• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Sto lat z prądem

    Przemysław Kucharczak

    |

    Gość Katowicki 33/2017

    dodane 17.08.2017 00:00

    Przez ponad ćwierć wieku była największą elektrownią w Polsce. Dzisiaj wciąż mieści się w pierwszej dziewiątce najpokaźniejszych. Elektrownia Łaziska świętuje swoje stulecie.

    Książę pszczyński Jan Henryk XV Hochberg założył ją w czasach, gdy Śląsk nocami dosłownie tonął w nieprzeniknionych ciemnościach. Oczywiście poza centrami miast, gdzie płonęły światła latarni, najczęściej gazowych. W domach Ślązacy siedzieli wtedy wieczorami przy zapalonych karbidkach i naftówkach. Książę zainwestował w budowę elektrowni w Łaziskach, bo potrzebował prądu w swoich zakładach przemysłowych. Pracowały w nich co prawda wielkie maszyny parowe, ale nie wszędzie dobrze się sprawdzały. – Np. pompowanie wody z kopalni za pomocą maszyny parowej było niewygodne, bo parę trzeba było dostarczać na dół w izolowanych rurociągach. A kiedy pompa przestawała działać, woda natychmiast podchodziła i groziła zatopieniem kopalni – tłumaczy Adam Wisthal, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Przyjaciół Muzeum Energetyki.

    To wyjątkowe Muzeum mieści się na terenie Elektrowni Łaziska. Prąd z nowej elektrowni popłynął najpierw do najbliższych zakładów: kopalni „Książątko” i do huty, należących do księcia. – Później zaczęto korzystać z tej energii szerzej. Jak dyrekcja była oświetlona, to dyrektor chciał mieć też w domu światło. A jak dyrektor miał, to proboszcz również chciał zabłysnąć, dosłownie… I w ten sposób prąd rozchodził się coraz szerzej do indywidualnych odbiorców, aż w końcu okazało się, że są z tego wpływy do kasy – mówi Adam Wisthal. Z początku odbiorcy płacili ryczałtem za trzy żarówki: w kuchni, w pokoju i w sieni. – Później zaczęły pojawiać się gadżety, takie jak „kocher”, czyli grzejnik elektryczny. To było bardzo fajne, bo nie trzeba było wstawać godzinę wcześniej, żeby mężowi zrobić śniadanie przed szychtą… Grzejnik pobierał jednak wielokrotnie więcej energii niż oświetlenie. Zaczęto wtedy płacić ryczałtem za trzy żarówki i jedno gniazdko. Odbiorcy potrafili jednak zrobić dodatkowe, lewe gniazdko, czyli złodzieja... Od tamtych lat do dzisiaj taki rozgałęźnik nazywa się złodziejem – mówi Adam Wisthal. Dopiero w latach 20. XX wieku pojawiły się powszechniej liczniki zużycia prądu. Elektrownia Łaziska w tym czasie bardzo się rozbudowała. W latach 1927–1953 była największą elektrownią w Polsce. Działała w kombinacie Elektro z kopalnią i hutą z piecami elektrycznymi, pracującymi tuż obok. Mało kto wie, że kolejka na Kasprowy Wierch powstała w rekordowym tempie w latach 1935–36 dzięki cementowi z tego kombinatu. – Był to cement alkaliczny, który wiązał w jeden dzień do końcowej wytrzymałości. Następnego dnia można było „klupać” młotkiem po betonie zrobionym z tego cementu, a on dźwięczał jak ceramika.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół