna, kiedy padam w doła. Ale wiem, że kiedy mam jakąś trudność, mogę pójść do kaplicy. Czasem też się denerwuję na Boga. Wtedy „ciągnę” Go za brodę, a On mnie akceptuje taką. Przed Nim mogę być całą sobą, niczego nie muszę ukrywać, zakładać żadnej maski – dodała.
Siostra Natana, boromeuszka, do pątniczek przyszła… ze szkatułką. – Myślę, że niejedna z nas, gdy była mała, miała taką i w niej przechowywała swoje skarby. Oczywiście moimi pierwszymi skarbami były takie pierścionki odpustowe – uśmiechała się. Jednak z paniami w Piekarach postanowiła się podzielić trzema ważnymi myślami o Matce Bożej i wspólnej codzienności z Nią. – Kiedyś postanowiłam w kalendarzu zapisywać każdego dnia dany owoc Ducha Świętego. Chciałam w tym danym dniu modlić się, przeżywać ten dar. Zależy mi na tym, żeby nie było rutyny w moim życiu, żeby życie przeżywać każdego dnia na nowo. Staram się uczyć od Maryi nadzwyczajnej zwyczajności. Ona uczy mnie, gdzie jest źródło siły, wierności, także w trudnych wydarzeniach: to relacja z Bogiem – mówiła s. Natana.
Na zakończenie o wsparcie dzieł misyjnych prosił bp Jan Kot, posługujący w Brazylii. – Przede wszystkim pierwsza i najważniejsza pomoc to jest pomoc modlitewna, bo czasami możesz mieć dobrą sytuację finansową, ale jak duch jest pusty, tutaj ta szkatułka siostrzana nie ma żadnego skarbu, to wszystko jest puste – przekonywał, nawiązując do świadectwa boromeuszki. – Pomóżcie misjonarzom, pomóżcie tym, którzy ewangelizują, swoimi modlitwami, ofiarowując swoje cierpienia, promując idee misyjne. I jak możecie, to też wspierajcie materialnie. Ale najważniejsza jest pomoc duchowa. Módlcie się za misjonarzy – podkreślał.
Bp Jan Kot podziękował kobietom za ich zaangażowanie we wspólnotę Kościoła i wspólnie z bp Markiem Szkudło, bp Adamem Wodarczykiem i bp Grzegorzem Olszowskim udzielił zebranym błogosławieństwa.