• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Jak grób Agamemnona

    Przemysław Kucharczak

    |

    Gość Katowicki 46/2017

    dodane 16.11.2017 00:00

    Kolejowe tory prowadzą do zrujnowanego domu. A gdy przez szczelinę wejdziesz do środka, zobaczysz, że to jednocześnie... grobowiec. Konkurs na projekt pomnika Ślązaków deportowanych na Wschód rozstrzygnięty!

    Pomnik stanie w Katowicach, blisko Muzeum Śląskiego. Spośród 12 propozycji jury wybrało do realizacji projekt architekta Michała Dąbka z Krakowa i rzeźbiarza Jana Kuki z Katowic. Komisja nagrodziła twórców za to, że dobrze połączyli elementy symboliczne z wpisaniem monumentu w otoczenie. Tym otoczeniem jest skarpa między Aleją Roździeńskiego, którą mkną tysiące samochodów, a spokojnym parkiem Boguckim.

    Zniszczony śląski dom

    Od strony parku do pomnika doprowadzą nas zatopione w bruku tory kolejowe. Przez szczelinę wnikają one do głównej części monumentu, która przypomina... zrujnowany dom. Obiekt ma zostać zrobiony z pokrytej rdzą stali. My też przez tę szczelinę będziemy mogli dostać się do środka. Co zobaczymy?

    – Jest to taka krypta, taki grób Agamemnona – mówi architekt Jacek Budyn, sędzia konkursowy. I dodaje, że w tym miejscu będą mogły pojawić się jakieś napisy. Może 45 tysięcy nazwisk wywiezionych Ślązaków? Jeszcze nie wiadomo. W środku znajdzie się jasna pryzma kamieni otoczakowych. A na nich zostaną osadzone symboliczne schody, prowadzące w górę. Dokąd? Ku niewiadomej? Ku niebu? Pomnik zostanie „wbudowany” w długą, trawiastą skarpę. – Ten projekt to oszczędność formy, prostota, umiar i elegancja – ocenia Jacek Budyn. O wzniesienie monumentu szczególnie zabiegali arcybiskup Wiktor Skworc, dyrektor katowickiego IPN Andrzej Sznajder oraz Michał Luty, katowicki radny PiS, dawniej wiceprezydent Katowic. Forma zniszczonego domu, którą przybierze pomnik, mocno przemawia do Andrzeja Sznajdera. – Osobiście interpretuję to jako ruinę, którą w życiu śląskich rodzin spowodowały deportacje około 45 tysięcy mężczyzn. Praca, która została wybrana do realizacji, przypomina jednocześnie grób, do którego można wejść – komentuje. – Zależało mi na stworzeniu takiego miejsca, w którym będą mogły spotkać się rodziny. W szczególności tych deportowanych, którzy nie wrócili, i których miejsca pochówku są nieznane – mówi A. Sznajder.

    Trzeci pomnik

    Historia tysięcy deportowanych na Wschód Górnoślązaków jest mało znana poza naszym regionem. Przeorała ona jednak tę ziemię. Sowieci na początku 1945 roku wywieźli do niewolniczej pracy na Wschodzie około 45 tys. Ślązaków, głównie mężczyzn. Nawet świetnie wykwalifikowani w obsłudze maszyn fachowcy musieli odtąd rąbać kilofami węgiel w prymitywnych kopalniach Donbasu lub harować w fabrykach na Syberii czy w Kazachstanie. Tylko niektórzy z nich, potwornie zmizerowani i wygłodzeni, wrócili do domów w ciągu kilku kolejnych lat. Pozostali zmarli w sowieckich obozach.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół