• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Beata i Mariusz Barberowie pielęgniarka i inżynier górniczy (na emeryturze) z Mysłowic, związani z Domowym Kościołem.

    dodane 12.10.2017 00:00

    Dzięki modlitwie różańcowej otrzymujemy ogromne błogosławieństwo dla nas, naszych córek, ich rodzin.

    Mariusz: Różańca długo nie uznawałem. Wydawało mi się, że jest to modlitwa tylko dla starszych osób. Ale kiedy 12 lat temu pojechaliśmy do Medjugorie, to powaliło mnie, że tam na różańcu modlą się wszyscy. Mężczyźni, młodzież, małe dzieci. Zobaczyłem, że to nie jest niszowa modlitwa. Beatka do tego Medjugorie zaciągnęła nas siłą... Po powrocie zrodziła się u nas rodzinna modlitwa różańcowa. Z czasem jednak zapał przygasł.

    Beata: Wybuchały kłótnie o paciorki, o to, że ktoś się pomylił, że nie ta tajemnica, poszturchiwania typu: „Nie śpij”. Potem córki zaczęły studia, wspólna modlitwa się „rozjechała”, a Różaniec na nowo stał się dla mnie trudny. Tak było do momentu, w którym spotkałam mamę mojego pacjenta. Pracuję na patologii noworodka, gdzie są same chore maluchy, i miałam pacjenta w bardzo ciężkim stanie. Weszłam kiedyś do pokoju, w którym był ten noworodek. Dziecko było spokojne, mama była spokojna, porządek w pokoju, a ona z różańcem w ręku. Zaskoczona zapytałam: „To stąd czerpie pani ten spokój?”.

    Odpowiedziała: „Tak, siostro. To nasze czwarte dziecko, a myśmy się wcześniej w ogóle nie modlili, nie dziękowaliśmy za dzieci, za zdrowie, cała nasza rodzina była skłócona. Byłam wiecznie niespokojna, wszystko gubiłam. A odkąd dowiedzieliśmy się, że syn będzie chory, podjęliśmy modlitwę różańcową, Nowennę Pompejańską. I zaczął na nas zstępować pokój. Cała rodzina zaczęła nam towarzyszyć. Teraz kończę jedną pompejankę, zaczynam kolejną. Jestem najbardziej spokojną osobą na świecie”. Ja od tej pory, to była niedziela, gdy przyszłam do domu, zaczęłam modlić się Nowenną Pompejańską. Czasem byłam tak zmęczona, że mówiłam: „Mariusz, nie dam rady, pomóż mi”. I on z automatu wszedł w tę modlitwę.

    M.: Gdy modlimy się Różańcem, to jedną dziesiątkę ofiarujemy za siebie, o ochronę, o to, żebyśmy byli zdrowi na duszy i na ciele, o jedność między nami. Potem za nasze dzieci, dalej za dzieci, za które nikt się nie modli, oraz za dzieci nienarodzone. Zawsze omadlamy też kapłanów i osoby życia konsekrowanego. Modlimy się również za wszystkich, którzy proszą nas o modlitwę.

    B.: Kiedy mamy wolne, rano zawsze razem idziemy na Mszę. Wracamy, robimy sobie kawę i modlimy się Różańcem. To jest nasz rytuał. Wiemy, że Maryja wtedy do nas przychodzi, że wstawia się za nami. Bez Różańca nie dalibyśmy rady. Tyle łask dzięki Maryi dostajemy, Ona nas ochrania.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół