• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • rss
  • Dwa krzesła i w pole!

    Joanna Juroszek

    |

    Gość Katowicki 33/2017

    dodane 17.08.2017 00:00

    Co neoprezbiterzy robią na wakacjach? Jedni głoszą rekolekcje, drudzy – jadą na Woodstock.

    Ci „drudzy” to ks. Mateusz Włosek i ks. Dawid Dyrcz, od końca sierpnia mieszkańcy Żor. Ksiądz Mateusz będzie wikarym w Bożym Miłosierdziu, ks. Dawid – u Filipa i Jakuba. Razem z nimi na Przystanek pojechał diakon Maciej Niesporek z parafii Niepokalanego Serca Maryi w Radlinie. Przystanek Jezus (PJ), bo o nim tak naprawdę mowa, to miejsce obowiązkowe dla każdego księdza. Tak przynajmniej twierdzą moi rozmówcy. I najprawdopodobniej mają rację.

    A co, jeżeli Bóg jest?

    PJ organizowany jest w Kostrzynie, w tym samym miejscu i czasie, gdzie Przystanek Woodstock – impreza Owsiaka przyciągająca fanów ostrej muzyki i niekończącej się zabawy. Świeccy i księża właśnie tam mówią ludziom o Bogu. Zanim jednak wyjdą na woodstockowe pole, sami przechodzą swoje rekolekcje i nabożeństwo, które kończą spowiedzią. Potem dzieją się cuda. Mniejsze albo większe. – Wiem, że brzmi to górnolotnie, ale po tych rekolekcjach, po tym tygodniu na PJ, jestem przekonany, że nie można wyjść do ludzi, jeśli najpierw szczerze się ich nie pokocha – mówi ks. Mateusz.

      Diakon Maciej i ksiądz Dawid na Woodstocku.
    archiwum prywatne
    – Rekolekcje kończą się nabożeństwem pojednania i przebłagania. Księża siadali w różnych miejscach i spowiadali ewangelizatorów i siebie nawzajem. Biskup Dajczak powiedział wtedy: „Nie wiem jak wy, księża, to przeżywacie, ale ja nigdzie tak nie kocham ludzi, jak w konfesjonale”. I ciągle wracają mi te słowa... – dopowiada młody kapłan. – Papież Franciszek mówi, że Kościół ma być szpitalem polowym. I tam ewidentnie tak jest. Jest pole, jest namiot, są lekarze, są pielęgniarki – zaznacza ks. Dawid. A diakon Maciej, który sam jest fanem muzyki rockowej, na Woodstocku zobaczył, że dobrze jest prowokować swoim wyglądem. Księża i diakoni prowokują sutanną – obowiązkową na polu. Diakon Maciej do sutanny zakładał i glany. Świeccy prowokować mogą opaskami z 4 obrazkami głoszącymi kerygmat albo koszulkami z napisami typu: „A co, jeżeli Bóg jest?” Zresztą na Woodstocku swoim wyglądem czy zachowaniem intryguje prawie każdy. Na polu co rusz spotkać można ludzi z tabliczkami bardziej lub mniej nadającymi się do cytowania. „Zbieram na samolot”, „Szukam kochanki”, „Free hugs” – mówią sobą woodstkowicze, a „jezusy” (bo tak nazywani są ewangelizatorzy) chodzą z tabliczkami: „Umyję ci nogi” albo: „Jestem duży, ale mój Bóg jest większy” (taki napis towarzyszył ponaddwumetrowemu księdzu). Ewangelizatorzy dzień zaczynali modlitwą uwielbienia i Eucharystią. Potem szli na pole. Przed i po na modlitwie spotykali się też z Panem Jezusem, 24 godziny na dobę obecnym w namiocie w Najświętszym Sakramencie.

    Dlaczego ksiądz kłamie?

    – W tym roku po raz pierwszy mieliśmy namiot zaraz obok małej sceny. Czasem miałem tak, że siedziałem na adoracji, tam ostro leciała muza, noga sama mi do rytmu drgała i rzykołech brewiarz – śmieje się dk. Maciek. Ks. Dawid i dk Maciej na Przystanku byli po raz pierwszy. Ks. Mateusz był już wcześniej. Dobrze zna też ekipę organizującą to wydarzenie – wspólnotę świętego Tymoteusza. Jego koledzy przyznają, że gdy pierwszy raz ruszali na pole, towarzyszył im strach. – Jeden zakonnik zapytał się mnie wtedy: „A byłeś na adoracji?”. Poszliśmy na adorację i potem to już ruszyło – przyznaje ks. Dawid.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół