• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Sroga pokuta

    Marta Sudnik-Paluch

    |

    Gość Katowicki 40/2017

    dodane 05.10.2017 00:00

    Rejs po Wełtawie zakończył się nieoczekiwanie dla dwóch górników. Ratowali tonącego mężczyznę. Nie czują się bohaterami i mówią wprost, że zszokował ich brak reakcji innych świadków.

    Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono – pisała polska noblistka. Dwóch górników z kopalni „Rydułtowy” sprawdziło się w sytuacji ekstremalnej. I to nie w pracy, gdzie takiego testu mogliby się spodziewać, ale na wycieczce. To miał być spokojny wyjazd z pracy, kilka dni w Pradze. Zwiedzanie, wspólne spędzanie czasu. I tak było do momentu rejsu po Wełtawie. – Usłyszeliśmy krzyki. Widziałem jakiś tłum na moście Karola. Pomyślałem nawet, że to odgłosy jakiejś zabawy, i zignorowałem je – relacjonuje Jarosław Ruda, pracownik kopalni. – Po jakichś 10 minutach wyjrzałem przez burtę i zobaczyłem, że coś unosi się na wodzie. Prom, który płynął przed nami, minął tego człowieka.

    Jarek, idziesz ze mną

    W opowieści dwóch mężczyzn, którzy zdecydowali się działać, zdumiewa, że pomimo ogromnej liczby gapiów na moście i pasażerów na pływających po Wełtawie promach nikt nie zdecydował się na udzielenie pomocy. – Od razu zapytałem, czy mogę skoczyć. Jednak pani z obsługi powiedziała, że absolutnie nie – mówi Jarosław Ruda. – Powiedziała, że spotka nas za to kara. Sroga pokuta – tak to brzmiało po czesku, z tego, co pamiętam – włącza się w opowieść Jarosław Jasita.

    – Podszedłem do bosmana i próbowałem go przekonać. Krzyczałem, że tam jest człowiek, trzeba go ratować, że ja chcę skakać do wody. A on spojrzał na mnie, wzruszył ramionami i zatrzymał statek. Dla mnie to było przyzwolenie do działania. Krzyknąłem tylko: „Jarek, idziesz ze mną” – wspomina J. Ruda. Dalej wypadki potoczyły się szybko. Obaj mężczyźni wskoczyli do wody i wciągnęli na pokład tonącego. – To nie był przyjemny widok. Był już siny i zimny, ale zaczęliśmy go reanimować. Na statku nie było apteczki. Krzyczałem do obsługi, żeby dali nam maseczkę, chustę, cokolwiek, żebyśmy mogli zrobić mu sztuczne oddychanie – mówi Jarosław Ruda. – Dali nam ręcznik. Ja robiłem sztuczne oddychanie, a kolega masaż serca. Co było dziwne, ten pan nie miał wody w płucach, jak to zwykle jest u osób tonących – dzieli się spostrzeżeniami Jarosław Jasita.

    Żył i był przytomny

    Górnicy przyznają, że zaskoczył ich brak odnalezienia się w sytuacji przez załogę promu. – Chcieli rzucić koło ratunkowe. Co to by pomogło temu mężczyźnie? – pytają retorycznie. – Prowadziliśmy reanimację aż do momentu, kiedy statek zawinął do przystani. Tam czekała już karetka i policja. Funkcjonariusze też nie bardzo nam pomogli, bardziej skupili się na odganianiu gapiów. Ale lekarka z karetki doceniła nasze wysiłki. Kiedy przejęła pacjenta, powiedziała, że zrobiliśmy dobrą robotę. Dodała, że mężczyzna żyje i będą go wprowadzać w stan śpiączki farmakologicznej – mówi Jarosław Ruda.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół