Nowy numer 17/2018 Archiwum

Koszula się znalazła

W Gaszowicach jest jedyny proboszcz na Śląsku, a może i w całej Polsce, który mieszka w... zamku. A mówiąc ściślej, w co najmniej 200-letnim dworze, który został wzniesiony w miejscu zamku rycerskiego.

Kościół Opatrzności Bożej w Gaszowicach pod Rybnikiem ma 90 lat. Z tej okazji powstała książka o jego dziejach. A są to dzieje ciekawe, między innymi ze względu na pewną wizytę sprzed 55 lat. Gaszowice odwiedził wtedy młody biskup pomocniczy archidiecezji krakowskiej, niejaki... Karol Wojtyła. Proboszczem w tej podrybnickiej wsi był wtedy jego rocznikowy kolega z seminarium, ks. Franciszek Konieczny.

Papież w Gaszowicach

Ten gaszowicki proboszcz był Ślązakiem rodem z Lędzin. Poznał Karola Wojtyłę w czasie wojny w krakowskiej parafii na Dębnikach. Zostali kolegami, nie wiedząc, że obaj są alumnami tajnego seminarium duchownego... Franek odwiedził nawet Karola w szpitalu, kiedy ten został potrącony przez ciężarówkę. Obaj byli w szoku, kiedy później spotkali się jako ministranci w kaplicy kard. Sapiehy. Od sierpnia 1944 roku klerycy mieszkali już razem w pałacu arcybiskupim. – W ogrodzie abp. Sapiehy graliśmy w piłkę. Rąbaliśmy w te drzewa, a Sapieha skarżył się potem, że nie ma jabłek ani wiśni – mówił później ks. Konieczny Markowi Szołtyskowi, autorowi książki „Papież na Górnym Śląsku”.

Ksiądz Franciszek opowiadał też, że fenomenalnie uzdolniony przyszły papież pomagał kolegom w nauce. Z kolei przyszły proboszcz w Gaszowicach prowadził tam dla kolegów zajęcia z wychowania fizycznego. Rozkazywał: „Padnij, powstań! W lewo zwrot, w prawo!”. – To był jedyny moment w życiu, kiedy miałem przewagę nad Wojtyłą, bo musiał wykonywać moje polecenia… Ale nie udało mi się go wyprostować i już został taki pochylony – mówił Markowi Szołtyskowi. Ponieważ wojenny rocznik nie był liczny, studiujący w Krakowie alumni seminariów śląskiego, krakowskiego i częstochowskiego bardzo się ze sobą zżyli. Kapłani wiedzą, jak bardzo silna jest więź między kolegami z rocznika. Karol Wojtyła tak układał więc swoje obowiązki, żeby zawsze przyjechać na spotkania rocznikowe. Ksiądz Konieczny był jednym z kawalarzy, którzy zawsze wprowadzali na tych spotkaniach wesołą atmosferę. Także w Watykanie, gdzie odbywały się te spotkania od czasu wyboru Karola na Stolicę Piotrową. Śląscy koledzy papieża uważali, że ich zadaniem jest rozśmieszenie, rozluźnienie papieża, który na co dzień miał na głowie mnóstwo trudnych spraw. Wywiązywali się z tego zadania pierwszorzędnie. Po jednym ze spotkań w Watykanie rozbawiony Ojciec Święty, zapraszając ich na obiad, powiedział im nawet po śląsku: „A bydymy zaś gupie godać?”. W Gaszowicach ich spotkanie rocznikowe odbyło się w 1962 roku. Karol Wojtyła był wtedy biskupem pomocniczym. 26 czerwca kilkunastu przyjaciół wspólnie sprawowało tutaj Mszę św., a później kontynuowało spotkanie na probostwie. Przyszły papież specjalnie przyjechał do Gaszowic z Warszawy, choć wczesnym rankiem następnego dnia już musiał wyruszyć na spotkanie episkopatu aż do... Białegostoku. Zjawił się tylko z małą aktówką, więc wieczorem powiedział do ks. Koniecznego: „Franek, ale ja jestem tak, jak mnie widzisz”. Biskup Wojtyła dostał więc koszulę nocną ks. Koniecznego. To była prosta koszula z kołnierzykiem obszytym niebieską lamówką.

Salki w czworakach

Wydawało się, że ta pamiątka zaginęła. Kiedy jednak przed pięcioma laty wspomniał o tym „Gość Katowicki”, niespodziewanie odezwała się pani Helena Konieczna z Lędzin, siostra ks. Franciszka. W 1962 roku była ona... gospodynią na probostwie w Gaszowicach. Okazało się, że to właśnie jej ks. Konieczny przekazał „papieską” koszulę na pamiątkę. Pani Helena opowiedziała Marcie Sudnik-Paluch z „Gościa Katowickiego”, że jej brat w czasie spotkania z Karolem Wojtyłą poprosił, żeby przygotowała dla gościa jakąś piżamę.

« 1 2 3 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma