• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • (Od)ważna decyzja

    ks. Rafał Skitek

    |

    Gość Katowicki 42/2017

    dodane 19.10.2017 00:00

    – Wokół jej powstania było tak wiele niejasności i napięć, że w pewnym momencie chcieliśmy już odpuścić – mówi ks. Tadeusz Rozmus, pierwszy dyrektor placówki.

    O planach powstania salezjańskiej szkoły w Świętochłowicach zrobiło się głośno na początku lat 90. ubiegłego stulecia. Ówczesne władze miasta z prezydentem miasta Krystyną Rawską na czele, wzorując się na doświadczeniach Zespołu Szkół Zawodowych Towarzystwa Salezjańskiego w Oświęcimiu, zwróciły się do salezjanów z prośbą o utworzenie podobnej placówki w mieście.

    Walczyli do końca

    – Środowisko, do którego przyszliśmy, nie było nam zbyt przychylne – wspomina ks. Tadeusz Rozmus, pierwszy dyrektor szkoły, dziś radca generalny w Radzie Salezjanów w Rzymie. Świętochłowicką placówką kierował on w latach 1992–2000. – Wokół powstania tej szkoły było tak wiele niejasności i napięć, że w pewnym momencie chcieliśmy już odpuścić. Dziś mogę śmiało powiedzieć, że gdyby nie pani Krystyna Rawska, z pewnością nie doszłoby do jej powstania – wyjaśnia duchowny.

    Przed 25 laty Zespołowi Szkół Zawodowych ZUT „Zgoda”, podobnie jak wielu innym przyzakładowym zawodówkom w regionie, zbyt dobrze się nie wiodło. Między innymi dlatego władze miasta myślały o utworzeniu w tym miejscu nowej placówki. – Wszystko dobrze szło. Do czasu. Komuś bardzo zależało, by do tego nie doszło – wspomina ks. Rozmus.

    Salezjanom nieprzychylne były nie tylko Związki Zawodowe ZUT „Zgoda”, ale także wiele osób prywatnych. – W mieście zaczęto mówić, że jak przyjdą salezjanie, to będzie źle. Że duchowni „wezmą” się za młodzież. Że zaczną im wyrywać kolczyki z uszu. Że zaczną się masowe zwolnienia nauczycieli, itd. – wyjaśnia pierwszy dyrektor.

    Doszło do tego, że do Świętochłowic przyjechał nawet sam Jerzy Urban. Przekonywał mieszkańców, że nie powinni się zgodzić na obecność w mieście salezjanów i planowaną tu przez nich szkołę. W prowadzonym przez niego antyklerykalnym tygodniku „Nie” ukazał się nawet na ten temat artykuł „Czarny wariant prywatyzacji”.

    Jest poziom

    Ta medialna propaganda i manipulacja sprawiły, że mieszkańcy Świętochłowic czuli się zdezorientowani i zaniepokojeni. Ale wtedy bardzo pozytywnie o obecności Towarzystwa Salezjańskiego w Świętochłowicach i utworzeniu tam szkoły wypowiedział się ówczesny metropolita katowicki, abp Damian Zimoń. W walce o szkołę zaangażował się też cały dekanat świętochłowicki, z dziekanem, ks. Janem Gacką na czele.

    Łatwo nie było, ale chyba dopiero z perspektywy czasu widać jak ważna i odważna to była decyzja. Bo o tym, że ówczesna szkoła przyzakładowa nie miałaby szans na przetrwanie, świadczy chociażby los – niegdyś dobrze prosperujących – Zakładów Urządzeń Technicznych (ZUT) „Zgoda”. Dziś już prawie nic po nich nie zostało. Mimo że w przeszłości produkowano tam renomowane silniki okrętowe.

    Salezjańska szkoła cieszy się dziś niekwestionowaną renomą. Może poszczycić się np. stuprocentową zdawalnością egzaminów maturalnych. W ubiegłym roku prowadzone przez salezjanów liceum otrzymało brązowy certyfikat „Trendy”. Jest on przyznawany najlepszym szkołom w Polsce. Od wielu też lat placówka pomaga misjonarzom w ramach Salezjańskiego Wolontariatu Misyjnego, m.in. w Ghanie, Zambii, Bangladeszu i Sierra Leone.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół